words

Dzwonek telefonu. Spragniona ludzkiej mowy odbieram. Słysze entuzjastyczny głos mężczyzny, który rzecze: dzień dobry, nazywam się tak i tak, reprezentuję firmę taką i taką, dzwonię w sprawie otrzymanego zapytania o ofertę chłodziarek do mięsa.

J.: yyyyy (z wrażenia aż zapomniałam języka w gębie)
Rozmówca: czy rozmiar miałby być standardowy czy raczej pod produkcję?
J.: problem w tym, że ja nie potrzebuję chłodziarki do mięsa (wszak moja zamrażalka w zupełności mi wystarcza)
Rozmówca: yyy no tak, ale nasza firma wprowadziła na rynek wiele nowatorskich rozwiązań...
J.: nie wątpię, ale powtarzam Panu, że to jakaś pomyłka
Rozmówca: kiedy w otrzymanym mailu miałem podany Pani numer telefonu. Proszę się zastanowić, nasza oferta jest najlepsza na rynku.

Milczymy sobie przez chwilkę, ja myślę, że on głupi jakiś, on pewnie, że i ja niezbyt mądra. Zegar tyka, a tutaj nic się nie dzieje. Do końca świata będzie mi zapewne oferować tą chłodziarkę.

J.: to nieistotne, tłumaczę Panu, że nie mogłam wysłać takiego zapytania - przynajmniej świadomie.

Chyba się podłamał z rana. Trochę mi się go szkoda zrobiło.
Nie chciałby ktoś kupić chłodziarkę gastronomiczną ?

                                                                                                        
                                                                                                       

2 komentarze :

  1. Zima nadciąga, zimna z lodem, ludzie będą mięso w śniegu chować, tudzież w reklamówkach na parapecie (jak za starych dobrych akademickich czasów). Paaani, kogo dziś stać na takie fanaberie, jak chłodziarka do mięsa? ;)

    Hihi, ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty się śmiej, a ja jemu bezczelnie plany przedświątecznej sprzedaży popsułam! Taka paskuda ze mnie!;)

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..