jak nie zabiłam męża

*Książka z wyjazdu - niemęcząca i w miękkiej okładce*

Cóż.
Nie wiem, czy określenie tej książki jako „Niemęcząca” oddaje w sposób wystarczający jej zawartość… ale uśmiałam się przy niej jak dzika norka. 

"Mam trzydzieści pięć lat. Na ogół jestem zła na ciebie, Joel. A jeśli zdołam wydestylować najczystszą esencję tego gniewu, będzie ona zawierać wodę po zmywaniu tłustych talerzy ze strzępkami baranich kotletów, symbolizującą twoją totalną niemożność do pomocy w domu.

Do moich urodzin, przypadających na ostatni dzień stycznia, zostały trzy tygodnie. Rozumiecie, dlaczego mówię, że jestem skazana na marudzenie? Wyobraźcie sobie, że obchodzicie urodziny w okresie, kiedy wszyscy czują się najbardziej zdołowani. Kiedy połowa gości na waszej tak zwanej imprezie urodzinowej przysięga, że w życiu już nic nie wypije.

Na urodziny chciałabym zabieg wybielania zębów, tydzień wolnego od podcierania tyłków, prawdziwego i metaforycznego, oraz prenumeratę „Interiors”. A dostanę laurkę, croissanta do łóżka i „pocałunek, którego nie kupię za żadne pieniądze”. Moje pierwsze słowa w dniu moich trzydziestych szóstych urodzin będą brzmiały: „Nie nakrusz! ”.

Przez te trzy tygodnie będę myśleć o wszystkich irytujących występkach Joela i zrobię ich listę. Potem je logicznie usystematyzuję i wpiszę w arkusz kalkulacyjny. Po moich urodzinach, poczynając od pierwszego lutego, zacznie się półroczny okres próbny.

Jeśli moja lista wykaże, że Joel przydaje się w tym domu, będzie mógł w nim zostać. Jeśli nie – cóż, pewnie nie zostanie i będziemy musieli przemyśleć naszą koncepcję małżeństwa.

Słuchaj, Joel, jest tak: musisz tylko unikać grania mi na nerwach".



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Po usłyszeniu sygnału..