after and before

Po przejściach świątecznych i tych związkowych. Nastąpił ten dzień. Dzień, który można przyrównać do wycieczki samolotem parabolicznym, gdzie tracisz lekko kontakt z rzeczywistością. Oddaje już nie tylko półkę, nie tylko szufladę. Oddaje swoją życiową przestrzeń.

 Bym napisała, co czuje i myślę ale muszę iść wykupić zapas neospazminy:-)



anyway

Z dworcami zasadniczo jest tak, że są FATALNE. Nie dość, że ochoczo człowiek zostaje zagadany przez dziadki to w ferworze nieustannego czekania skłonny jest już polemizować z gołębiami. Powiem tylko tyle, że gdyby ktoś planował nakręcenie kolejnej części OBCEGO to proponuje scenografom nasze dworce. Może nie wszystkie, ale większość by się spokojnie do tego celu nadawała.


Nie mniej jednak mają się one nijak do Københavns Hovedbanegård, gdzie są przepyszne rożkowe gofry, pięknych, pysznych i przepięknie pachnących. Do tego muzyka na pograniczu współczesnego india pop i instrumentalnej. Brakuje jeszcze uwalenia się jak jamnik przed telewizorem, puszczenia Twin Peaks i opijanie tego czasu herbatką.





sky

Lubię moment startu, wchodzenia w chmury i to uczucie, że tu na górze nic się nie liczy. 


# Copenhagen




chapter

Czasem po prostu wiesz. Nie znasz zakończenia, ale bez względu na wszystko - wiesz, że będzie dobrze.
Intuicja?


journey

Chciałabym napisać coś wzniosłego ideologicznie, wszak tyle mnie nie nie było, ale wyszedł by z tego najdłuższy monodramat pod słońcem.  Dlatego Drogie Panie obalę teraz mit swojej nieobecności i powiem, że byłam niczym Dron - obecna cichaczem. Tymczasem:
- nie lubię swojej pracy. No naprawdę świńskie klimaty tam panują. Wstaje o świcie,pakuje prowiant (tymi o to rękoma!) i znikam na 11 godzin. Tak wiem, powinnam się cieszyć,że w ogóle mam znośną pracę ale praca w korpo to jak obóz dla psychopatów. No ale to dopiero początek zabawy..
- faceci! Doprawdy nie chce mi się po raz pierdyliard zastanawiać się czym i czy w ogóle faceci myślą! Brzydzi mnie wszechogarniający egocentryzm - rekompensuje to sobie w kosmetykach i spodniach. No cóż, jakoś trzeba sobie radzić!

Tak, to była obfita w doznania podróż.


bday

Nie dadzą człowiekowi zapomnieć, że już się postarzał. Od rana sms-y, życzenia i słowa ku pokrzepieniu serc. Nie żebym jakoś miała doła z powodu moich 26 wiosen, ale po pierwsze ja ich w ogóle nie odczuwam. A po drugie - czy ja w tym wieku nie powinnam mieć jakoś tak ... bardziej poukładane życie?!

Z życzeń urodzinowych to mam nawet kilka i oscylują głównie wokół nabrania życiowej odporności. Bo wiecie - zwyczajnie i po ludzku, jak ma się twarde siedzisko to się wszystko przeżyje (nawet apogeum ludzkiej głupoty i deficyt kultury).

No to co? Jedziemy dalej?:-)
PS. A tu proszę Państwa widnieje jeden z najlepszych prezentów urodzinowych: jedenaście sztuk książek. Dorówna temu jedynie własna biblioteka lub ewentualnie dom z basenem i kortem tenisowym - nie jestem drobiazgowa;-) 




update

Inwentaryzacja trwa nadal. Moja przeprowadzka jest iście anizotropowa. Trwa chyba wiecznie i potrwa jeszcze dłużej. Nie mniej jednak przy sprzyjających wiatrach wracam do swojego kącika. Za waszą namową dorobiłam się dywaniku - mięciutki i przyjemny, stał się ulubioną miejscówką Effie. Doszły ciemno grafitowe donice. Problem wciąż stanowi półka - dogrzebałam się do dwóch antyram, ale oczywiście inwencja twórcza na tym się zatrzymała. Ponadto każda wizyta w domu kończy się zwożeniem książek. wiec jest szansa, że półka takowymi się wypełni i nie będę musiała tak nadwyrężać się w kombinowaniu co do owych ramek wsadzić. 

