choco

Siła przyzwyczajeń jest porażająco wielka i trudno kategorycznie pozbyć się starych nawyków tudzież upodobań z którymi było się do niedawna w tak bliskich relacjach. Tak, więc stoję sobie dzisiaj w czekoladziarni, zerkam z bezpiecznej odległości na szatańsko ujmujące pralinki, trufle i czekoladki, przyprawione szczyptą ryzyka. Niby nic skomplikowanego, stoimy i patrzymy się na siebie, ale z doświadczenia wiem, że wystarczy przez chwilę pomyśleć „gdyby tak przygarnąć tą i tamtą” i katastrofa murowana. No więc stoję tam i gapię się w te szybki, jakbym za chwilę miała w nich ujrzeć przyszłość. Nagle uzmysławiam sobie, że silną wolę zostawiłam dwa sklepy wcześniej, więc darowałam sobie wszelkie ograniczenia i ze stoickim spokojem zaczęłam wyliczać, które czekoladowe maleństwa poprawią nam dzisiaj humor.

Fatherek: A więc, które czekoladki są do wzięcia?

Po czym przemawiam do niego słowiczym głosem, prezentując zawartość nadzienia poszczególnych rarytasów, mając jednocześnie nadzieję na sprawienie przyjemności tym wybrednym kubkom smakowym.

J.: I jak Ci smakuje?

Fatherek: nooo, jak trufla
J.: ....
Fatherek: jak mała trufla.

Doprawdy, dzisiejszy dzień zachwiał moją, wydawać by się mogło, głęboką wiarą w to, że mężczyźni tego świata delektują się czekoladą z równą precyzją co płeć piękna. I za prawdę powiadam wam, robienie dobrych uczynków nie popłaca.

1 komentarz :

Po usłyszeniu sygnału..