Kami, Kiśka, Miśka, Boniek, Babka

Kami umarła. A ja nie mam siły w ogóle. Całkowicie. Ani ćwierć niutona.

Za miesiąc stuknęło by nam 16 lat związku..
Kotłują mi się w głowie wspomnienia i nasze wspólne momenty:
- jeszcze gdy byłam w posiadaniu wanny, siadywała obok i łapczywie wypijała wodę
- uparcie przekopywała plaże
- łapała falę i nurkowała po kamienie, jednak samego pływania nie lubiła
- nigdy nie szczekała, nie była agresywna
- zasypiała wieczorami kładąc się na moim ramieniu
- uwielbiała bawić się piłką nożną
- zwinna, skoczna, szybka
- cieszyła się całą sobą
- tylko raz się ze mną nie przywitała, gdy wdrapała się na stół kuchenny, zjadła wszystkie ciastka i nie wiedziała jak z powrotem zejść. 
- nie gryzła zabawek, wszystkie iskała.
- największy sępiszczon jakiego znam.
Do chrzanu!
Będę za tym tęsknić. Za tym i masą innych elementów, które składały się na tą jamniczą posturę. Za nią.


PS. Dziękuję za Wasze poprzednie komentarze i maile.

K.

Rzeczywistość otacza mnie coraz szczelniej. Jak folia do owijania jedzenia. 
Nie wiem, jak inaczej nazwać moment w którym nie wie się co dalej oraz która decyzja jest słuszna. 

Moja Kiśka jest chora. Od dawna. Na płuca, wątrobę i serduszko. Na serduszko to po mnie (taka wrażliwa), a na wątrobę to ze starości - przecież nie piła. Od ponad pół roku prowadzimy czułe dyskusje o tym jak długo i co dalej. Wyluzowana jak kwiat lotosu na tafli jeziora długo nie będę. 


(good) plan

Coś bym zjadła,  ale konkretnie to na nic nie mam ochoty i nie wiem nawet w którym kierunku chciałabym zmierzać. Nie denerwuje Was to codzienne jedzenie? Czy nie lepiej by było, nawpychać się jak pyton czymś pysznym raz na dwa tygodnie i mieć spokój? A tak to codziennie się kombinuje, brudzi talerze, negocjuje ze zmywaniem. Bez sensu. 

A w poprzedni weekend, w pięknych okolicznościach letniego żaru, skosztowałam lodów o smaku szampana, wódki, gorgonzoli i pomarańczy z bazylią. MAAAAAJ PRESZIESSSSS!


Wczoraj był dzień Włóczykija. Ponoć ogólnokrajowy. Z tej okazji mój osobisty Włóczykij zaplanował w domowych pieleszach spotkanie towarzyskie. No i tu zaczynają się schody. Nie żebym była upierdliwa, ale lubię mieć grafik. PLAN tak zwany. Zasoby, termin, ścieżka krytyczna. Trzymam się tego pazurami i zębami i wpadam w obłęd, gdy dzieje się coś nieoczekiwanego. Dlatego też, przed wszelkimi imprezami tudzież spotkaniami łapię stresa. Na tydzień przed spotkaniem, mam zaplanowany - co, gdzie, jak, kiedy. Możecie więc sobie wyobrazić, co czuję, gdy ten tygodniowy okres przygotowawczy nie jest mi dany. 

Są tacy co to z żołnierską precyzją meldują: będę o takiej godzinie w towarzystwie takiej, a takiej osoby. No i super. Uwielbiam takie zdyscyplinowanie. Niestety 2467836 osób odpowiada na okrętkę "nie wiem jeszcze kiedy i czy w ogóle. Z kim? zobaczymy". Nosz kurdę! A Ty człowieku, zastanawiaj się czy ktoś będzie sam czy z żoną, psem, krokodylem i stadem tresowanych albatrosów.   
A tymczasem w pracy:

A.: J. !!!!!!!!!!!!!!!!!
J.: Co?
A.: WIESZ CO? Wyjęłam cytrynę i lód z zamrażarki. Zrobię nam dobrą wodę.
J.: mhm
A.: I wiesz co jeszcze? Jakbyś poszła po zmiotkę na dół i pozamiatałoby się ten lód, to wiesz? Nie będzie mokro!

-_-

mix

Rozbawiły mnie dzisiaj buraki. Niby takie niepozorne, a jednak.

Burak pokrojony w plastry (nie ważne, czy doprawiony, grillowany czy pieczony) zgodnie z najnowszymi trendami, zowie się sałatką CAPRESE. Lubię buraki, zwłaszcza na gęsto ale i te w plastrach są dobre, chociaż u mnie to jednak tylko "buraki w plastrach" - a tu jednak moda wyprzedza moje przyzwyczajenia - CAPRESE. Czyli co, pospolity burak się wybił społecznie? Bardzo dobrze. Zasługuje.

