well

Człowiek wstaje rano wkurzony nieco mniej, niż zwykle, bo przecież piątek już zapasem, a tu proszę bardzo – świat się zawzina (od: zawziąć), aby wyrównać poziom wkurzenia jednostki. No bo to nie może być tak, żeby jakiś ranek był mniej wkurzający od poprzednich. Bo jeszcze by to naruszyło jakąś RÓWNOWAGĘ W PRZYRODZIE, prawda?

W ramach przywracania równowagi chciałabym zakupić sobie Alpha Human. Autor nawołuje do zrywania masek narzucanych przez przypisane role społeczne. Zobaczymy. A propos, to przypomniałam sobie, że u Woodiego Allena był taki skecz o programie telewizyjnym „Jaka jest twoja perwersja?”. W programie występował Baumel, który lubił jedwabne pończochy oraz fakt bycia związanym. Duża blondynka udająca jego guwernantkę musiała go chłostać pejczem, podczas gdy żona klęczała u jego stóp i obgryzała wieprzowe żeberka.No i powiedzcie mi proszę, czy to jest już efekt zerwania maski? Bo jak tak, to nie wiem czy nie powinnam zostać odseparowana od społeczeństwa.  Aczkolwiek, aż taka sofistykejted nie jestem...jak mniemam.


A teraz część rozrywkowa moich wakacji:

Te wianuszki, to tradycyjne ciastko z ciasta kruchego, wypełnionego bakaliami i makiem. Co najmniej jakby jadło się kutię w cieśnie..


 Jedno ciastko z nutellą, spokojnie wystarczy aby w społeczeństwie wywołać cukrzycę. Polecam - pyszne:-)


 obwoźne sklepy są jednak dla mnie hitem!



Do tej pory zastanawiam się, co to jest to długie w środku..ktoś wie?


ciastka na podobieństwo arabskich - słodkie niemiłosiernie. A żołądek tylko jeden.. 


No co mogę powiedzieć - kapary i oliwki domowej roboty.


(new)

Mam atak ciężkiej cholery, spowodowany sytuacja zawodowa. A świat po urlopie jest straszny. 
NO PO PROSTU STRASZNY.
Nie ma do czego dążyć. Odliczać dni.
Przeglądanie zdjęć dołuje (albo się zrobiło głupią minę albo wygląda się grubo).

Tak czy owak na tegorocznym wyjeździe miałam kulinarną jazdę - niczym puntillas de calamar - o czym mogłyście się przekonać. Kalmary, ośmiornice i krewetki jadłam i są pyszne. Znaczy się te ostatnie zwłaszcza, bo do ośmiornic jakoś emocjonalnie nie jestem w stanie się przekonać. Sumienie mnie jednak rusza, bo jesz sobie takie ramionko z myślą, że to ich ręka. One tym pakują sobie jedzenie do gęby. Ech..

Chyba jednak najbardziej przypadają mi do gustu warzywa, owoce, potejto, potato, patata i te pe. 


A tak wyglądają obwoźne stoiska z warzywkami. Bardzo przyjemne miejsca, bo jeszcze z obsługą można podyskutować. I słowo daję jakość jedzenia jest dużo lepsza niż w zwykłych sklepach.



No z innych kwestii to rewolucji nie ma.
Waluta: euro
Ruch: Lewostronny :)
Piwo: CISK - polecam cytrynowe, bo te normalne to jednak za bardzo piwem zapodają (no kto by pomyślał)
Wino: W poręcznych butlach. Domowej roboty. Pycha.
Likier: kaktusowy. Zaraz obok kaktusowego dżemu jest mistrzem.
Temperatura: Codziennie ponad 30 stopni, akurat, żeby chodzić i chłonąć widoki okolic.
Turystyka: Angole – wyjazd polecany paniom o niewielkiej zawartości miłości własnej. Poprawia samopoczucie.
Narodowa potrawa: Rąbanka z królika. Hardcorem była reklama na której sławetny królik Bugs je marchewkę, a nad jego głową widnieje napis "fresh rabbit..".  Nie moje klimaty.
Drinki w większości klubów: Klasyka – sex on the beach, screaming orgasm i przepyszna wręcz sangria!
Plaże: Kamieniste, przy dobrych hotelach – z nawiezionym piaskiem. Wyjątek stanowią golden beach i paradise beach. Plaża bosssska. Wymoczyłam się w słonej wodzie, niezbyt ciepłej, ale cieplejszej, jak ta w Bałtyku.
Zabytki: Od ciężkiego groma. Gdzie się nie ruszyć, tam leży jakiś kawał historii. Najczęściej w postaci wymyślnego kościółka. Malta ma stosunkowo porąbaną historie, nie wiem czy nie bardziej jak Polska. W ilości zaborów, kolonizacji czy okupacji możemy im buty czyścić. Wpływy włoskie, brytyjskie, francuskie budują tożsamość maltańczyków. Obecnie napływ Somalijczyków, będący efektem Arabskiej Wiosny – wcale nie jest symboliczny. 
 

Puby angielskie i irlandzkie: Cale mnóstwo autentycznych angielskich pubów z pubowym jedzeniem i meczami.
Kinnie: Mniam, mniam ;) Orzeźwiający napój z kwaśnych pomarańczy i ziół do wermutu.
Zdjęcia: mało, tylko setkę.

