(new)

Mam atak ciężkiej cholery, spowodowany sytuacja zawodowa. A świat po urlopie jest straszny. 
NO PO PROSTU STRASZNY.
Nie ma do czego dążyć. Odliczać dni.
Przeglądanie zdjęć dołuje (albo się zrobiło głupią minę albo wygląda się grubo).

Tak czy owak na tegorocznym wyjeździe miałam kulinarną jazdę - niczym puntillas de calamar - o czym mogłyście się przekonać. Kalmary, ośmiornice i krewetki jadłam i są pyszne. Znaczy się te ostatnie zwłaszcza, bo do ośmiornic jakoś emocjonalnie nie jestem w stanie się przekonać. Sumienie mnie jednak rusza, bo jesz sobie takie ramionko z myślą, że to ich ręka. One tym pakują sobie jedzenie do gęby. Ech..

Chyba jednak najbardziej przypadają mi do gustu warzywa, owoce, potejto, potato, patata i te pe. 


A tak wyglądają obwoźne stoiska z warzywkami. Bardzo przyjemne miejsca, bo jeszcze z obsługą można podyskutować. I słowo daję jakość jedzenia jest dużo lepsza niż w zwykłych sklepach.



No z innych kwestii to rewolucji nie ma.
Waluta: euro
Ruch: Lewostronny :)
Piwo: CISK - polecam cytrynowe, bo te normalne to jednak za bardzo piwem zapodają (no kto by pomyślał)
Wino: W poręcznych butlach. Domowej roboty. Pycha.
Likier: kaktusowy. Zaraz obok kaktusowego dżemu jest mistrzem.
Temperatura: Codziennie ponad 30 stopni, akurat, żeby chodzić i chłonąć widoki okolic.
Turystyka: Angole – wyjazd polecany paniom o niewielkiej zawartości miłości własnej. Poprawia samopoczucie.
Narodowa potrawa: Rąbanka z królika. Hardcorem była reklama na której sławetny królik Bugs je marchewkę, a nad jego głową widnieje napis "fresh rabbit..".  Nie moje klimaty.
Drinki w większości klubów: Klasyka – sex on the beach, screaming orgasm i przepyszna wręcz sangria!
Plaże: Kamieniste, przy dobrych hotelach – z nawiezionym piaskiem. Wyjątek stanowią golden beach i paradise beach. Plaża bosssska. Wymoczyłam się w słonej wodzie, niezbyt ciepłej, ale cieplejszej, jak ta w Bałtyku.
Zabytki: Od ciężkiego groma. Gdzie się nie ruszyć, tam leży jakiś kawał historii. Najczęściej w postaci wymyślnego kościółka. Malta ma stosunkowo porąbaną historie, nie wiem czy nie bardziej jak Polska. W ilości zaborów, kolonizacji czy okupacji możemy im buty czyścić. Wpływy włoskie, brytyjskie, francuskie budują tożsamość maltańczyków. Obecnie napływ Somalijczyków, będący efektem Arabskiej Wiosny – wcale nie jest symboliczny. 
 

Puby angielskie i irlandzkie: Cale mnóstwo autentycznych angielskich pubów z pubowym jedzeniem i meczami.
Kinnie: Mniam, mniam ;) Orzeźwiający napój z kwaśnych pomarańczy i ziół do wermutu.
Zdjęcia: mało, tylko setkę.

Na razie tyle. Idę walczyć z otrzymanymi e-maliami. Czy są pytania z sali ?

 

4 komentarze :

  1. Likier kaktusowy? O, spróbowałabym :)
    A urlop... hmmm... mam go jeszcze 4 miesiące, a za mną 2, jest po prostu CUDOWNIE! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest pyszny - pod warunkiem, że lubisz bardzo słodkie.

      Oooo, to szczyt dobroci wakacyjnej. Skorzystasz z lata w każdym aspekcie:-)

      Usuń
  2. powroty sa ciezkie, zwlaszcza z wakacji, urlopu... Trzymaj sie-jeszcze tylko jutro i weekend:)))))

    OdpowiedzUsuń
  3. wewnętrznie wyznaczyłam sobie akcję " byle do piątku" już zeszłej niedzieli;-)

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..