wish you..

Mówi się, że zwykle człowiek życzy drugiemu tego, czego sam pragnie (oprócz oczywiście przypadków, w której życzy temu drugiemu żeby go #*&%^ oraz &^%!#&).

Takoż chciałabym życzyć w te święta spokoju i miłości, takiej PRAWDZIWEJ.

Kto nie wie, co to prawdziwa miłość, niech usiądzie wygodnie przed kominkiem lub po prostu pod kocykiem na kanapie i przytuli do siebie szczeniaka. To uczucie, które nas wtedy ogarnie, jest właśnie tym, co się czuje cały czas, kiedy ta prawdziwa miłość nas dopadnie i zostanie mimo, iż to dorosłe psisko już szczeniakiem nie jest. 

Oraz chciałabym życzyć wszystkim WYSPANIA SIĘ. To już ewidentnie projekcja moich marzeń.



xmas

Dzień zaczął się bardzo dobrze.
To znaczy - wylałam kawę, ale spoko - na podłogę. A nie, jak trzy dni wcześniej na siebie i klawiaturę. Bardzo porządna te klawiatury HP tak na marginesie. Wytrząsam z niej, co się da, przecieram serwetką i wszystko gra.

I tak sobie siedzę w tej pracy, gdzie niemal nikogo już nie ma. Podłoga mi pięknie świątecznie kawą pachnie - jest cudnie. Zostaje powypisywać na żółtych karteczkach logistykę ostatnich zakupów. Boszzz jak wyglądałoby ludzkie życie bez tych żółtych karteczek? Bez karteczek i nalepek do sedesu, jak ostatnio ustaliłyśmy. Nawet nie chce myśleć na ten temat.

Tegoroczne święta są znośne, zwłaszcza od momentu, gdy wiem, że mam już kupione i popakowane prezenty. Poczucie bezpieczeństwa, że nie trzeba biegać za kolejnymi łupami buduje spokojniejszą atmosferę. Oczywiście Włóczykij może powiedzieć niemal to samo.  Kojarzycie scene z "Love actually", jak w centrum handlowym Emma mówi "zajmij się czymś przez 10 minut, a ja załatwię prezenty dla naszych matek"? To ja też jestem takim aniołem. Najszybciej idzie mi jednak z prezentami dla czworonogów. Zawsze doceniają świąteczne podarki. Co kupiłyście swoim? Obiecuje, że nie wygadam!

Wczoraj oglądaliśmy chyba z 4 odcinki Homeland. Dopiero pierwsze odcinki, pierwszego sezonu, ale wiecie co? CHYBA WPADŁAM NA TROP. Zobaczycie, że okaże się, że z Saulem jest coś nie tak. Obawiam się tylko, że Carrie skończy w jakimś wariatkowie.

A choinki w tym roku mamy naprawdę ekstremalne.



sth

Kupiłam przyrząd do krojenia jajek na twardo w plastry. Jestem zachwycona. 
Z jednej strony nie wiem czemu tyle lat czekałam, aby nabyć to narzędzie. Z drugiej częściowo wiem...mam lekki opór przez zakupami do czegokolwiek do kuchni, bo istnieje dużo ryzyko, że postoi i pokurzy się. Dodatkowo zalega w szafce i zabiera miejsce, tudzież spada na ręce jak się szuka oliwy z oliwek. Przykłady: maszynka do gofrów, parowar, blender czy jakieś bliżej nie określone podkładki bambusowe. Za to jajka mam pokrojone zawodowo. A jaka jest pierwotna satysfakcja, gdy człowiek opuszcza wielostrunową gilotynę.

Małe śliczne ptaszki na moim balkonie z takim wdziękiem i entuzjazmem rozrywają kawał słoniny. Dziobki małe, ale krzepe mają. Od razu wizualizuje sobie Hitchcockowskie sceny.

* * *

Kto ma dobry przepis na polewę czekoladową, taką old-fashioned, gotowaną w rondelku, z kakao? (Żadne tam rozpuszczane czekolady, to nie ten smak).





clean

Swego czasu odkryłam stemple do toalety i od tamtej pory, jak robię zakupy chemii gospodarczej to mam poczucie, że przysłoniły mi one cały świat. Żelowe paski, naklejki, stempelki w różnych kolorach i aplikowane za pomocą różnych urządzeń. Obecnie sprzątanie łazienki to niejako zadanie Włóczykija, ale przypomniałam sobie, jakie pokłady entuzjazmu we mnie gościły, gdy postanowiłam korzystać z tych wynalazków.

Mycie toalety, nigdy nie sprawiało mi przyjemności. Nie mniej jednak na początku biegałam odwiedzać stemple dość regularnie. Ostatnim razem byłam tak podekscytowana, kiedy płyn do czyszczenia ceramiki zmienił kolor w zetknięciu z wodą, albo gdy kiedyś wybuchły mi granulki do przetykania rur. 