PS. Zdaje się, że jestem uzależniona od czytania i książek tak w ogóle. Najchętniej każdemu bym je kupowała w końcu czy to nie fantastyczne zaszyć się gdzieś z książką w jednej i kawą w drugiej ręce? Za to urodzinowa lista 'must have' dla rodziny i znajomych opiewa tylko i wyłącznie w literaturę, dzięki czemu moje konto nieco odpocznie. 


lazy day

Dziś przejawiamy skłonności w kierunku lenistwa i słodyczy. Tak, zdecydowanie objemy się nią jak bąki i poprzysięgnę sobie na koniec, że w najbliższym tygodniu będzie tylko i wyłącznie zdrowe odżywianie (tiaaa).  

PS. Żądam ciepła!




...

Epopeja z żonatym w tle

Dzień nie uskrzydlił - choć jakbym miała możliwość to skrzydełka bym komuś powyrywała. Bo i owszem - kiedy myślisz, że gorzej być nie może...MOŻE. Niech mi błagam ktoś wytłumaczy fachowo, na czym to wszystko polega, ale słowo daje może dotychczasowe wybory są mocno upośledzone. 

I powiem tak: żeby nie zapeszyć siedziałam cicho. W końcu fajni, zabawni, normalni faceci to nie grzyby po deszczu. Trzeba dmuchać i chuchać bo jeszcze czar pryśnie i tyle z tej żabki będzie. Zainwestowałam w ów Łajzę (sic!) sporo czasu, zaangażowania i jeszcze trzy dni romantycznego weekendu były. Nic tylko trzymać kciuki i wierzyć, że "długo i szczęśliwie". W tej kwestii bez zarzutu. Facet na medal. Szkoda, że zapomniał wspomnieć o małym, drobnym, no takim tyci tyci szczególe, który według jego mniemania powinnam zignorować skoro już o takowym wiem...kto zgadnie jakim?! 

I wybaczcie mi Dziewczyny, ale ostatnie godziny tak mi się przysłużyły i tak dokopały, że pozwolę sobie ten dzień podsumować popularnym związkiem frazeologicznym o dość uniwersalnym wydźwięku: KURWA MAĆ. 

morning

Niech to będzie dobry dzień..taki co to uskrzydla.



something new

Miałam sobie ponarzekać,jak to czekam na efekt swoich życiowych wyborów, ale wracając do domu odkryłam zacność skrzynki pocztowej. Maryś! You made my day* Dzieło rąk ów Niewiasty jest fenomalne - leciutkie, mięciutkie, beżowe na przodzie i brązowe na plecach. A na dodatek widnieje na nim kwintesencja bliska memu sercu. Normalnie szał ciał i uprzęży!Spoko, niech jeszcze wyjdzie słońce a dam czadu.




choice

Nie sądziłam, że spojrzenie na świat może tak diametralnie się zmienić w przeciągu kilku dni. I przyznaje, że po raz pierwszy w życiu muszę analizować swój wybór pomiędzy tym co chcę a co powinnam.


date

Nie wiem jeszcze czy będę krzyczeć, płakać czy rzucać nożami. No może kapciem, bo łatwiej trafić a i sprzątać nie trzeba. Drugie spotkanie - masz babo jakieś lepsze wyobrażenie, oczekiwania, nastawiasz się pozytywnie a tu kij mi w ucho! Delikwent monotematyczny, obły i w ogóle jakby nie na miejscu. Narzeka, marudzi, dogryza. Że niby się droczy, bo pazurki chce zobaczyć. No naprawdę ma się ochotę takie skrzywdzić. Fizycznie. No to ostatkiem sił naiwnej się pytam o zalety, no może chociaż trzy niech mi wymieni. Naprowadzi, bo słowo daje jest to płaszczyzna dla mnie chwilowo niezbadana. No to mi wymienił...
- lubi spokój
- ostatnio częściej się myje
- mało potrzebuje do życia
Mówię Wam..pacyfizm to mi gdzieś dawno wyparował, przeklinanie to też już mało owocne.  A bo ja wiem - może do baru jak ten Eskimos pójdę i whisky poproszę. No dobra, na razie lody na szybko..ale potem..


