!

No więc, dni mi się zlewają, godziny mijają w ekspresowym tempie pomiędzy pieluchą a karmieniem. Pogoda, jaka jest to każdy koń widzi, wszyscy na około doradzają mi jak dziecko ubrać i, że na pewno jest głodne, bo płacze. Pies mi podobno przytył a i jak czuje się gruba i nie umyta. Wczoraj to mi tak smutno się zrobiło, że jestem niska, tłuściutka i bezsensu, że zjadłam pół opakowania wegańskich krówek, co uważam było bardzo logicznym posunięciem w tej sytuacji. 

Mam nadzieję, że uda mi się dzisiaj zrobić obiad. Nic spektakularnego - chociaż zupę. Bo na śniadanie to zimna inka i dorwane w biegu śliwki, zagryzane pierniczkami. 
 

is it friday?


Słów już nie mam na  tę pogodę, za to chyba mam odmrożone stopy. No i łeb mnie znowu boli, ale bolący łeb to u mnie constans, od kiedy urodził się Gumiś, więc nie wiem czy jest o czym mówić w ogóle. Może to też być przez wybuchy na Słońcu – ostatnio były podobno jakieś rekordowe – to by się zgadzało.

Przeczytałam „Śmierć Przewodnika Rzecznego” Flanagana. No niestety, rwące rzeki tasmańskie i seanse z przeszłości o śmierci dziecka to nie są moje wielbłądy. Autora cenię za umiejętność wnikliwej analizy zjawisk i bezkompromisowość, zresztą każdy ma swoje ulubione techniki otwierające oczy i mózg – jak mawia Woody Allen, whatever works. Moją ulubioną metodą jest włóczenie się po księgarniach i spanie. Nic mnie tak skutecznie nie łączy ze Wszechświatem. Teraz czytam „Biegnąca z wilkami” Estes Pinkoli Clarissy, jest bardzo egzotycznie.


inna wieczność

Fascynująca opowieść. O umiejętności szukania sensu życia i jego niejednoznaczności. 
Another Forever