lato

Ostatnio mam bardzo ograniczone spektrum działań: albo gonię do pracy, celem naprawy i zrewolucjonizowania świata, albo do Warszawy, celem jego zdobycia tudzież podbicia. A, że dla odmiany zginęła mi czarodziejska różdżka, a ambitniejszego czytadła w rękach nie miałam, to tak sobie montonnie wracałam pociągiem z punktu B do punktu A z jednoczesną nadzieją, że w końcu dotrę do celu o w miarę rozsądnej godzinie. Jednak rychłe przyjście zmierzchu przerwało moje chwile błogiego gapienia się za okno, skłaniając do refleksji nad dalszym planem rozrywki. I tak oto o godzinie 23:10 odmieniałam przez właściwe deklinacje nazwisko Prezesa PZPN. No cóż nigdy się nie upierałam, że jestem w pełni władz umysłowych:-)

                                                                                                   

5 komentarzy :

  1. Hah, you made my day! :) Buziaczki!

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję za odwiedziny dałam do obserwacji i będę odwiedzać zapraszam też mam 2 blogi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będę zaglądać:-) Dziękuję za odwiedziny i obserwację. Pozdrawiam cieplutko

      Usuń

Po usłyszeniu sygnału..