still

Od czwartku dzieją się takie rzeczy w mym życiu, że jestem skłonna pobiec w maratonie na 50 km, ażeby nieco odpocząć tudzież pójść na dinner party z Hannibalem Lecterem, żeby się odstresować. Kojarzycie film "You've got mail"? Pod koniec jest scena w której Tom Hanks namawia Meg Ryan, aby nie szła na spotkanie z tym gościem poznanym przez Internet. Przekonuje ją, aby była z nim i mówi, że będzie im razem świetnie i nie będą się kłócić. Meg mu na to, że co najwyżej kłóciliby się o to jaki film obejrzeć wieczorem. Problem z tym, że na przykład: MY się kłócimy. I doprawdy bywa mnóstwo możliwości. Jesień nastała? Bo póki jest słońce to człowiek wierzy we wszystkie niemożliwości tego świata. Mówię, Wam strasznie porąbane dni. Ze wszystkich stron atakuje oszalała ch&*#$@ próżniowo pakowana.


A z głupich dowcipów ostatnio to:

Wjeżdza chłop do wsi furmanką i krzyczy:
- Luuuuuuuuudzie! Węgiel przywiozłem!
Na co koń odwraca łeb, patrzy na niego i mówi:
- Tak, ku*** – TY przywiozłeś!…




Oko mi tyka..

nothing (special)

Podobno jeże są ostatnio nieco zdezorientowane, bo nie wiedzą czy to jeszcze wiosna/lato czy już może zimna. Wobec tego nie są pewne czy spać czy się rozmnażać. Straszny zgryz mają. Nie wiem jak im pomóc. Chciałam jakieś adoptować, ale Włóczykij się nie zgodził. Zerkam sobie, więc niezobowiązująco TUTAJ, może mój mężczyzna zmieni zdanie. Obiecuję wygrzebywać jeżykowi dżdżownice i poić go mlekiem.

Pół drogi do pracy zastanawiałam się co to jest u licha DUNDER.
Powiedzenie ludowe mówi: a niech Cię dunder świśnie. No dobra wiedziałam więc, że ów rzecz potrafi świstać. Obstawiałam więc, jakiegoś ssaka, ale przeszło mi też przez myśl, że to coś z botaniki np. gatunek wierzby lub rodzaj instrumentu dętego. Sprawdziłam: to piorun. A czy teraz mi ktoś powie, dlaczego pioruny mają świstać?

Poza tym coś mnie boli od dwóch dni i to coś czego nie umiem nazwać. Boli mnie chyba całe ciało. Skóra?





before I go to sleep

Czy jesteście w stanie wyobrazić sobie, że budząc się codziennie Wasz umysły przypomina wytartą do czysta tablicę na której nie widnieje ani jedno wspomnienie? Każdy dzień zaczyna się rutyną -  od uczucia obezwładniającej paniki, że nie wiesz, kim jesteś. Wszystko, czego w ciągu dnia dowiadujesz się o sobie i swoim życiu nie pochodzi z Twojej pamięci, a jednie szczątków informacji zbieranych pieczołowicie od osób Ciebie otaczających. Polecam obejrzenie, chociaż niekoniecznie w rocznicę.

when it's not good

To doprawdy miło, że złota polska jesień uraczyła nas w tym roku tak niewątpliwym urokiem, słoneczkiem i ciepłem. Prosiłabym jeszcze aby te temperatury pomiędzy porankiem a popołudniem tak się nie wahały, w jednej chwili piętnaście stopni w górę a za chwilę w dół. Łeb mi odpadnie a dość przyzwyczajona do niego jestem.

Jestem od niedawna w posiadaniu różowej bluzki w zebry. Okazuje się, że zwierzątka na ciuchach są ostatnio must - have dla każdego. Były jeszcze papużki, ale parzystnokopytne bardziej do mnie przemawiają.

A teraz opowiem dowcip:
 
Dwie kobiety rozmawiają w tramwaju
- wie pani, najgorsze, że człowiek tak ciągle musi myśleć i myśleć…
- ee tam, ja robię mielone na trzy dni, a potem już sobie sami odgrzewają
 Najgorsze to myślenie. NAJ-GOR-SZE. Od tego całego myślenia człowiek dostaje wytrzeszczu i nerwicy. Nic dziwnego, że większość społeczeństwa unika tego jak może. Mi się nie udało i od tygodnia czuje się wymięta i rzucona w kąt, jak hotelowy ręcznik. Nic tylko zalegać z Mongołką i Cyganką na kanapie w pozycji omdlałych łabędzic, użalając się nad sobą z dozą kultury wizualnej.
 No i tak sobie żyję.


Cheers!!

How's the Pain?

Bardzo lubię książki, które zaczynają się od zakończenia, wiadomo kto, kogo, czym i gdzie zabił...

let's say ....

Nie wiem czy pamiętacie, jak kiedyś wspominałam, że jestem czekoladoholiczką. Nie ma dla mnie granicy w możliwościach zjedzenia słodyczy. Warunek jest jeden - musi być chociaż jedna warstwa czekolady. Kit Katy to moja śmierć. W sumie to wszystkie rodzaje batoników, ale biały kit kat to został chyba wyprodukowany specjalnie dla mnie, po to, żeby mnie już całkowicie upodlić i stoczyć utuczoną do rynsztoka po równi pochyłej. Właściwie to sturlać. Dlatego też, od trzech tygodni ostro realizuję wewnętrzną walkę z szatanem, celem zaprzestania ów konsumpcji.

To nie jest słaby szatan. Szatan, kuszący do zjedzenia czegoś czekoladowego jest najlepiej wyedukowanym megazłem wcielonym ever. Przypuszczam, że skończył studia MBA z namawiania i ma profesurę z manipulacji rzeczywistością. W ramach słodyczy jem jabłka i rodzynki. Szaleństwo. Zastanawiam się tylko jak długo?! Jak długo dam radę walczyć. W normalnych warunkach widząc tabliczkę milki rzuciłabym się na nią i przy włączonym trybie packman mode on, wpałaszowała w minutę. JABŁKO. I nic poza jabłka!

"House of cards" leży i kwiczy. Nie mogę się zebrać do obejrzenia odcinka, co to na nim zasnęłam. Włóczykij starał się kontrolować moją użyteczność przy seansie, ale moja szelmowska natura go przechytrzyła. Obejrzałam za to kilka odcinków z trzeciego sezonu Skandalu. Trochę przez przypadek, bo mi wyskoczyło, gdy szukałam tła pod pisanie. I pooooszło.....słowo daje, nie bardzo wiem w jaki sposób  ale pisałam nie patrząc na klawiaturę i nie wiem do końca co napisałam. Cóż to się nie działo!

 A jak już zjem te wszystkie jabłka, to skrzynki wykorzystujemy nie tylko jako półki.






 Maszyna do szycia nie tak dawno, stała się stolikiem pod akwarium. Nie wiem, czy rybkom robi to jakąś znaczącą różnicę, ale mi i owszem.


A ta wytrawna czarna farba za stolikiem to farba magnetyczna z magnesową razem wzięte. Mogłabym na przykład codziennie zostawać Włóczykijowi wiadomości, ale ostatnim razem jak napisałam na czerwono,  "NIE ZAPOMNIJ OBIADU" to i tak go zapomniał..więc jaki sens tych wiadomości?!


I stół z palet!! jeden z dwóch, bo drugi to typowy do jadalni! Bardzo mi się podobają, dopóki żywica z nich nie wycieka. A jeszcze lepiej, jak się paluszkiem sprawdza co to w ogóle jest i się domyć człowiek nie może. Super. I ten leśny zapach.