Zróbmy coś wspólnie, żeby były dwa weekendy w tygodniu! 
 

Brak mi pomysłu na obiad i tak wertując przepisy, trafiłam na panierkę do ryby z popcornu zamiast bułki tartej. Hmm. Chyba nie lubię ekstremów. Za to na paskudne dni, polecam wino, przekąskę, psa na kolankach i "silver lining". Chodzi za mną ostatnio. Przetłumaczony na polski jako "poradnik pozytywnego myślenia".  Tknęłam film już jakiś czas temu ale chętnie bym do niego wróciła. Bohater wychodzi z psychiatryka (mam słabość do filmów w których rzecz zahacza o psychiatryk). W połowie filmu byłam zakochana w postaciach i w muzyce. Fabuła sama w sobie oczywiście banalna, a zakończenie to taki dirty dancing dla potłuczonych ale film jednak przyciąga. Kiedy główny bohater zabiera Tiffany na randkę na owsiankę z rodzynkami, w tle leci kawałek Brubecka (ten z klaskaniem), wyrywa się tylko "ooooo".



A poza tym, to jest bardzo fajnie. Jest upał.

hen party

A więc, pomalowałam sobie paznokcie u nóg na Babelicious i ruszyłam w ostatni weekend na panieński. Nie umiem odpowiedzieć, dlaczego sądziłam, że pogoda pozwoli na swobodne wystawienie palców u nóg na widok publiczny. W lecie z niepomalowanymi czuję się dziwnie naga. Nie mogę za to ich malować na pastelowo, zwłaszcza w odcieniach beżowych, bo kontrola zdrowia publicznego poradziłaby mi wzięcie czarnego worka na suwak i ułożenie się na pobliskim stole. Tak, takie właśnie czarujące odcienie skóry posiadam. Panieński minął szampańsko i cieszę się niezmiernie, że nie było żadnego gigantycznego, różowego króliczka pluszowego. Nie było też rozmów z serii znawców "atlasu erotycznych dla kobiet". Powiedzmy sobie to szczerze – na panieńskim zawsze musi występować element obciachu. Jak nie różki diabełka, to suknia z papieru toaletowego. I jeszcze te przyszywanie guzików czy cerowanie skarpet. No dajcie spokój. Ja czekałabym z przyszyciem guzika do mężowskiej koszuli, aż ten biedak nie będzie miał na co zapiąć koszuli idąc na jakieś superważne posiedzenie zarządu. Ja postarałabym się ćwiczyć bycie piękną i okrutną. Bo jak piękna, to i okrutna, czyż nie? A nie jak te naiwniaczki od Disneya co to śpiewają i tańczą z drobiem lub kurduplami po kuchni.

A tak z innej bajki to śnił mi się dzisiaj kolega z uczelni, namawiający mnie na włam do muzeum, bo ambasador Turcji urządził w nim swoją salę próbnych rysunków (?!). Musiałam jednak przejść egzamin, aby do tego włamu w ogóle ktoś chciał mnie dopuścić. I tutaj pojawiła się niezawodna Królowa Elżbieta. Siedziała sobie elegancko w bryczce, to się dosiadłam, żeby z nią porozmawiać i wypełnić formularz egzaminacyjny. Chciałam pożyczyć długopis, ale miała tylko pióro..gęsie. No też może być. Oczywiście, oddałam je potem Jej Królewskiej Mości, bo tak mnie wychowano. A sama Królowa, bardzo czarująca. Miała taką pudrowo różową garsonkę ze wzorem paisley i rękawem 3/4.  Do psychiatry nie potrzeba skierowania, prawda?

back to work, people:-)


step into sport

O, kurde - że tak sobie dyplomatycznie westchnę na początek dnia.
Dwie godziny mi poczta w pracy nie działała. Zero maili, możliwości wysłania wiadomości czy połączenia się z systemem. Nie róbcie mi tego CHŁOPAKI, bo przecież popękam!

Chciałam też zaznaczyć, że nie rozumiem tej całej fety związanej z mistrzostwami, płaczu związanego z przegraną i porównań upadku muru berlińskiego ze spotkaniem reprezentacji Niemiec w piłce nożnej. Mam gdzieś piłkę nożną. Bynajmniej nie robię tu jakiegoś specjalnego wyjątku, bo w duszy to mam też koszykówkę i siatkówkę. Lubię za to brutalne sporty kontaktowe - rugby, hokej - trzask łamanych żeber. Ooo curling też lubię i żużel, ale ten ostatni to raczej za te warkoty silnika niż ewentualność stukotu wypluwanych zębów. Czuję się w tej chwili, jak dziewczyna z Kanady, jak Robin. Poza tym - wiadomo.

