journey

Chciałabym napisać coś wzniosłego ideologicznie, wszak tyle mnie nie nie było, ale wyszedł by z tego najdłuższy monodramat pod słońcem.  Dlatego Drogie Panie obalę teraz mit swojej nieobecności i powiem, że byłam niczym Dron - obecna cichaczem. Tymczasem:
- nie lubię swojej pracy. No naprawdę świńskie klimaty tam panują. Wstaje o świcie,pakuje prowiant (tymi o to rękoma!) i znikam na 11 godzin. Tak wiem, powinnam się cieszyć,że w ogóle mam znośną pracę ale praca w korpo to jak obóz dla psychopatów. No ale to dopiero początek zabawy..
- faceci! Doprawdy nie chce mi się po raz pierdyliard zastanawiać się czym i czy w ogóle faceci myślą! Brzydzi mnie wszechogarniający egocentryzm - rekompensuje to sobie w kosmetykach i spodniach. No cóż, jakoś trzeba sobie radzić!

Tak, to była obfita w doznania podróż.