why karl von spreti died

W tym wypadku to nie ambasador RFN, Karl von Spreti jest bohaterem.
Bohaterem staje się problem i wydarzenia temu towarzyszące.



radio

Słucham w pracy radia. Bo mogę. I cieszy mnie to niezmiernie. We wcześniejszym miejscu pracy dotarłam do takiego momentu w którym dostęp do życia zewnętrznego i dopływu informacji był zakazany. Śmiem twierdzić, że emitowali jakieś poddźwięki, żebyśmy wydajniej pracowali i radio by to zwyczajnie zakłócało.

No, więc melduję uprzejmie, że owego radia słucham i o dozbrajaniu naszego kraju wczoraj było. Temat przypadł mi oczywiście do gustu. Gorzej z podsumowaniem, bo po co od razu wydawać miliony na drony, granaty i wikłać naukowców, skoro można szkolić niedźwiedzie. Proponuje zatem, aby w ramach pomocy humanitarnej i tym samym ćwiczeń dywersyjnych, odbić je ze Słowacji. Słowacy od roku cierpią na urodzaj tychże zwierząt, bo nie dość, że im się za dużo urodziło to jeszcze większość stanowią emigranci z Rumunii. Plan mają prosty - odstrzał. No, żesz! Jako, że Słowacja jest dla nich za mała to apeluje o przygarnięciu ich przez naszych rodaków. Ja pomogę!



speculation

Pada to białe gówno..Głowa mnie rozbolała, spać mi się chce. Nie mniej jednak poczytałabym coś ciekawego z kawką w ręce, yorkiem pod pachą w rytm trwałego efektu delirium tremens. Nie spójny mam dzisiaj imidż.

Książkę, owszem poczytam, a póki co dziękuję za poranną prasóweczkę. Bardzo mi się podobała. Wpisując w wyszukiwarkę "aktualna sytuacja w Syrii", otrzymałam odnośnik "sypiając z wrogiem". No dobra, przyznaję - myślałam, że to autor jest taki twórczy i pokusił się o nawiązanie do polityki regionu, którą śledzę z wypiekami na twarzy. No, BARDZO to emocjonujące, ale nie tym razem. W porannym menu otrzymałam za to dawkę coachingu w ramach budowania idealnego związku. Kilka stwierdzeń kompletnie od czapy, ale osobiście ciekawi mnie fakt, co ma do tego Syria?! Może to jakiś nowy eksperyment socjologiczny - Zimbardo nawiedził ostatnio nasz kraj to może chce sprawdzić poziom fantazji naszych Rodaków. Japończycy to chociaż wynaleźli przeźroczystą żabę, a my?! My, proszę Państwa póki co powtórkę debat. Zmyślny nasz naród, nie powiem.

Nie wiem czy to prostolinijność, czy zwyczajne przytłoczenie tą psychodelą. Jeśli jednak znajdą się chętni na poranny eksperyment to zapraszam do lektury SYPIAJĄC Z WROGIEM

Wpadłam też przy okazji na genialny wątek na jakimś forum - "Młoda do pięćdziesiątki, potem się zobaczy". To ja się też podpisuje pod tym.

italian shoes

W połowie lektury ma się wrażenie, że to istna kronika przegranego życia. Bardzo skandynawski klimat, troszkę Aldmodovara dosłownie i w przenośni. Paradoksalnie przekaz motywuje do porzucenia emocjonalnego letargu na rzecz poszukiwania optymistycznych impulsów i radości życia. 

W porównaniu ze współczesną serialową nędzą - świetnie wciąga!



recuperation

Czy u Was przez ostatnie dni też taka piękna pogoda? Chociaż mówi się, że w 1812 tez była cudna pogoda, a potem to już tylko minus czterdzieści i dlatego wymroziło żołnierzy Napoleona pod Moskwą. Tak czy owak  najważniejsze to podobno dobrze zacząć weekend. Mój zaczął się fatalnie ale to było do przewidzenia, bowiem sny prorocze miewam i zapowiedź miałam w postaci biegającej myszki (taki Stuart Malutki dla dorosłych).  

Goście, czytelniczki, i Ty, Włóczykiju, przebywający tu incognito – dziś zajmiemy się tematyką modną w tym sezonie – mianowicie, zwrotem postanowienia ogólne. Bo te noworoczne Proszę Państwa to oscylują zawsze wokół "wealthy, healthy and prosperous". A to o usystematyzowanie świata mi chodzi - taki życiowy remanent. Muszę jeszcze zrobić sobie z tego sprawdzian, więc miejmy nadzieję, że egzamin nie okaże się trudniejszy niż analiza literacka. Jeśli chodzi o sposób inwentaryzacji to zacznę stosować Metodę Ateizacji. W myśl, której to w co nie wierzę, nie istnieje. 





take it easy

Zaczynam dochodzić do nieśmiałego jeszcze wniosku, że Aztekowie mieli sporo racji, zjadając serca zawodnikom z drużyny przegrywającej daną rozgrywkę. Przynajmniej się obyło bez tego biadolenia „bo gdybyśmy robili, to byśmy, to moglibyśmy, jakbyśmy oraz byśmy jeszcze mieliśmy zasadniczo szansę!”. Kurde .. mać! A won kanarki doić! 