I żebyście sobie nie myśleli - nie kibicuje, ale też nie sympatyzuje z hejterami. Ja się ogólnie nie zrzeszam. Zrzeszanie też mam gdzieś, zaraz obok koszykówki. Reasumując: mistrzostwa piłki nożnej obchodziły mnie tyle, co pana redaktora Andrusa czeskie dziecko w łodzi podwodnej.

A co myślicie o takiej tapecie do domu?

cook


Nie cierpię gotować, ale jak słyszę, że Włóczykij planuje coś nam ugotować to robi mi się słabo. Właściwie to on gotuje bardzo dobrze, ale ja już na wstępie wizualizuje sobie, jak będzie wyglądać blat po tym jak mój ukochany odbędzie rytuał gotowania. Przykładowo w tą niedzielę, podczas mojego zalegania na sofie, usłyszałam, jak stwierdza, że warzywa są w stanie agonalnym i należałoby coś z nimi zrobić. Czyli zamiast leniuchowania zostałam zaangażowania do studiowania przez pół godziny stron internetowych z przepisami kucharskimi, oscylującymi wokół pomidorów i kalafiora.

Oczywiście Włóczykij postanowił zrobić też sałatkę. I wszystko fajnie, tylko to nie rozwiązało w pełni naszego problemu. Po czym:
-         posiekałam cukinię, pieczarki, cebulę, paprykę i masę zieleniny
-         parzyłam i obierałam pomidory (koktajlowe, dla jasności)
I teraz tak: w sytuacji, gdy obiad zostaje w stu procentach na głowie Włóczykija, następuje teraz moment bombardowania pytaniami, pod tytułem: myślisz, że powinienem zrobić to na parze czy lepiej na patelni szybko usmażyć? Wrzucać to teraz czy jeszcze poczekać? A czym to przyprawić? A możemy to w czymś innym zmiksować? Tak, a gdzie to jest, bo nie widzę? Nie ma tego, jesteś pewna, że to mamy?

Fakt, nie dostałam w niedzielę, jasnego komunikatu zrobienia obiadu aleeee skądinąd zwlokłam się z sofy i dwie godziny piekłam bułki warzywami, robiłam gazpacho i kotlety kalafiorowe. Następnym razem, gdy będzie nam zalegać tona warzyw w lodówce, spróbuje jakoś po cichu wyjechać. Na miesiąc.

PS. Ponoć ma być dzisiaj burza w nocy. Uwielbiam. Śpię wtedy jak dziecko pułku kanonierów. Zresztą przez parę lat mieszkałam przy poligonie i w chwili gdy zabrakło mi odgłosów ćwiczeń zasnąć było niezmiernie ciężko.  

Pozdrawiamy:)

the sand child

Poczucie dwoistości w świecie w którym nieustannie toczy się walka pomiędzy posłuszeństwem, własnym ja, a rolą przypisaną kobiecie i mężczyźnie - „bo przecież nasza religia w bezlitosny sposób traktuje mężczyznę pozbawionego dziedzica; odbiera mu wszystko lub prawie na rzecz jego braci.”

Córka żyje jak syn. Zapewnia to jej i rodzinie awans w hierarchii patriarchalnego społeczeństwa. Jednak rodzi to pytania o skutki uwięzienia w cudzej tożsamości oraz i to jak „uwolnić ciało od kłamstw”?

 

dream

Dziękuje. Jest cieplej i wszyscy są zadowoleni.

Miałam dzisiaj dziwny sen. Tzn. w ogóle mam ostatnio dziwne sny. Jak nie przenoszenie zwłok to horda psów na salonowej kanapie. Dzisiaj z kolei jajka sadzone. No dajcie spokój, co próbowałam wbić jajko na patelnie to rozpływało się żółtko, więc je przelewałam do miski i wbijałam kolejne.Klęłam pod nosem, bo nie dość,że nie cierpię gotować to jeszcze Włóczykij chciał się upewnić, czy aby na pewno tych zmarnowanych nie wyrzucę, bo przecież ciasto mogę upiec. A zaraz po tym słyszę "a może własny chleb byś upiekła?". A w mordę chcesz? - ...od razu mi się skojarzyło. Noooo wkurzyłam się! Jeść mu daję, gacie piorę a on mi wspomina jeszcze o cieście i chlebie! I wiecie co? Na śniadanie zjadłam tosta. No tego popsuć się chyba nie da.

