friday

Jadę za dwa tygodnie na ślub i zgodnie z odwieczną, staropolską tradycją nie mam w co się ubrać. Nie wiem o co chodzi z tą ilością szmat w mojej szafie i szufladach i jakie było założenie ich użycia, ale bynajmniej nic teraz nie pasuje. Ponadto zimą mam wrażenie, że jestem w posiadaniu głównie letnich rzeczy, a latem, że zimowych. W dodatku, nawet jeśli pojawia się w moment, że mam na sobie znośną gorę to nie mam do tego dołu i vice versa. Wiem, w dupach nam kobietom się poprzewracało - kiedyś ludzie mieli dwa zestawy ubrań: to na sobie i odświętne w szafie, a car rozpijał chłopa pańszczyźnianego..Ja to wszystko wiem, ale nie zmienia to mojej obecnej sytuacji.

Koniec tygodnia nastał. W ekspresowym tempie. Jak już nadchodzi ten moment to zawsze sobie myślę, że ten następny będzie już spokojniejszy, normalniejszy. Po czym nadchodzi, a właściwie galopuje następny roboczy tydzień z okrzykiem BONAAAAANZAAAA i wywijając lassem, przytwierdza do stosu papierów na biurku. I nadchodzi piątek, który łaskawie po godzinie 16:00 wypluwa nas skonanych i zdezorientowanych. Tak, wiem. To się nazywa życie i powinnam się przyzwyczaić. Nie ma luzów i nie jesteśmy beztroskimi motylkami. 

O pogodzie nie będę się nawet wypowiadać.


O święta Rito, patronko spraw beznadziejnych! Po wczorajszej wieczornej, swawoli jedzeniowej, jestem utwierdzona w przekonaniu, że śmierć temu, kto wymyślił chrupki. Tortury i porażenie prądem. Chrupki i czipsy są gorsze niż heroina. Po heroinie się przynajmniej chudnie. A po opierniczeniu wielkiego opakowania chrupek chyba wręcz przeciwnie. Brakowało już tylko popicia tego wszystkim colą i sama sobie bym pogratulowała.



2 komentarze :

  1. mam podobny dylemat i problem z ciuchami...człowiek sobie coś kupuje,a potem okazuje się,że i tak nie ma co na siebie włożyć :P powodzenia w znalezieniu kreacji weselnej :)
    i udanego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wczoraj wieczorem także dałam ponieść się rozpuście jedzeniowej;)
    Na śluby i wesela chodzę na tyle rzadko, że od kilku lat występuję w tym samym stroju: spódnica, bluzka i bolero. Są to rzeczy, które mogę wkomponować do codziennego stroju, ale razem tworzą sensowną całość. Rozwiązanie to zaczęłam stosować od momentu, kiedy poszukiwałam sukienki na wesele i nic, w czym wyglądam jak człowiek, nie znalazłam;)

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..