Kami, Kiśka, Miśka, Boniek, Babka

Kami umarła. A ja nie mam siły w ogóle. Całkowicie. Ani ćwierć niutona.

Za miesiąc stuknęło by nam 16 lat związku..
Kotłują mi się w głowie wspomnienia i nasze wspólne momenty:
- jeszcze gdy byłam w posiadaniu wanny, siadywała obok i łapczywie wypijała wodę
- uparcie przekopywała plaże
- łapała falę i nurkowała po kamienie, jednak samego pływania nie lubiła
- nigdy nie szczekała, nie była agresywna
- zasypiała wieczorami kładąc się na moim ramieniu
- uwielbiała bawić się piłką nożną
- zwinna, skoczna, szybka
- cieszyła się całą sobą
- tylko raz się ze mną nie przywitała, gdy wdrapała się na stół kuchenny, zjadła wszystkie ciastka i nie wiedziała jak z powrotem zejść. 
- nie gryzła zabawek, wszystkie iskała.
- największy sępiszczon jakiego znam.
Do chrzanu!
Będę za tym tęsknić. Za tym i masą innych elementów, które składały się na tą jamniczą posturę. Za nią.


PS. Dziękuję za Wasze poprzednie komentarze i maile.

6 komentarzy :

  1. przykro mi :*:(
    słodziak z tej Kami był kochany...trzeba wierzyć,że teraz jest w lepszym świecie

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo Ci współczuję, wiem, jak może być smutno po stracie bliskiego zwierzaczka... Trzymaj się dzielnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję!
    Osiągnęła piękny wiek, na pewno żyła szczęśliwie, ale żal, żal ogromny...

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..