sth to eat

Naszła mnie dzisiaj nieodparta ochota na tartę. A w związku z tym, że w otchłani swoich szafek znalazłam mozzarellę, oliwki, suszone pomidory i o dziwo szparagi, postanowiłam wyprodukować ją z przeznaczeniem na dzisiejszą obiadokolację. Z ciastem problemu nie było, gdyż tym razem postanowiłam się nie stresować i skorzystać z gotowego ciasta francuskiego. Ten etap się udał. Później było już z górki: piekarnik - składniki - piekarnik i voilà. Rozliczeń robić nie będę ale zdarzył się cud w kraju nad Wisła i główne danie zniknęło w mgnieniu oka. Został jeden, jedyny kawałek, istny wybraniec. Na wypadek gdyby znalazł się chętny i głodny człek co to by na niego się skusił, zostawiłam go w widocznym miejscu na kuchennym stole. 

Nie minęło pięć minut, gdy usłyszałam szast, prast i mlaskanie. 

A: Coś mi się wydaje, że znowu była głodna 
J.: serio?!
A: tak, jestem mądry to wiem 

To się nazywa prawdziwa siła argumentu... czy argument siły..



6 komentarzy :

  1. witam w gronie obserwtorów! psiaki masz cudne a blog bardzo sympatyczny.
    widze ,że masz banerek z moim candy na pasku bocznym- jesli chciałabyś wziąć udział w losowaniu cukieraska musisz jeszcze zostawic komentarz po postem z candy- zapraszam!
    ystin

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach....ja też zgłodniałam po przeczytaniu tego posta. Gdzie mój kawałek tarty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu już Ci go wysyłam, biorę tylko miotełkę i lecę;-)

      Usuń
  3. Chyba też bym sobie zrobiła tartę . ; d
    Smaku mi narobiłaś . : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam:-) Robi się szybko i sprawnie, a bez względu na to jakie składniki się dobiera zawsze wychodzi nam pyszny kąsek!

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..