crispy sesame cookies

Generalnie nie lubię sezamu (co logicznie wyjaśnia powód ich sporych zapasów w kuchennych szafkach;))

Składniki:

małe opakowanie sezamu, uprażonego na patelni
100 g masła
pół szklanki brązowego cukru 
1 jajko
1 opakowanie cukru waniliowego 
1¼ szklanki mąki pszennej
pół łyżeczki proszku do pieczenia
¼ łyżeczki soli
1 łyżeczka cynamonu

Masło ucieramy z cukrem i cukrem waniliowym. Następnie dodajemy jajko. Suche składniki mieszamy razem i stopniowo dodajemy do utartego. Na koniec dodajemy uprażony sezam. Gotową masę wstawiamy na godzinę do lodówki. Po wyjęciu formujemy kulki średnicy około 3 cm. Pieczemy około 15 minut w 190ºC, aż będą złote. Odczekać, aż ostygną i ściągać z blaszki.





* * * *

Generally I do not like sesame seeds (what logically explains the reason why I have so many packaging in the kitchen:))

Ingredients:

small package of sesame seeds
100 grams of butter
half a cup of brown sugar
1 egg
1 packet of vanilla sugar
1 ¼ cups flour
1/2 teaspoon of baking powder
¼ teaspoon salt
1 teaspoon cinnamon

Blend together butter, sugar and vanilla sugar. Then add the egg. Combine flour,baking powder, salt and cinnamon. Blend dry ingredients into the wet. At the end, add the roasted sesame seeds. Put the dought in the fridge for one hour. After this time form the dought into balls. Bake about 15 minutes in 190°C, until lightly brown.

Bon appétit:-)

safe haven

W ten weekend nadrabiam filmowe zaległości. 
Coś jest w tym filmie. A może to tylko kobieca solidarność..


of two minds

Życie składa się z wyborów. Niekiedy niezależnych od nas i oscylujących wokół tego
 co dobre, słuszne a wygodne i proste do realizacji.



rain

Co to za dzień w ogóle?! Zaczęło się w środę i tak leje do chwili obecnej. Mała z wrażenia zawiązała sobie pęcherz i okazuje się, że z psem nie ma rozmowy. Wychodzi z bramy i już ma nerwa. Widać to po oczach. M. mówi, że u Małej często występują kurwiki w oczach. Do tego dochodzi dynamit pod tyłkiem. Tylko gdy pada to się okazuje, że dynamit zanika a z psem spaceruje się pod pachą. W sumie się jej nie dziwie. Komu by się chciało latać z gołym tyłkiem po mokrym. No rzesz cholera jasna…

Nie myśl, co pomyślą inni

technical break

Wyrobiłam psu paszport i uciekłam na Kanary, grzać stare kości!

 
Miłego weekendu;-)

sun

Żeby nie było - wiosny nie będzie, tylko od razu lato. I doprawdy pierwszy raz od nie pamiętam kiedy, nie pomyślałam rano o wyrobieniu psom paszportów i spieprzaniu z tobołkami na Kanary. Ażeby uczcić to jawne zwycięstwo, założyłam okulary przeciwsłoneczne. Szczęśliwa oczywiście byłam dopóki nie zobaczyłam w tych promieniach słońca:
- szyb (aaaaaaa!)
- siebie, zmarnowanej mrozami (aaaaaaaaaaaaaaaaaaa!)

No kurde, coś z tym ewidentnie trzeba zrobić. Znaczy się muszę okna umyć, bo głowy to ja sobie nie odrąbie, ale może by tak chociaż włosy ściąć i kolor zmienić (?!)

