w pracy o życiu rozmowy

Krótka historia o tym jak to ateista i katoliczka od siedmiu boleści, spór o duchowieństwo prowadzą..

Nie żebym nagle objawienia doznała i nawróciła się ze ścieżki ciemności wprost na pastwiska Pańskie. Jednak przyszło mi na moje nieszczęście, pracować w miejscu w który wolność wyznania tudzież poglądów  nie obowiązuje. Za prawdę powiadam wam, nie wiem kto stoi na straży tego zjawiska, wszak moherowych babć broniących "jedynej i słusznej prawdy" tu nie ma (no, chyba, że jakimś cudem urzędują tu po godzinach lub skrzętnie się je ukrywa po kątach).

A: Mogę pożyczyć ryzę papieru?
K: skoro musisz
A: mogę zapłacić walutą watykańską.
K: hę?
A(zawadiacko): "Szczęść Boże"

(Sądząc po ówczesnej minie Katoliczki, chłopina powinien dostać kategoryczny zakaz wchodzenia do pokoju, dla swojego świętego spokoju!)

A: Wezmę jeszcze trochę papieru
K: nie, bo jesteś niewypłacalny
A: wy Katolicy to wszystkiego żałujecie i z uporem maniaka bronicie, choć nie wasze.
K(lekko poirytowana): no ciekawe w której "Polityce" o tym wyczytałeś
A: usłyszałem mimochodem..w radiu.
K: ?
A: moja osiemdziesięcioletnia mama, ma też taki beret z antenką, co to się przez niego łączycie z Rydzykiem
(...)

W miłościwie nam panującym przybytku uciech wszelakich, doprawdy żyć się chce...o pracy nie wspomniawszy.

2 komentarze :

  1. Genialne! Uśmiałam się jak dzika norka! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Śmiech to zdrowie;-)

    P.S. Z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji tej rozmowy:-D

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..