work

Moje życie w ostatnim czasie składa się wyłącznie z pisania aneksów, zleceń audytów i pism przewodnich,przesyłających w załączeniu odpowiednie materiału o których akceptację się zwracam - oczywiście z uprzejmą prośbą w w/w piśmie przewodnim tudzież karcie obiegowej. Urzędnicy do których się zwracam w ów pismach nienawidzą mnie, ponieważ przysparzam im pracy (powód podstawowy). Gdyby nie moje pisma i wygórowane potrzeby to mieliby na swych biureczkach kawkę i nie zachwiany tok pracy od 7.45 do 15.45. I ani minuty dłużej! A przeze mnie muszą odłożyć ciastko i przynajmniej odpisać na pismo. Oczywiście ociągają się do granic możliwości i przekraczają ustawowy czas odpowiedzi, tłumacząc się "dogłębnym przemyśleniem sprawy". Przychodzi im też do głowy, przesyłanie sobie nawzajem (całymi tygodniami) moje kukułcze jajka. Wobec powyższego w kolejnych pismach odwołuje się do coraz to większej liczny sygnatur pism i tak nakręcona zostaje spirala obłędu, praca nie idzie do przodu, media psioczą na nieudolność jednostek terytorialnych a dzieci w województwie dalej nie mają tego co im obiecano.

Masakra. W apteczce mam tylko witaminy z żeń-szeniem i mało przydatne tabsy. Powinnam mieć valium, baributurany i prozak. A nie @#%#^ aspirynę i nospę.

To ja się napiję.



3 komentarze :

  1. zdrówka!!!!

    takie są nasze urzędy a załatwić cokolwiek graniczy z cudem...i ma być w tym kraju dobrze?
    mimo wszystko powodzenia !

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Damy radę:-)
      Chcieć to móc;-)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. co jak co, ale papierzyska to się dobrze mają w dzisiejszych czasach, czasem mam wrażenie, że my jesteśmy dla nich a nie one dla nas, coś o tym wiem, bo cyrk ze świstkami związanymi z budową domu jest radosny :)

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..