life is elsewhere

Życie jest tam, gdzie przewija się określony cel, sens działania, określona postawa. Życie jest tam, gdzie mowa jest o nieśmiertelności.


PS. A w weekend nastąpiło załamanie pogody i dalej trwa .. śnieg z deszczem. Gdyby nie fakt, że ponoć w środę ma być dwadzieścia stopni to już bym szła się pakować! A póki co, gdzie moje relanium?

women's day

Epopeja z dniem kobiet w tle.

Zostałam sobie w domu sama*, bo Włóczykij wyfrunął w delegację i zapowiedział dzisiaj, że nie wraca, bo mu Berlin się podoba i jeśli chce to mogę do niego przyjechać, bo Pakistańczyków i Irańczyków to ja mam tam na miejscu (o moim bliskowschodnim fetyszu może kiedy indziej). 

Rano wstałam, ubrałam, wyszłam z psią trzódką, wypiłam kawę, odkurzyłam, wymyłam podłogi, wypastowałam podłogi, zrobiłam pranie - a nawet dwa, umalowałam się i pojechałam na zakupy. No kurdę typowe zajęcia dla kobiety w sobotni dzień. Dostałam po drodze kilka smsów od męskiej części znanego mi towarzystwa. Jeden był całkiem sympatyczny - coś o piekle i truciźnie w galaretce. Zaklęłam szpetnie i weszłam do kolejnej alejki w sklepie. 

Aaaa potem do marketu budowlanego. Po taczkę. MHM. Nieco kontrowersyjne, wiem. Szłam sobie slalomem po Castoramie, pomiędzy wózkami widłowymi, wąchając storczyki i rozglądając się za ziemią. Zrobiłam też kilka piruetów na oświetleniu, a nawet kupiłam nasionka melisy i maciejki. A niech spróbują nie zakwitnąć!! Tylko zasadzić je najpierw muszę..jak nie zapomnę. 

I jak wielbłąd jednogarbny nakierowałam się na działkę. Silne kobiety podstawą współczesnego świata!

A po tych całych manewrach to stwierdzam, że lakiery marki astor wcale wytrzymałe nie są. Jeszcze taki nie powstał, co ty by się na mych paznokciach ostał. I jak ja teraz pójdę na ten koncert..tajm tu goł.

...cóż, przynajmniej trzódka szczęśliwa



*od tygodnia ćwiczę się w sztuce słomianej wdowy. Po czterech dniach, śpiewam sobie samej sto lat, popijając herbatę zieloną z termosu - nie pytajcie.