Ja, bardzo przepraszam, że dzisiaj z wieczora takim otwartym tekstem ale wspominałam może, że pracę zmieniłam?No to zmieniłam. I teraz Ci poprzedni, żyć mi od trzech dni nie dają, dając przy tym dowody na rychły upadek kultury ludzkości. Zwłaszcza tej korporacyjnej. Jak bardzo bym chciała zapoznać geniusza odpowiedzialnego za proces organizacji tejże firmy.
Głowa mnie rozbolała ze złości..a tu jeszcze to białe pada za oknem!(sic)
A, jak wiadomo na ból głowy najlepsza głupota. Internet jest tego najlepszym nośnikiem. I tak na przykład poczytałam o kobiecie, która zupełnym przypadkiem odkryła, że jej mąż ma kochankę. Pojechała więc ów kobiecinę odwiedzić w jej miejscu pracy - zakładzie kosmetycznym. Przy obszernej widowni i pełnej obsadzie wysypała przed nią furę brudnych gaci i skarpetek męża. Dalszy przekaz był jasny i czytelny dla każdej ze stron - bierzesz Casanovę razem z gaciami. A co! Ostatecznie romans nie przetrwał próby czystości i mąż potulnie wrócił do domu (zapewne z tą samą stertą gaci). Pomysł niezły, nie powiem. Chociaż osobiście uważam, że o ile szczoteczkę do zębów idzie wyparzyć, o tyle męża nie bardzo. 
No nic. Idę po zieloną herbatę i może w końcu się dowiem, jak Ted poznał matkę.


gone baby gone

Czy można czynić dobro przy pomocy środków, którymi posługuje się zło?
W którym momencie zaciera się granica pomiędzy tym co słuszne, a tym co dobre?


exploitation

Czy grypa po angielsku nie nazywa się bardzo adekwatnie? Fffff-llllluuuuuuuu. Bo moim zdaniem, doskonale opisuje, co się z człowiekiem dzieje. I jeszcze te swędzące uszy - zapewne preludium MEGA kataru! Wiem, że nie będę oryginalna ale to wszystko przez to, że jest zimno a ja nie zauważyłam nawet, że było lato. 

Tylko wyjazd mnie ratuje psychicznie. Naprawdę. Wszak na jednym dopiero co byliśmy ale to inna bajka, bo to dalej zimny kraj nasz był. Ciekawe, czy uda mi się przekonać Włóczykija o podróży do Australii. Można komuś tanio opchnąć bilet powrotny i zapomnieć tym samym o zamarzających stopach. Moglibyśmy prowadzić przedszkole dla wombatów*.


Nie mniej jednak w kwestii przebywania poza domem to Zamek Chojnik polecam. Wycieczka odebrała mi oddech na dobre kilkanaście minut, bowiem wdrapując się po skałach wleczesz się jak ponury Kłapouchy, dyszysz i miotasz obelgami ale finalny widok imponujący. Na samym zamku jest możliwość wejścia na wieże widokową. Polecam - kładki, skrzypiące schody i wizja wiszenia nad przepaścią. W dodatku ma się wrażenie, że ciężar towarzyszy sprężynuje dalej - nie sądziłam, że mój lęk wysokości jest jeszcze w TAKIEJ fazie. A, żeby było ciekawiej całe towarzystwo wokół mnie biegało z aparatami jak sarenki ...ale sobie użyłam to moje!



* Dobry argument, acz niesie ze sobą ryzyko, że ów mężczyzna się nie zgodzi, wzruszy ramionami i każe mi rwać chwasty, a może "iść w chwasty"... 



PS. Polecacie jakieś filmy na wieczór?

introducing Tara

Ponieważ moja aktualność blogowa spadła, melduje posłusznie, że mam na pokładzie diabła wcielonego. Jeden ma nietoperze i pieczarki, jeden lamy i chatę na Balii - niech mają na zdrowie. Ja mam Włóczykija i Tarosławę.  

Tara, to prześliczny rudzielec, pochodzący z rodu owczarków dolnośląskich. Głupi Ci hodowcy, na kundelkach się nie znają. Oczywiście Włóczykij, dostrzega w niej potencjał Setera Irlandzkiego - zapewne motywuje to jej zacięciem do picia i jedzenia, które pochłania na jednym wdechu.

Na razie oswajamy się nawzajem. Znaczy się ja i jej wszędobylska sierść.