autumn

Ponieważ nie ufam naszym meteorologom prognozę pogody sprawdzam przy pomocy Google. Zerkam sobie dzisiaj jednym okiem, drugim leniwie przeglądając jakieś stronki...Mój Boże! ILE?! 
 

                                                                       48°

                                                     ........ chwila później......

                                                               Fahrenheita
                                                       No bardzo śmieszne











still

Po tygodniu wrażeń, tyranii, przemocy i ciężkiego żywota sponsorowanego przez dni powszednie, postanowiłam oszczędzić współodczuwającym narzekania i zastanawiania się czy aby na pewno jest to normalne, że jednego tygodnia chodzę jak w skowronkach, a następnego trudnię się w ciężkiej sztuce cierpliwości i tolerancji ( w przeciwnym wypadku miałabym co najmniej cztery trupy na sumieniu).

Kojocik: to nienormalne
J.: a, co konkretnie?
Kojocik: jak to co?! Ty nic nie mówisz!

Więcej pytań nie miałam, bo ja taki nieskomplikowany żywot ostatnio prowadzę ;-)




good morning

Po niepowodzeniach moich zamierzeń, jakoby przestanę jeść słodycze (przynajmniej w tak masowych ilościach, zwłaszcza wieczorną porą), postanowiłam pomedytować nad ostrym nawrotem maniactwa pod tytułem zdrowe odżywianie. Jednak po wewnętrznej debacie , przekonałam moje skalane sumienie, że większe restrykcje byłyby zwykłym terrorem, złem w najczystszej postaci, głupotą przeplatane! A i owszem posiłki zdrowe muszą być, ale żeby tak od razu zero słodyczy?! No co ja na to poradzę, że rozsądku u mnie to jakoś skąpawo, a i z silną wolą jest problem..tłumacze sobie cichutko, że to przecież tylko jedna, bogu ducha winna krówka, aż żal byłoby jej nie skosztować. Zawsze znajdzie się jednak delikwent – guru dietetyczny, który zacznie mnie biedną sztorcować, a to miażdżycą, a to cukrzycą, zbędnymi kaloriami..i cóż ja mogę począć?! Zawstydzić się haniebnie i zacząć wyjadać słodycze po kryjomu.