Mam dziwne wrażenie, że podniecają mnie dość proste rzeczy: drukarka do etykietek, odkurzacz samochodowy, łyżka z wbudowaną wagą...Czym byłoby również moje życie, gdyby nie chemia gospodarcza?   

A na koniec zagadka: jak myślicie, jak skończy się wypowiedź mężczyzny (hipotetycznego, naturalnie) do swojej kobiety "pora ograniczyć konsumpcjonizm" ?




Miasto kłamstw

Nikt nie jest jednoznacznie dobry, ani zły. Nic nie jest czarno-białe - zarówno na poziomie zwykłych jednostek, jak i ogólnokrajowym. Niby błahe, ale przykład Iranu dobitnie to pokazuje.


at work

G.: …i taki prześmiewczy kawał opowiedział! Słuchajcie: facet złapał złotą rybkę, a rybka mu oczywiście, że wypuść, a ona trzy życzenia. Facet na to, ze on nic nie potrzebuje. Rybka się targuje: A domu nie chcesz?… a pieniądze?… No wymyśl coś, ja naprawdę dla Ciebie wszystko! Facet podrapał się po głowie i mówi – dobra, to ja chcę, żeby było tak, że mam orgazm jednocześnie z moja żoną! Rybka na to – dobra, załatwione! I słuchaj, facet zanim dopłynął do brzegu, to miał dwa orgazmy!
J.: dopłynął do brzegu? Nie mówiłeś, że on gdzieś płynął.
G.: No, wypłynął przecież na jezioro! A jak się według Ciebie ryby łapie?
J.: Mówiłeś, że złapał rybę, a ryby można łapać z brzegu. Nie trzeba od razu wypływać. Sama widziałam. A tak jak opowiedziałeś to nie ma sensu.
G.: jesoooo… No to dobrze – W DRODZE DO DOMU miał dwa orgazmy.
J.: Spaliłeś już puentę. I nie bardzo wychodzi Ci opowiadanie dowcipów.
G.: Czy ty musisz być taka safanduła?

KTO?! ŻE NIBY JA?!

A co robicie w sylwestra? Mi Szklarska wypada w tym roku. No raz człowiekowi wypada plomba, raz fleczek, a raz Szklarska Poręba. Jeszcze do niedawna miał być Ciechocinek...<nie pytajcie>



Mr.

Robiłyśmy w pracy porządki. Jakoś tak nie było chwilowo nic ciekawszego do roboty. Mamy taki sekretarzyk, co to służy nam za spiżarkę. Jest mała, czteroszufladowa, więc pomyślałam, że pójdzie szybko. Znalazłam pudełko muesli. Nie wiem czyje. Nikt się nie przyznaje i nikt nie pamięta. Przyczajone było w rogu szafki, teoretycznie szczelnie zamknięte. Zaglądam.., a tak wszystkie sezony "Było sobie życie". Egzorcyzmy odprawiłam, roztoczyłam współpracownicom czarną wizję cholery, jaka nad nami wizji i zdecydowałam oddać część wysypanych płatków gołębiom, co to nam gruchają tak radośnie w ciągu dnia. Kto, jak kto, ale one mogą przestudiować stadium rozwoju owada.

Z serii przypominajki
On.: czemu mi się tak przyglądasz?
Ona.: bo jesteś wyjątkowy?
On.: jak trufla?
Ona.: istny rarytas
On.: jestem pomarszczony i chcą mnie głównie świnie?

No i jak tu takiemu prawić komplementy?

Przedstawiam również naszą twórczą wersję prototypu mężczyzny idealnego. Zwróćcie uwagę na jego duże usta i ręce..tudzież rękawice do sprzątania.


economy

Dałam drugą szansę moim botkom. Trzeba dawać drugie szanse, oprócz facetom, którzy nas zdradzili. Nie powiem, żeby było jakoś dużo lepiej - z butami. Jak chodzę to bolą mnie owszem stopi i pięta, ale jak już siedzę to głowa. Interesting...

Ale nie o tym miało być, a o lekturze. Ekonomia miłości. Szczęście w związku a zmywanie naczyń. Tą pozycję wręcz pochłonęłam. Włóczykijowi idzie nieco gorzej. Zatrzymał się na rozdziale z seksem i liczy chyba, że tyle wystarczy. Niechby mój facet był najukochańszy na świecie i motylki wylatywały mi nosem, to niestety naczynia się same nie umyją. Natomiast fakt, że boli mnie głowa, czy jestem przed okresem, nijak ma się do naszego - stwierdzonego - syndromu męczennicy i sprzątania mieszkania, do upadłego. Ochota na seks jako krzywa podaży i popytu? Przejrzystość rynku, a problemy z komunikacją? Teoria przewagi komparatywnej jako środek na podział obowiązków? Nie żebym ukończyła rachunkowość i finanse, co to, to nie. Książka nie jest naukowo opętana, ani nie jest po aramejsku, więc na luzie możecie się za nią brać.