Pogoda wyciągnie wszystko na wierzch - od rana zaległy mi się na balkonie lemury:-)

 

night

Fatalny początek weekendu - pół nocy nie spałam, bo dostałam w prezencie od sąsiada szansę niezamierzonego udziału w jego defiladzie muzycznej. Śpieszę donieść, że dotychczas działał mi na nerwy tylko jeden sąsiad, który w tygodniu urządzał imprezy, przypominające dźwiękami zlot satanistów, podpiekających z lekka nad ogniem swoje ofiary.

Obudziłam się w nocy na dźwięki "o sole mioooooo". No i jak tu nie lubić swoich sąsiadów?! To jeszcze mały pikuś. Ludzkie granice miłosierdzia przekroczył po drugiej w nocy, gdy z głośników na cały regulator zapuścił mi "Ave Maria". Jazda normalnie, już ja dam mu powód do modlitw! Ja może za nerwowa jestem, ale jak ja miałam ochotę palnąć go patelnią!

Na marginesie to miało być merytorycznie o tym, jak to obraz przerabiałam i z lustrem wciąż walczę, ale chyba jeszcze nie dojrzałam. Będzie następnym razem.







the impossible

Lubię filmy oparte na faktach. Zwłaszcza, gdy wywierają na mnie wrażenie i łapią za serce - takie jak ten. Codzienne, błahe problemy są niczym w porównaniu do tej historii.



happy easter

Jajecznych smakowitości, zajęczych pluszowości
oraz
wiosennych pyszności:-)



coffee

Wychodzę z założenia, że kawa jest niezbędnym atrybutem środy. Mam niemal pewność, że bez niej nie dotrwałabym do weekendu.
 



after

Przedpokój to miejsce dla szafy wnękowej. Człowiek nie widzi swojego burdelu i ma jeszcze do tego gigantyczne lustra. Problem tylko, że sfinansowanie takiego zamierzenia stanowi chwilowo problem natury iluzjonistycznej. Ni widu, ni słychu. A więc, z pomocą ystin* zaczęłam się znęcać nad jasną komodą sosnową, zahaczając przy okazji o Bogu ducha winne lustro. Z kolei w ramach wczorajszej parapetówki (swoją drogą kac do zuoooo, mówię Wam - mam stado helikopterków we łbie i nijak nie przypominam dzisiaj istoty myślącej..racjonalnie) stałam się posiadaczką elementów idealnie pasujących do moich amatorskich przedsięwzięć stolarsko-wnętrzarskich.






* oklaski i ukłony dla Ciebie, za skrzętne rozpisanie mi całej instrukcji przecierek. Podrałowałam z nią do Castoramy:-)

new place

Z lekka brakuje mi czasu ostatnio. Śmiem twierdzić, że to doba się skurczyła, bo jak słowo daję nie wyrabiam. Problem pojawia się zwłaszcza wieczorem, gdy po pracy należałoby posprzątać cztery kąty. Tylko, jak skoro już po ciszy nocnej, a mi się dwoi i troi przed oczętami?! 

Dylemat czyściocha wynika z faktu, że ... i tutaj mogę ogłosić najnowszego niusa: zamieszkałam niedawno w swoich osobistych czterech kątach. Taaa i tutaj zaczęły się schody. Najpierw pojawił się kryzys podwieszanych sufitów kolidujących z takim dajmy na to łazienkowym kaloryferem. Następnie apokalipsa salonowo-kuchenna pt. skujmy-wszystko-od-nowa-będzie-ciekawiej.Problemów wnętrzarsko-aranżacyjnych jeszcze więcej, ale o nich w następnych odsłonach:-)

Aktualnie mogę się jedynie pochwalić nieukończonym ale bliskim finalizacji kącie z serii "czytam i proszę nie przeszkadzać". Macie jakieś ciekawe pomysły na dopieszczenie owego kącika?


women's day

Dzień kobiet, a ja z zakupami, jak matka polka. Szukam w torebce drugiej karty, bo zbliżeniowa nie działa i Pani chciałaby inną. Jednocześnie przytrzymuję parasolkę i dwie inne siaty sprawunków. Z tyłu tłum gniewnie czeka, aż zacznę pakować swoje wiktuały. No chyba proszę Państwa zębami..moment! Jednocześnie namiętnie dzwoni telefon z numerem bliżej mi nie znanym. Odrzucam - raz, drugi, trzeci. Nosz...

