in style

A po jedenaste.
Nigdy nie wywołuj sytuacji, mogących nęcić cztery łapy. A już szczególnie jeśli tymi czterema łapami jest Mała, ksywa Szybkie Łapki Lopez Wszędzie Wejdę i Zrobię Rozpierdziu. 

Od jakoś czasu podobały mi się różne formy kurtyn. Zaznaczam, że jej zastosowań w aranżacjach może być dziesięć tysięcy, ale uwieszanie się na nich zębami bynajmniej do nich nie należy. Przynajmniej tak sądziłam, do tej pory. Lekki podmuch wiatru w zupełności wystarczył aby Mała zainteresowała się lekko tańczącą kurtynką.

A teraz Państwo wybaczą, idę ponownie zawieszać karnisz i rozpaczać nad złożoną osobowością Małej.

yesterday

Poniedziałkowy wieczór. Dzwoni mi komórka. Biegnę z łazienki o mały włos się nie zabijając. Nieco zdzyszana i zdziwiona któż to o tej porze szuka ze mną kontaktu zerkam na wyświetlacz – jakiś nieznany numer. Jeszcze ciężej zdziwiona odbieram i kulturalnie się przedstawiam z imienia i nazwiska: 

X:
J.:
halo??
X:....
J.: haloooo?
X: yyy... Pan Górecki ?

No, bez komentarza. 

                                                                                                               


 

life

Wolałabym się nie zastanawiać i skupić wzrok na porannej lekturze maili, snując wizję rychłego spotkania z Wszechwładnym, który rozprawiać będzie zapewne o moim urlopie. Niestety. Moje serce ostatnio cierpi na poważne skrzywienie humoru i postanowiło się poddać, zapewne za sprawą wiosny tudzież burzy hormonalnej, urokowi wysokiego, nieco wygadanego bruneta. No cóż - nobody's perfect:-)





forgettable

Trochę ostatnio nie wyrabiam. W ogóle proza życia mnie przytłacza, więc tak sobie śmigam między jednym, a drugim i pojęcia nie mam w co najpierw rączki włożyć. Nawet nie mam czasu na pogaduchy z M., spotkania z BestFriendem czy relaks w fotelu z książką. Taki kierat i znikąd współczucia. 

Na dodatek w ostatnim czasie pamięć mi szwankuje. Zapominam prostych informacji, począwszy na mojej własnej dacie urodzenia, skończywszy na obowiązkowych terminach. W oparciu o resztkę zdrowego zmysłu, zaopatrzyłam się pomocniczo w witaminy i inne medykamenty mające moją mega sklerozę nieco wyprostować (czyt. luteina, miłorząb i inne cuda wianki). Problem jest zasadniczo tylko jeden - zapominam ich łykać..  


break

U mnie dzisiaj takie piękne warunki meteo, że zamarzyły mi się wagary. Ot co! Nie pytajcie jakim cudem. Chyba się przez tą nową pracę popsułam, bo nie pamiętam żeby kiedykolwiek gościł u mnie taki "niechcemiś".





toruń

Po każdej wizycie w Toruniu, mam nieodparte wrażenie, że jest to miasto dalece odbiegające od przyjętych "standardów" w reszcie naszego kraju. Obawiam się, że albo mieszkańcy uskuteczniają codzienne mantry, popijając hektolitrami melisy, albo całodobowy dostęp do pierniczków skutecznie koi ich serce i nerwy. Nie żebym nie miała altruistycznych odruchów, ale tak sobie myślę, że siła przyzwyczajenia do wszechogarniającego chamstwa jest całkiem spora.

Na przykład w czwartek. Bladym świtem, na wpół przytomna biegnę na konferencję. Nie wiem gdzie, jak, co i czy w ogóle zdążę. Wiem, każdemu zdarza się spóźnić, ale czy na prawdę nie dałoby rady wykazać się większą kulturą osobista i udostępnić dodatkowej ilości miejsc parkingowych? Czy to tak trudno?! Ale to nie koniec. Wybiegam z auta, szukam z obłędem w oczach parkometru, aby nieco później PRZEMIŁY PAN zasugerował mi, że lepiej będzie jak odjadę, bo jak nic zostanę z mandatem w ręku. I o ile tego dnia, mandatu nie dostałam, to chwilkę się spóźniłam.

A ponieważ tej traumatycznej sytuacji końca nie ma, muszę dodać, że dnia następnego mandat dostałam. Wszak przekroczyłam dozwolony czas postoju o całe dwie minuty. Święci Państwo, dwie minuty! Nie będę was przekonywać, do wyobrażenia sobie, co ja temu Panu naopowiadać chciałam. Przypuszczam, że zasięg rażenia byłby duży. Jednak w życiu bym nie przypuszczała, że widząc moje toboły, wypakowane po brzegi piernikami, zaproponuje mi się odstąpienie od kary w zamian za piernikowe serducho! A bierzcie ile wlezie!:-)



















    
                                              

technika

I cóżeś ty narobiła, niewiasto?!
Doprawdy wypadałoby czasem pomyśleć nad tym co się robi. Już naprawdę przestałam wymagać, aby zawsze to robić, ale jeśli po oczach bije komunikat: "czy na pewno zatwierdzić zmiany?" to poniekąd powinno się chociaż odrobinkę zastanowić..

