sth to eat

Naszła mnie dzisiaj nieodparta ochota na tartę. A w związku z tym, że w otchłani swoich szafek znalazłam mozzarellę, oliwki, suszone pomidory i o dziwo szparagi, postanowiłam wyprodukować ją z przeznaczeniem na dzisiejszą obiadokolację. Z ciastem problemu nie było, gdyż tym razem postanowiłam się nie stresować i skorzystać z gotowego ciasta francuskiego. Ten etap się udał. Później było już z górki: piekarnik - składniki - piekarnik i voilà. Rozliczeń robić nie będę ale zdarzył się cud w kraju nad Wisła i główne danie zniknęło w mgnieniu oka. Został jeden, jedyny kawałek, istny wybraniec. Na wypadek gdyby znalazł się chętny i głodny człek co to by na niego się skusił, zostawiłam go w widocznym miejscu na kuchennym stole. 

Nie minęło pięć minut, gdy usłyszałam szast, prast i mlaskanie. 

A: Coś mi się wydaje, że znowu była głodna 
J.: serio?!
A: tak, jestem mądry to wiem 

To się nazywa prawdziwa siła argumentu... czy argument siły..



dog

Podobno psy upodabniają się do właścicieli, a ja mogę z powodzeniem dorzucić stwierdzenie, że właściciele do psów także. Pierwsza część teorii odnajduje swoje odzwierciedlenie w jamniczej naturze Bońka. Gdy Pańcia ma dobry humor, Boniek również wstaje prawą łapą, szukając tylko powodu do radosnego biegania i zaczepiania każdego napotkanego osobnika. Problem pojawia się w momencie gdy życie trochę Pańcie z(a)męczy, bo wtedy Boniek ledwo dochodzi do siebie, stękając, skomląc, kwękając i przechodząc ostrą fazę histerii i chandry. To się dopiero nazywa dar współodczuwania:-)

No ale nie o tym chciałam..

Obiektywnie rzecz ujmując doszłam do wniosku, że Mała nie przejawia póki co zachowań Pańciopodobnych, za to (i tu was zaskoczę) ja przejmuje upodobania Małej, co w rezultacie objawia się chwilową niepoczytalnością. Jak słowo daję nie wiem kiedy, ani w jaki sposób to nastąpiło, ale w głowie mi tylko psikusy, harce i szaleństwa. Choć muszę przyznać, że są tego plusy, chociażby w postaci przełamania kryzysu formy.

Podczas rutynowej przechadzki..