5 minut później oddzwaniam -  w końcu może to premier lub prezydent..who knows?!
Pan: jaki to numer Pani mieszkania i bramy, bo stoję na ulicy i nie wiem.
J.: Proszę??! 
Pan: No, numer bramy! 89 czy mniej?! I pod jakie mieszkanie podejść?!
Boszz anioła stróża mi zsyłają czy co...
J.: Czy ja również mam zgadywać z kim rozmawiam?
Pan: a to w takim razie pomyłka. 

No i się rozłączył....żeby po dwóch minutach zadzwonić ponownie. 

Pan(poirytowany): kiedy to Pani do mnie dzwoniła!
J.: bo ja kulturalna jestem i oddzwaniam
Pan: przyjechałem do pralki. Jestem od Pana Tadka.
Zadowolona, że zaraz się wszystko wyjaśni..
J.: Przykro mi, ale nie znam Pana Tadka, a moja pralka ma się świetnie.
Pan: Pani do mnie dzwoniła o 10:38 i ja oddzwaniam na wyświetlony numer. Proszę mi tylko podać numer bramy to ja pralkę zabiorę.
Rozumiecie, czemu w tym momencie lekko się we mnie zagotowało?!
Rozmowa trwała jeszcze dobre pięć minut, aż do momentu gdy się okazało, że Pan ów "wyświetlający" się numer spisywał i cyferki mu się "same przestawiły".

Z wrażenia, aż się chyba napiję...herbaty, bo jeszcze na dodatek chora jestem!Taki mam KURDE Dzień Kobiet!:-)





the balance project

Doprawdy nie wiem czemu w autobusach tudzież tramwajach tak dobrze mi się myśli. Najwidoczniej aura tłoku i anonimowości mi służy. Tak czy owak, korzystając wczoraj z uroków komunikacji miejskiej zdałam sobie sprawę, że aktualnie żyję jakby z boku - przyglądając się niemal beznamiętnie kadrom z mojego własnego życia. No, coś tu zdecydowanie nie gra!

Tak, więc zamierzam uskutecznić projekt przywrócenia osobistej równowagi psychicznej. Fakt, że jeszcze nie wiem, na czym on polegać będzie (wszelkie aluzje i sugestie mile widziane), ale póki co mamy piękny, słoneczny poranek, więc życzę M-I-Ł-E-G-O-D-N-I-A!:-)






morning coffee

Zdarzają się ostatnio weekendowe poranki, gdzie moim jedynym celem i marzeniem 
jest napicie się kawy. W spokoju, bez zbędnych pytań i snucia planów na resztę dnia.


Macie takie momenty?

disappointment

Przydałaby się przerwa konserwacyjna. Takie zawieszenie w próżni, podczas gdy naokoło wszystko nabierze barw. Znaczy się idealistką jestem, taką wręcz niepoprawną i mam problem z nauką na błędach. No bo wiecie, mój Książę z bajki pojechał na północ kraju, celem konstruktywnego kształcenia i podczas, gdy ja tu grzecznie czekałam w ścisłej mobilizacji, on  postanowił rozszerzyć spektrum swoich znajomości. Znaczy się nastąpiło przyciąganie międzyludzkie, którego ja nie wybaczam i starać się nie zamierzam. 

A jak reaguje kobieta zdradzona? Ano idzie do fryzjera. Nie wiem, jak to działa i co to ma naprawić, ale pomysłu lepszego nie miałam. Tzn. mieć to może i miałam, ale tylko ten był legalny:-)


P.S. Dziękuje Wam za maile i komentarze, pytające o moje jawne zniknięcie i jego powody. Jest mi niezmiernie miło, że jesteście!