exploitation

Czy grypa po angielsku nie nazywa się bardzo adekwatnie? Fffff-llllluuuuuuuu. Bo moim zdaniem, doskonale opisuje, co się z człowiekiem dzieje. I jeszcze te swędzące uszy - zapewne preludium MEGA kataru! Wiem, że nie będę oryginalna ale to wszystko przez to, że jest zimno a ja nie zauważyłam nawet, że było lato. 

Tylko wyjazd mnie ratuje psychicznie. Naprawdę. Wszak na jednym dopiero co byliśmy ale to inna bajka, bo to dalej zimny kraj nasz był. Ciekawe, czy uda mi się przekonać Włóczykija o podróży do Australii. Można komuś tanio opchnąć bilet powrotny i zapomnieć tym samym o zamarzających stopach. Moglibyśmy prowadzić przedszkole dla wombatów*.


Nie mniej jednak w kwestii przebywania poza domem to Zamek Chojnik polecam. Wycieczka odebrała mi oddech na dobre kilkanaście minut, bowiem wdrapując się po skałach wleczesz się jak ponury Kłapouchy, dyszysz i miotasz obelgami ale finalny widok imponujący. Na samym zamku jest możliwość wejścia na wieże widokową. Polecam - kładki, skrzypiące schody i wizja wiszenia nad przepaścią. W dodatku ma się wrażenie, że ciężar towarzyszy sprężynuje dalej - nie sądziłam, że mój lęk wysokości jest jeszcze w TAKIEJ fazie. A, żeby było ciekawiej całe towarzystwo wokół mnie biegało z aparatami jak sarenki ...ale sobie użyłam to moje!



* Dobry argument, acz niesie ze sobą ryzyko, że ów mężczyzna się nie zgodzi, wzruszy ramionami i każe mi rwać chwasty, a może "iść w chwasty"... 



PS. Polecacie jakieś filmy na wieczór?

3 komentarze :

  1. Tak, od 4 miesięcy ten sam.
    Into the wild.
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdy tylko skończę 'jak zostać królem":-)

      Usuń
  2. Zamek Chojnik! Ho ho, dawno, dawno temu. Pamiętam tylko, jak syn mój, wtedy niedorosły, trząsł kładką, a ja pałałam żądzą zabicia go, bo mój lęk wysokości straszny jest... buuu... ;-(

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..