30!

Prawie w ogóle nie sypiam w nocy. A to mi gorąco, a to nie wygodnie. Okoliczne koty szerzą bójki akurat w porze nocnej. A jeszcze jak T. wyjdzie na piwo to jeszcze dochodzą dźwięki, sugerujące oczywiście próby włamania. Tylko moje pieseły śpią jak kłody. Chociaż nie - kłody nie puszczają bąków o aromacie skoncentrowanego iperytu. W każdym razie o czwartej nocy dobudziło mnie dziecko, kopiąc mój brzuch na wszystkie strony i tańcząc radośnie "mama, szybko siusiu i najlepiej to śniadanie" i nie miałam wyjścia. 

Dwie godziny później prewencyjnie zrobiłam T. histerię, że jestem brzydka i stara. Bo nie dadzą człowiekowi zapomnieć, że się zestrzał. Od rana SMS-y, życzenia, szampan i dziwki (tzn. na chwilę obecną, jak mówią politycy, zamiast szampana i dziwek występuje gościnnie twarożek ze słonecznika, ale nie uprzedzajmy faktów).

W dodatku z całonocnych przemyśleń wyszło mi, że jestem gruba i cofam się w rozwoju osobistym. Zamiast wytyczać sobie ambitne życiowe cele, to przeglądam rankingi wózków, aspiratorów do nosa, żłopię sok pomarańczowy, oglądam seriale czytam książki o domu starców i ogólnie gniję intelektualnie.

Aha – jeszcze jedno przemyślenie – dlaczego w fast foodach typu KFC nie robi się warzyw w tej swojej czarodziejskiej panierce? Przecież jakby miało brokuły albo cukinię, to by więcej osób to jadło codziennie. Codziennie! Czyli w sumie może i dobrze, że nie robią, bo po miesiącu nie zmieściliby się nie tylko w dżinsy, ale i w drzwi.

I tym optymistycznym akcentem oddalam się egzystować z trzydziestką na karku i brzuchem z przodu. Buziaczki...



Tallulah

To jedna z tych produkcji, która sprawia wrażenie czegoś starszego i skromniejszego niż jest w rzeczywistości. Film o różnych odcieniach macierzyństwa ale jest coś w nim urzekającego i jednocześnie niepokojącego. 


(nie) mąż

Małgorzata Halber, znana niektórym z programu „5-10-15”, potem MTV i wreszcie książki „Najgorszy człowiek na świecie”, napisała swego czasu na Facebooku:
Chciałabym mieć męża. 11 lat spędziłam u boku mężczyzn niegotowych. Zastanawiających się. Spędzających ze mną miło czas, ale opowiadających mi o priorytecie wolności w swoim życiu, nie chcących nawet poruszać innych tematów. A ja miałam 23 lata i wydawało mi się, że to trochę nieważne czego ja chcę, że prawdziwa fajna laska powinna być wyluzowana, nie chcieć stałego związku, zgadzać się na wszystko co zaproponuje jej partner w łóżku, chodzić na striptiz i umieć nie narzekać, czyli zająć się sobą, kiedy on mówi "w życiu mężczyzny jest taki moment, kiedy należy wyruszyć w samodzielny rejs.
Później było o tym, że dobrze jest mieć kogoś, kto będzie chciał być tylko z Tobą, kto nawet na terapię wybuli jak trzeba będzie, bo będzie wiedział, że jak ją przejdziecie, to będzie dobrze. Choćby tona kryzysów Was dopadła, to on będzie chciał je pokonać. I mąż wcale nie oznacza kogoś, z kim trzeba w białej sukni iść do ołtarza, zadłużać się na pierdyliard pieniędzy, żeby zrobić wesele na trzysta osób. Bo przecież mąż to nie ktoś kto nagle się zmienia i chce aby mu rodzić dorodne bobasy, krochmalić pościel i codziennie gotować zupę. Niech on będzie tak samo durnowaty, z tą różnicą, że tylko Ty i nikt inny. Przestał szukać, uciekać, a jak przyjdzie pomalować mieszkanie lub zrobić remont to on to zrobi, chociaż nie lubi tego, jak ty poezji.  

I choć z T. jesteśmy dopiero w fazie przygotowań to ślubuję tu uroczyście, że po ślubie to nie będzie już tylko "Klan", kanapa i obiady u rodziców!