day off

Nie odzywam się bo mi głowa odpadła. A przynajmniej wolałabym, żeby mi odpadła, bo tak mnie boli. Przekichałam cały wczorajszy dzień i lekko mną pląsało, więc popołudniu majestatycznie zaległam na kanapie z herbatą, miodem i snami w technikolorze. 

Kiedy będzie te plus dwadzieścia, hę..?

Żeby nie było nudno podczas chorubska, to jak na znachorkę w warunkach domowych szukam stosownych dla siebie zajęć. Miałam nawet filling na przesadzenie kwiatków i zmianę ich położenia. Aaa i mandali szukam na komódkę białą. Najlepiej turkusową. 

I skończyłam dzisiaj Klęskę Rozumu. Zalało mnie dość dokumentalnie, choć nie naukowo. Jeśli o mnie chodzi to groteska polityki całkiem na plus. Podobała mi się książka, z jednym zastrzeżeniem. Czy nikt nie zatrudnia porządnych redaktorów i nie robi korekty? Teraz pora na jedną z książek od Włóczykija - Życie jest gdzie indziej. Interesujące, jakby to powiedział Gregory House. 

4 komentarze :

  1. A moją mandalę widziałaś? :-)
    http://photo-grafiki.blogspot.com/2014/02/turkusowa-mandala.html
    Po mandale najlepiej uderzać do jyoti.
    Kwiatki to te żółte, prawda? Ja swoje cebulki wsadziłam do ziemi i na zimnie stoją na razie. Ciekawa jestem, czy coś z nich będzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten "nieszczypiorek", to kwiatki jakieś cebulowe :-) Hoduję hiacynta w takim naczyniu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałam i mam w pamięci:-) Jeszcze szukam wzorów mandali marokańskich.

    A kwiatki to faktycznie te żółte..tylko darowałam im balkon. Walczymy o zakwitnięcie wewnątrz:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoje cebulki wsadziłam do ziemi i stały tak sobie na zimnie, a dziś je do pokoju przyniosłam, ale nie wróżę im świetlanego kwitnienia, choć kto wie...

      Usuń

Po usłyszeniu sygnału..