I powinnam sobie zrobić taki tatuaż na grzbietach dłoni,który by się trzymał z 3-4 miesiące: NIE POTRZEBUJE KUPOWAĆ KSIĄŻEK. Henną powinnam, prawda?





alone

Dzień dobry, Wszystkim!

Miałam dzisiaj fantastyczną pobudkę o czwartej nad ranem, bowiem Włóczykij wyruszył w delegację. Świat jest taki piękny, optymistyczny i cały w zielone plamy. A imieniny dziś Teodora i Innocentego. 

"Koniecznie muszę nazwać dziecko Innocenty..a jak będzie dziewczynka to Rajmunda".

Przyszłam dzisiaj do pracy w sandałkach, bo całkiem nachalny ten upał. Strasznie chcę w takich momentach na plaże. A tak to mogę się co najwyżej poddusić w swojej kiecce w pracy. A inni? Delegacja powiadacie. Wobec tego co ja?? Ja mam dalekosiężne plany. Kupię bitą śmietanę, wino..Będzie się działo! 

Mam tylko taką refleksje, że gdy partner jedzie w delegacje i zostawia biednego człowieka (w tym wypadku jestem to kobieta) samego na noc, to wieczorem zawsze ogląda się coś niestosownego, co powoduje, że później jest naprawdę ciężko z zaśnięciem. Oczywiście zdolność zapamiętywania tychże obrazów nie pomaga, kiedy w nocy trzeba wstać do łazienki. Wtedy do łazienki idzie się z watahą dzikich i krwiożerczych psów...tylko gdzie takowe znaleźć?!

Inna kwestia to taka, gdzie jak Włóczykija nie ma, to staję się kobietą sprzed roku - nie gotującą. Przy nim zamieniam się w założycielkę frakcji w której idzie się do pracy z gotowym posiłkiem w lunch boxie. Ba! Posiłkiem zbilansowanym kalorycznie, aczkolwiek nieporównywalnym z piramidą żywieniową czy pięcioma przemianami. Dzisiaj standardowo. Złapałam jakiś nabiał w najbliższym spożywczaku. 

Czytam sobie Dziecko Piasku - baaaardzo dobra. Bardzo. Póki co jest to o tym, jak Hadżdzą Ahmed, postanowił rzucić wyzwanie losowi i wychować ósmą córkę, jak syna.

Z innych kwestii to mam plan poćwiczyć trochę portugalski, no bo czuję się trochę jak pies. Sporo rozumiem, ale odezwać się nie potrafię. To znaczy w restauracji to chyba bym umiała (lulas grelhadas, camarão, anchovas, alho e um copo de vinho tinto, por favor, muito obrigada) lub podczas nalewania wina  Obrigada por me salvar). Nie mniej jednak miło byłoby pogadać sobie w klasycznym, amatorskim stylu, pod tytułem: Pies siostrzenicy Twojej siostry, zrobiłby wczoraj obiad, ale zgubił na siłowni parasol.

 

simple

Oby w ten weekend była rzeczywiście piękna pogoda, bo mam już dosyć pseudo przelotnych deszczy. Jest lipiec do cholery! Jak nie będę mogła swobodnie ubrać szortów i topu to biorę coś ostrego i idę złożyć kogoś w ofierze w intencji podniesienia temperatury. 

A tak w ogóle to mamy na balkonie małe pleszki. Drugi wylęg w ciągu dwóch miesięcy. Pleszka jest doprawdy prześliczna, taki polski słowiczek murowy. Nie rozumiem tylko, dlaczego inne nazwy są tak oszpecające to stworzenie (piegża czarnoszyja, owadożer czarnogardły, ludarka rudochwost). Doprawdy skandal. Zdecydowanie bardziej mi pasuje mówienie, że mieszkam ze słowikiem, niż owadożerną ludarką. 

Jest to bardzo akustyczne stworzonko, zwłaszcza maluchy o piątej nad ranem. No ale niech im będzie i tak pękam z dumy i wiernie im kibicuje. Oczywiście każdy ekspert środowiskowy wypowiada się o wymiarach budek dla poszczególnych gatunków. Pleszki natomiast są innego zdania. Znalazły sobie starą, przerobioną przeze mnie tykwę, krzywo przywierconą do budynku i radośnie się w niej panoszą. Śmiem twierdzić, że jednoznacznie pokazały, gdzie statystyczny ptaszek ma normy i wytyczne środowiskowe. Ekspertów również. Ja się tam im zupełnie nie dziwie. W tym samym miejscu mam dużo innych rzeczy. Z roku na rok, więcej.

 A tym czasem, moi Państwo..



manuscripts don't burn

Niektóre filmy mają na celu eksponować problemy narodowe, 
ilustrując więcej jak same intencje aktywistów.