Oooo i tutaj idealnie wpasuje się przerywnik kulturalny, napotkany ostatnio w prasie

Radio Wawa, audycja on-air:
- Nazywam się Waldek. Chciałem Was prosić, żebyście puścili dla mojej żony która właśnie się ze mną rozwiodła jakąś piosenkę na pożegnanie.
- Przykro nam z tego powodu, jaka to ma być piosenka?
- Nie za często słucham radia więc nie bardzo się orientuję w dzisiejszych wykonawcach. Dobrze byłoby, żeby w tekście znalazły się słowa w rodzaju „a idź w pizdu głupia s*** razem ze swoją pierdolniętą mamusią”.











let it snow

Sen miałam kosmicznie straszny ("Obcy ostatnie starcie" to przy moich Pszczółka Maja), ale najgorsza to już była pobudka. Zdrętwiała mi ręka, serce walki po tej nocnej masakrze. Oho - myślę - będę miała zawał. Czytałam gdzieś, że tak to się objawia. No to leże i czekam. Czekam, czekam, głównie na to, aż Włóczykij się zorientuje, że nie wstaje. I nic. To wstałam.

Wyszłam na dwór, a tam jeszcze gorzej. Wiedziałam, że ten dzień nadejdzie. No śnieg padał. Pojedyncze płateczki, ale niezaprzeczalnie. #%#^$&.Ja wiem, myślicie sobie pewnie " a co ona się tak dziwi?". Nie wiem, jakoś tak chyba miałam cichą nadzieję, że tegoroczna zima pójdzie bokiem. A do tego robię plik w folderze "grudzień". Co to kurde ma znaczyć? Dopiero co styczeń był. Gdzie ten rok się podział? I gdzie ja wtedy byłam?! Aczkolwiek wydaje mi się, że wiem gdzie ten rok jest. Rok temu zamieszkałam z Włóczykijem. Obiady, więc zaczęłam gotować, bo żywić się jogurtami to już nie wypada. Gdybym zmierzyła obwód siebie dziś i sprzed dwunastu miesięcy i wykonała proste działanie matematyczne to ON BY TAM BYŁ. TEN ROK. CHOLERA.

No nie wiem, mnie tam dzisiaj należy obchodzić po okręgu, bo moje iczingi z fengszujami nie są kompatybilne i mogę być w efekcie nieprzyjemna.



memo



W ostatnich dniach dowiedziałam się dwóch rzeczy, że a) dobrze byłoby posiadać taki przycisk w mózgu tzw. napadowy uruchamiający pamięć mechaniczną  b) mój piesek jest w żywieniu mądrzejszy ode mnie.

Z tą pamięcią to jest tak, że jeśli z kimś rozmawiam to robię szybki przerywnik (często nie na temat) słowami „czekaj, czekaj, bo muszę Ci coś powiedzieć”. Inaczej zapomnę.  Jeśli już coś sobie przypomnę albo wymyślę to muszę to natychmiast uzewnętrznić, ewentualnie zapisać. W przeciwnym wypadku ta wiedza  przepadnie. Chociaż myślę tak teraz, że z tym zapisywaniem to też mam problem. Nawet jak zapiszę to istnieje groźba, że zapomnę, gdzie to zapisałam lub, że w ogóle coś notowałam. Włóczykijowi wiecznie coś chowam – nazywam to „misja sprzątanie” – problem w tym, że nikt nigdy nie wie, gdzie to jest. Podobno wiewiórki mają podobnie, jak zaczynają chować orzechy na zimę. Kochane stworzenia. 

Takim sposobem zostałam oskarżona ostatnio o schowanie zimowych ubrań, zapewne w otchłani piekieł, bo słowo daje...NIGDZIE TEGO NIE MA. No mówiłam..przepada. Powinnam mieć chyba na tę moją dolegliwość, jakie zaświadczenie lekarskie. Jest to ważne, bo gdybym szła na jakiś ślub to ksiądz winien mówić „kto zna powód dla którego małżeństwo nie może być zawarte, niech powie teraz lub zamilknie na wieki. Za wyjątkiem Pani z tyłu, która ma przycisk napadowy z pamięcią mechaniczną". Gorzej by było, gdyby mi się coś istotnego przypomniało pod koniec wesela, albo po drugim potomku młodych. Aczkolwiek tutaj jest szansa, że już się sobą nacieszyli dostatecznie mocno.

