witch fingers

Nie lubię horrorów. Jednak gdy w perspektywie mam samotną noc w domu, pojawiają się w mojej głowie najczarniejsze wizje rodem z filmów Hitchcocka. No bo wiecie, na ogół to jestem dzielna i odważna, ale w nocy...W nocy nawet poduszka ukazuje swoje mroczne oblicze, że już nie wspomnę o bliżej niezidentyfikowanych dźwiękach i odgłosach. A, żeby było ciekawiej, napiekłam dzisiaj kuzynce paluchów i tak leżą sobie teraz bezwiednie w mej kuchni, potęgując moją zdolność reżyserską do tworzenia historii z piekła z rodem. Ku pokrzepieniu serca wezmę do łóżka psy, choć doprawdy nie pojmuję jak to niby miałoby zwiększyć moje bezpieczeństwo? No chyba, że potencjalny zbir miałby na nie silną alergię lub cierpiał na poważną wadę wzroku i wziął te dwa leniwce za średnio wyrośnięte pitbulle. Tymczasem, borem lasem, gorąco uprasza się ewentualnych odwiedzających o odpuszczenie sobie tego domu. 




 Paluchy wiedźmy

1 jajko
 2,5 szklanki mąki
  0,5 łyżeczki soli 
kostka masła (220 gram)
3/4 szklanki cukru pudru
 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu z migdałów
***
obrane migdały do dekoracji
jajko do miejscowego pomalowania ciasta


Wszystkie składniki zagnieść, owinąć folią i na co najmniej pół godziny włożyć do lodówki. Po tym czasie formować paluchy, pamiętając, że podczas pieczenia urosną. Przed włożeniem do piekarnika wciskamy migdały (należy je mocno dociskać, inaczej po upieczeniu odpadną). Gdzie nie gdzie posmarować roztrzepanym jajkiem. Pieczemy w 200ºC, przez około 10-12 minut.


 

last night

Lubię filmy skłaniające do zrewidowania własnych potrzeb, wyzwanych wartości czy reprezentowanych postaw. Bez względu na to jakiej płaszczyzny dotyczą. 


Lojalność i zarazem jej brak. Podążanie za pragnieniem. Brak szczerości wobec własnych uczuć. Tak, to zdecydowanie, dobry film.

promotion

Nie lubię hoteli i długoterminowych delegacji. 
Jednak bardziej od tego nie lubię niezrozumiałych promocji. 

Do pociągu zostało jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam dokupić soczewki, wszak miesiąc się kończy. Od progu zasypana zostałam słowotokiem sprzedawcy - Jak kupi Pani parę, to jedną sztukę dostanie Pani gratis. Mój proces myślowy z rana może zawodzić, jednak pytam nieskromnie - Po co mi jedna pojedyncza soczewka i czy ewentualnie będę mogła dokupić kolejną sztukę do pary? Pan popatrzył jednak na mnie z niemym zdziwieniem, po czym odpowiedział tonem największej oczywistości pod słońcem, że z czasem mogę dokupić parę (czyli znów zostanę posiadaczką trzech sztuk) lub ewentualnie blister  z pięcioma sztukami, co po zsumowaniu z wcześniej posiadaną, utworzy pary. 

* A może w następnym miesiącu będę nosić tylko na jednym oku, na przykład na prawym. A jak nie spodoba mi się perspektywa dnia to zmienię na lewę? *







unexpected

I pomyśleć, że rok temu, stałam w tym samym miejscu, będąc w zupełnie innej sytuacji życiowej. Nie wiem czy lepszej, czy gorszej. Na pewno całkowicie odmiennej. Ach ta, przewrotność.



remember me

Podobno istnieje różnica między dobrym filmem, a poruszającą historią. Ten na pewno mnie poruszył, a skoro tak się stało, to oznacza, że był dobry. 


a morning like this

Przede mną była poważna rozmowa i godzina czasu wolnego. Zamarzyła mi się poranna herbata. Podając ją, kelner z uśmiechem wręczył również croissanta, jako "prezent od firmy". Rozmowa okazała się być porażką, a rozmówca niereformowalnym gburem, ale poranek i tak uważam za udany.