Na razie tyle. Idę walczyć z otrzymanymi e-maliami. Czy są pytania z sali ?

 

jak nie zabiłam męża

*Książka z wyjazdu - niemęcząca i w miękkiej okładce*

Cóż.
Nie wiem, czy określenie tej książki jako „Niemęcząca” oddaje w sposób wystarczający jej zawartość… ale uśmiałam się przy niej jak dzika norka. 

"Mam trzydzieści pięć lat. Na ogół jestem zła na ciebie, Joel. A jeśli zdołam wydestylować najczystszą esencję tego gniewu, będzie ona zawierać wodę po zmywaniu tłustych talerzy ze strzępkami baranich kotletów, symbolizującą twoją totalną niemożność do pomocy w domu.

Do moich urodzin, przypadających na ostatni dzień stycznia, zostały trzy tygodnie. Rozumiecie, dlaczego mówię, że jestem skazana na marudzenie? Wyobraźcie sobie, że obchodzicie urodziny w okresie, kiedy wszyscy czują się najbardziej zdołowani. Kiedy połowa gości na waszej tak zwanej imprezie urodzinowej przysięga, że w życiu już nic nie wypije.

Na urodziny chciałabym zabieg wybielania zębów, tydzień wolnego od podcierania tyłków, prawdziwego i metaforycznego, oraz prenumeratę „Interiors”. A dostanę laurkę, croissanta do łóżka i „pocałunek, którego nie kupię za żadne pieniądze”. Moje pierwsze słowa w dniu moich trzydziestych szóstych urodzin będą brzmiały: „Nie nakrusz! ”.

Przez te trzy tygodnie będę myśleć o wszystkich irytujących występkach Joela i zrobię ich listę. Potem je logicznie usystematyzuję i wpiszę w arkusz kalkulacyjny. Po moich urodzinach, poczynając od pierwszego lutego, zacznie się półroczny okres próbny.

Jeśli moja lista wykaże, że Joel przydaje się w tym domu, będzie mógł w nim zostać. Jeśli nie – cóż, pewnie nie zostanie i będziemy musieli przemyśleć naszą koncepcję małżeństwa.

Słuchaj, Joel, jest tak: musisz tylko unikać grania mi na nerwach".



seafood

Nadszedł czas na sztukę, a do tego nowoczesną. I choć staram się promować ojczyznę to powiedzmy sobie szczerze, że kuchnia śródziemnomorska kontra smażona flądra na tacce w smażalni Delfin - wygrywa.

Refleksja mnie naszła wczoraj podczas malowania rzęs (dzisiejsze kosmetyki choć mało rozmowne to jednak są mega inteligentne), że zamiast bankrutować w knajpach - sama coś zrobię. Problem polegał na tym, że od lat antropomorfizowałam owoce morza. Ponoć kalmary łowi się na światło, czyli zwykłe migające diody są dobre. Dodatkowo powinno się mieć długie kurtki, co przy wyciąganiu z wody sikają wodą i atramentem. Innymi słowy są to prymitywne istoty z mało rozwiniętym układem nerwowym. Rodziny kalmarów, krewetek i innych rozwielitek nie łączą się w pary na całe życie, nie umieją odkręcać słoików i nie odpowiedzą na żadne pytanie audiotele.
Inna sprawa to ośmiornice. W drodze ewolucji konwergentnej wykształciły całkiem spore oczy i wyrobiły w sobie zdolność posługiwania się narzędziami. Ktoś, kiedyś uraczył mnie historią o sposobach zabijania ośmiornic. Było coś o suszeniu na sznurku na praniu tudzież przebijaniu kamieniem. Najgorsze to jednak wywijanie na lewą stronę.

Możecie więc sobie wyobrazić, że gdy dostałam już pośmiertną sztukę do przyrządzenia to byłam pewna, że zemdleje. Chyba nie mam instynktu samozachowawczego, skoro przyjechałam w rejony, gdzie je się to na potęgę. 
 

I jak zwykle eksplorowałam siebie i to, co zaznałam to duszony OCTOPUS.
Od dziś przyjmuję syndrom ¨WEZ PAN ODE MNIE TĄ RYBE ALBO PANA NIĄ ZARAZ SPOLICZKUJE¨ – w sensie, owoce morza 3 razy dziennie plus zamiast ciasteczka do kawy, lody parmezanowe. 



radio

Jako, że sama wczoraj zostałam w biurze to mogłam sobie pozwolić na radiową rozpustę - niekoniecznie oscylującą wokół radia classic.

Absolutnym hitem był reportaż o kogucie – pijaku. Coś fantastycznego i niesamowitego. Kogut czatuje pod sklepem na miejscowych pijaczków, dziobie ich w nogi, żeby zwrócić na siebie uwagę (swoją drogą to Tara opanowała tą czynność do perfekcji) i pije z nimi wino, nalewane do kapsla. Potem wraca urżnięty do domu, wlokąc za sobą skrzydła. Nierzadko zdarza mu się zalegnąć pod krzakiem, gdy do domu za daleko. Na szczęście miejscowi wiedzą, kto on jest, i nie ruszą drania.