Co do mojego bardzo gourmet pieska to okazało się, że po boleściach żołądkowych odmawia pysznego jedzonka, na rzecz suchych wafli. I tylko wafli. Bez dodatków, serków czy psich przekąsek. Muszę zabrać ją do restauracji i zamówić: Dla pieska będzie suchy wafel z pestkami dyni. Dla mnie wszystko jedno.

Drugi z kolei nawet jeśli źle się czuje to na widok wszystkiego co i można zjeść dostaje OCZU. Chyba wszyscy wiemy, co oznacza, gdy pies zamienia się nagle w PARĘ OCZU, jak tylko pojawia się jakiś smakowity kąsek. 

Ale ten mróz to jakieś jaja są. Pożartowaliśmy sobie, było śmiesznie, a teraz ma być plus dziesięć.


sushi

Gejsze to dość popularny temat. Najpierw film "Wyznania gejszy", a potem to już nawyrastało ich w księgarniach, jak pieczarek. Całkiem, jak kiedyś z Bridget Jones. Wprawdzie oglądałam i czytałam te wyznania, ale ostatnio natrafiłam na kilka fajnych reportaży, że to już nie to samo co kiedyś. Gejsze się ponoć zdewaluowały, odkąd japońska mafia życzy sobie serwować sushi na ich gołych ciałach.Ponoć gejsze są nadal w modzie, chociaż teraz bardziej jako skansen.

Czy fucha takiej gejszy to rzeczywiście coś złego? Mówi się o sporych wyrzeczeniach i wielkiego poświecenia dla kariery gejszy, która kosztuje japońską dziewczynkę niemal całe dzieciństwo. Trzeba przecież wdrażać origami, szarpać struny i jeść sashimi w taki sposób, aby nie dotknąć rybą pomalowanych ust. Tylko czy nade mną ktoś się lituje, że najpierw przez sześć lat popylałam do podstawówki, a po lekcjach do muzycznej, ażeby później ścieżka edukacyjna rozwinęła się jeszcze huczniej?

Wyobrażam sobie, że wstaje rano, aby trzy dziewki służebne owijały mnie po kolei w koszule, kimono i obi. Następnie przyodzieją mą głowę w kok. Później - seans lektury i zielonej herbaty. Następnie Włóczykij wracałby z pracy, a ja witałaby go w progu głębokim ukłonem i czarką sake. Drepcząc na koturnach, prowadziłabym go do salonu, gdzie zasiadalibyśmy do kolacji (przygotowaną przez kucharkę, bo przecież gejsze NIE GOTUJĄ). W ramach rozrywki mogłabym złożyć ptaszka origami, albo wyrecytować haiku, przygrywając na cytrze. Według woli mogłabym też zatańczyć z wachlarzem. Nawet z dwoma. Po kolacji partyjka mahjonga. Mogę pograć nawet sama ze sobą, jeśli Włóczykij zechce oglądać jakieś Tokio Drift czy inne harakiri. 

Musiałabym się tylko jednak podszkolić z tego origami, bo  na razie to ja umiem tylko czapeczkę zrobić lub niebo-piekło.


Smacznego:-)


the lunchbox

Kino wyjątkowo kameralne, nasączone rodzimą kulturą i pozbawione typowo bollywoodzkiego tańca i śpiewu. Losy bohaterów emanują samotnością i brakiem ogólnie pojętego szczęścia. A mimo to warto obejrzeć, jako remedium na zimową chandrę.


dream

Jak sobie pomyślę, że przed nami grudzień z ewentualnym śniegiem, ślizgawicą, mrozem i ubywającymi pieniędzmi na skutek świąt i urodzin wszelakich to mi się chce wyć i jeść tynk ze ściany. LUDZIE, PÓŁ ROKU ZIMY. 

Widziałam ostatnio mądre zdanie, którego będę się trzymać "ja nie narzekam. Ja się pozbywam negatywnych myśli przez usta". A wiadomym jest, że o higienę psychiki należy dbać!

Codziennie, zadaję sobie pytanie: DLACZEGO?!
Dlaczego my jeszcze nie mieszkamy na Kanarach czy Malediwach. On chodziłby do pracy w oczyszczalni ścieków, a ja miałabym zmianę przedpołudniową w barze na plaży. Cały rok w japonkach i szortach. Po obiedzie kąpiel w ocenie i wino. A kilka razy w roku udział w rytualnym wypuszczaniu nowo wyklutych żółwi do wód oceanu. Fakt, faktem chałupę trzeba byłoby kupić większą, żeby mieli gdzie spać rodacy, którzy by nas odwiedzali. Przywoziliby dodatkowo kiszone ogórki no i może śledzie. Och pięknie by było.