cappucino

Lubię granaty. Przypominam sobie co jakiś czas o ich istnieniu, co wiąże się z natychmiastowym ich włączeniem do mojego menu. I nic nie szkodzi, że w ostatnim czasie moja dieta jest nad wyraz restrykcyjna, każdemu bowiem należy się chwila przyjemności. I tak sobie trzymam listę życzeń lekarza o tym co mogę jeść w jednej ręce, drugą szykując drobny deser i próbując jednocześnie zgłębić jak to skonsumować, aby ostatecznie nie zniszczyć zamierzeń dietetyka. 

Przysięgam, Panie doktorze, to był tylko jeden, jedyny raz...

                                                                                                     







s.o.s

Królestwo za sposób na szybkie pozbycie się przeziębienia! Wypróbowuję wszystkie znane mi patenty, łącznie z takimi prozaicznymi jak:
- ciepłe mleko (liczy się sojowe?!) z miodem wielokwiatowym




No cóż, urody mi to ustrojstwo również nie dodało, wyglądam bowiem jak uboga krewna Zombie (w wersji dla sympatyków zwierząt - jak halloweenowa kopia Rudolfa). O losie złośliwy, dlaczego (?!), pytam!

w pracy o życiu rozmowy

Krótka historia o tym jak to ateista i katoliczka od siedmiu boleści, spór o duchowieństwo prowadzą..

Nie żebym nagle objawienia doznała i nawróciła się ze ścieżki ciemności wprost na pastwiska Pańskie. Jednak przyszło mi na moje nieszczęście, pracować w miejscu w który wolność wyznania tudzież poglądów  nie obowiązuje. Za prawdę powiadam wam, nie wiem kto stoi na straży tego zjawiska, wszak moherowych babć broniących "jedynej i słusznej prawdy" tu nie ma (no, chyba, że jakimś cudem urzędują tu po godzinach lub skrzętnie się je ukrywa po kątach).

A: Mogę pożyczyć ryzę papieru?
K: skoro musisz
A: mogę zapłacić walutą watykańską.
K: hę?
A(zawadiacko): "Szczęść Boże"

(Sądząc po ówczesnej minie Katoliczki, chłopina powinien dostać kategoryczny zakaz wchodzenia do pokoju, dla swojego świętego spokoju!)

A: Wezmę jeszcze trochę papieru
K: nie, bo jesteś niewypłacalny
A: wy Katolicy to wszystkiego żałujecie i z uporem maniaka bronicie, choć nie wasze.
K(lekko poirytowana): no ciekawe w której "Polityce" o tym wyczytałeś
A: usłyszałem mimochodem..w radiu.
K: ?
A: moja osiemdziesięcioletnia mama, ma też taki beret z antenką, co to się przez niego łączycie z Rydzykiem
(...)

W miłościwie nam panującym przybytku uciech wszelakich, doprawdy żyć się chce...o pracy nie wspomniawszy.

after

Piękny też nasz zlot był, no na prawdę. Tylko kto to wszystko posprząta? No kto? Kto był tym szczęśliwcem? Wydawać by się mogło, że w kelnerka. Jednak po dłuższym siedzeniu w restauracji, może się gościom zapomnieć, że nie są u siebie i postanowią mimochodem wesprzeć biednych pracowników.  

Po obiedzie, deserze i innych dodatkach, obserwuję u M. daleko posunięte rozczarowanie, przyprawione szczyptą niesmaku, że talerze wciąż piętrzą się przed oczyma. Swoją drogą, nie wiem jak można naprodukować przy jednym spotkaniu tyle zastawy. Kradłyśmy to jedzenie ze stolików obok? Jakieś gratisy?!Zabijcie mnie, nie wiem. Tak czy owak z szacunku do przestrzeni, M. zaczęła sprzątać - a to talerze, a to szklanki, a to karty idzie zanieść.

J.: Może jeszcze pójdziesz im pozmywać?
M.: Hm..nie ukrywam, że dobrze by mi to zrobiło na psychę

Coś w tym jest, w końcu w Wielkiej Brytanii aż 60% kobiet uważa sprzątanie za najlepszą terapię psychiczną. 
Nie jestem tylko pewna, czy fakt posiadania angielskiej mentalności nie powinien budzić u nas poważnych obaw:-)
                                                                                                                     


lato

Ostatnio mam bardzo ograniczone spektrum działań: albo gonię do pracy, celem naprawy i zrewolucjonizowania świata, albo do Warszawy, celem jego zdobycia tudzież podbicia. A, że dla odmiany zginęła mi czarodziejska różdżka, a ambitniejszego czytadła w rękach nie miałam, to tak sobie montonnie wracałam pociągiem z punktu B do punktu A z jednoczesną nadzieją, że w końcu dotrę do celu o w miarę rozsądnej godzinie. Jednak rychłe przyjście zmierzchu przerwało moje chwile błogiego gapienia się za okno, skłaniając do refleksji nad dalszym planem rozrywki. I tak oto o godzinie 23:10 odmieniałam przez właściwe deklinacje nazwisko Prezesa PZPN. No cóż nigdy się nie upierałam, że jestem w pełni władz umysłowych:-)