No trudno, stało się. Nie ma co płakać po kątach, tylko na raz, dwa, trzy, robimy wszystkie algorytmy od nowa. 

dreams

Nie wiem czy moje sny są do końca bezpieczne, czy świadczą o stanie mojego umysłu, ale na pewno stanowią solidną podstawę pod niejedną pracę doktorancką z dziedziny psychiatrii.W końcu przystawanie do ogólnie przyjętych norm, byłoby zbyt piękne..

W ubiegłym tygodniu śniła mi się (po raz enty zresztą) Wyżyna Irańska, co samo w sobie dziwne nie jest. Dziwi mnie tylko fakt, posiadanego przeze mnie wrażenia, że pasowałam do tego miejsca wprost idealnie. Następnie, już mniej po persku - śnił mi się Leonid Breżniew, zachęcający moją skromną osóbkę do czynnej służby wojskowej. Nie wiem tylko, czy w przyjętych realiach, chciałby ktoś wyposażyć mnie w działko czy inną "broń przyszłości".


Z kolei parę dni temu śniło mi się, że padłam ofiarą psychopatycznego złodzieja, który za wszelką cenę chciał się dostać do mojego domu w celu pozbawienia mnie życia. Musze jednak przyznać, że jak na osobę, której pozostało tak niewiele cennych chwil życia, wykazywałam stosunkowo niski poziom stresu. Co więcej zagroziłam delikwentowi, że się na niego śmiertelnie obrażę, pogłębiając tym samym jego nieme zdziwienie. Dodatkowo pech chciał, że owy zbir wyglądał niczym Zorro, co z kolei tak mnie śmieszyło, że postanowiłam w ostateczności wyjść z domu, zatrzaskując zbirowi drzwi przed nosem. 

Wczoraj natomiast śniło mi się, że uciekałam przed bandą Krzyżaków...na osiołku. Doprawdy przemiłe to było zwierze;-)

Tylko ciekawe co na to wszystko Freud?;-)

coffee helps

Dni wypełnione pracą. Szukam, więc czasu by złapać beztroską chwilę przyjemności. Głęboko wciągam powietrze, liczę do dziesięciu i wierzcie mi, zapachniało cynamonem. I tak sobie siedzę jak niewiasta nad filiżanką kawą i słysząc pochrapywanie Bońka i Małej, fantazjuję o wycieczce w nieznane. 
                                                                                                     



days

Budzę się o 5:00 z humorem sięgającym niemal nieba. Nie wiem czy to za sprawą euforyczno-obłąkańczego nastroju przedwyjazdowego czy wpadających refleksów słonecznych przez okno, a może kwietnych inhalacji zażywanych od dwóch dni. Nawet się nie domyślam, jednak tymczasem, borem lasem, gorąco uprasza się odwiedzających o odprawianie modłów, do wszelkich znanych im bóstw, z prośbą o utrzymanie się mojego błogiego spokoju, który z racji stresującej pracy i masy pokątnych obowiązków, należy rozpatrywać w kategorii cudów, dziwów i innych zjawisk nadprzyrodzonych.

                                                                                                                       





slippers

Polubiłam kapcie, takie ciepłe - nawet jeśli warunki pogodowe za oknem uszczęśliwiają w miarę regularnymi refleksami słonecznymi. Problem jednak w tym, że zanim się obejrzę ulegają one zniszczeniu i są na dobrej drodze do śmietnika, co najmniej jakbym siała w nich zniszczenie i terror w warunkach niezwykle bojowych. Tak się stało i teraz. Broniłam ich, chroniłam przed złym słowem i spojrzeniem..a one tak bezprecedensowo poddały się sile porannego szurania i popołudniowego ich żucia przez Małą. Znalazły więc zastępstwo..a Mała już czeka, aż zostanie z nimi sam na sam.


 

Przysięgam, panie władzo, daję jej czasami coś do jedzenia.                                                                                                  

latte

Podczas gdy mój trzynastoletni obywatel Boniek jest na diecie (zresztą wysoce nieskomplikowanej) ja odpuściłam na czas weekendu restrykcyjne zasady zdrowego odżywiania i uraczyłam swój jakże wybredny żołądek lodami. Po oczach Bońka mogę sądzić, że wygłasza w moją stroną niezwykle płomienny monolog na temat mojej postawy, zerowego współczucia i zapewne o braku ludzkich odruchów wobec tej jakże zagłodzonej istoty..No cóż wytrenujemy mięśnie kiedy indziej, albo pozostaną one dalej ukryte:-)