all

Od co najmniej trzech miesięcy powtarzam sobie, że muszę przeprowadzić się do nowego telefonu. Notorycznie to odwlekam, bo nie jest on taki stary a ja przywiązuje się jak stary kundel. Niestety gniazdo do ładowarki się rozlazło i podłączanie trwa coraz dłużej (sama ładowarka też się zepsuła i muszę żebrać przed T. aby użyczył mi swojej). Któregoś dnia po prostu rzucę telefonem o ścianę i problem rozwiąże się niemal sam. 

A w związku z przestojem w odcinkach "Chirurgów", zaprzyjaźniłam się z serialem "Downtown Abbey". Myślałam, że może być dość sztywno, ale nie. O nie! Już w drugim odcinku mamy nieżywego kochanka w łóżku mocno arystokratycznej panienki i uroczą teściową z tekstem "wie o tym ambasador Turcji, ale nie możemy go otruć, I SUPPOSE....". Teściowie to bardzo wdzięczny materiał dla scenarzystów, odwrotnie niż w życiu.

W międzyczasie pakowanie prezentów. To chyba najlepsza cześć świąt.



xmas

A wczoraj w sklepie byłam świadkiem pięknej, przedświątecznej scenki rodzajowej, która skurczyła mój zalążek instynktu macierzyńskiego. Mianowicie na szczycie schodów stała sobie blond dziewczynka, w wieku lat pięciu - a obok jej mama. Dziewczynka była CZERWONA NICZYM SZATAN, miała zaciśnięte oczy, wyszczerzone zęby i emitowała z siebie coś w rodzaju ryku połączonego z wyciem. Nie wiem dokładnie, o co poszło - jelonka Bambi czy "Barbie jedzie na wakacje" - matka z uporem próbowała jej coś wytłumaczyć, ale na moje oko bez egzorcyzmów nie było szans na nawiązanie kontaktu. Doprawdy, dzieciństwo to taki MAGICZNY OKRES W ŻYCIU CZŁOWIEKA.

W Pepco nie było na szczęście za dużo dzieci. Za to wśród zabawek i ciuszków uwijali się spoceni rodzice, uprawiając w drodze do kasy wyliczankę: "Syrenka była w zeszłym roku, Barbie baletnice kupuje babcia, Konika do Barbie ma kupić Helena. Nie ma wyjścia zostaje samochód Barbie. A może ta Barbie Zombie?".

Ja przestaje się dziwić rodzicom, że zostawiają swoje pociechy na 14 dni i nocy w całodobowym przedszkolu lub wysyłają je na zimowiska, kolonie, obozy, zielone szkoły, bo rzekomo pracują lub wygrali wycieczkę na dwóch osób. Ja się tylko dziwie, że po nie w ogóle WRACAJĄ aby je zabrać. Oczywiście dobrze, że zostają bez rodziców na 14 dni a nie czteroletni wyjazd mamy i taty na placówkę.    

PS. Podczas tworzenia tegorocznej choinki okazało się, że mrówki przeprowadziły szturm na mój salon ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz?



A tak wyglądała w tak zwanym międzyczasie. 








akwarium

Oddany należycie klimat spiskowo-szpiegowski. Czysty, surowy przekaz. Pomimo napiętej akcji, narracja jest niezwykle spokojna. 

"Rubel za wejście, dwa za wyjście. To znaczy, że wstąpić do organizacji jest trudno, ale znacznie trudniej ją opuścić. Teoretycznie dla wszystkich jej członków przewidziano tylko jedno wyjście: przez komin. Dla jednych z najwyższymi honorami, dla innych hańbiące, ale komin jest jeden."


name

Dostałyśmy w pracy nowe kalendarze. Największa frajdą są imieniny - Teofila, Bonawentury, Teodozjusza i Chryzogona. 

"Kochanie, jak będziemy mieli synka to koniecznie Chryzogon", "A gdyby była córka? No to może Rufina? albo Wszemiła!" Piękne, staropolskie imiona, ale proszę o pierwszą odpowiedź jaka się nasuwa dla KOGO ona taka miła?

W pracy ostatnio przewinęła mi się "WIRGINIA" z bardzo psim nazwiskiem - owczarek, czy jamnik. W takiej sytuacji nie wiem już co lepsze - Wszemiła, czy Wirginia. Jestem przekonana, że gdybym mieszkała w starym, pięknym wiktoriańskim domu w Kalifornii to wybrałabym Wirginie.
Rodzice to lubią tak na starcie dziecko wyposażyć w jakąś Izaurę czy Rodryga. Masz dziecko i baw się dobrze z Chryzogonem na liście obecności w podstawówce. Na pewno jak dorośniesz to zrozumiesz, że to dla Twego dobra było.

Wiem, co mówię. Walczyłam przez dziesięć lat edukacji z otaczającym mnie światem, dziwiąc się jednocześnie swym rodzicom, że od początku mego życia postanowi mnie zmierzyć z ludzką krytyką. 

Polecam
Jessica Wu. 



o tym, że ..

Humoru po weekendzie za dobrego nie mam, albowiem koleżanka postanowiła się obrazić, nie mówiąc nikomu co jest tego powodem. Tak więc mina z serii "czy my się znamy? .. bo nie przypuszczam" zdominowała wyjazd. 

No więc przyszłam do pracy, żeby odpocząć i co? I nie wyjdzie, bo niemal każdy - czy to z pracy czy z rodziny - ma w tym tygodniu jakiś bliżej nieokreślony problem. Człowiek stara się coś robić w dobrej wierze a i tak musi się nasłuchać, jaki jest niedobry. Co oczywiście powoduje, że ma się ochotę wejść pod stół i wyć. 

Idę chyba poszukać jakiegoś fajnego wątku na forum, najlepiej z awantura w tle. 





















about

Z ciuchów jestem w stanie kupić komuś chyba tylko piżamę. Siostrzenica T. miała dostać sukienkę ale złośliwi producenci odzieży dziecięcej raz stosują wiek, raz wzrost, a raz coś co nie wiadomo czym jest i znane jest chyba tylko matkom. Słowo daję, że nawet jeśli stosowałabym metodę ekstrapolacji, zakładając przyrost roczny i zaczynając swe obliczenia od ów siostrzenicy to i tak kupiłabym kieckę dwa razy za dużą. W końcu nie wszystkie pięcioletnie dziewczynki mają tyle samo wzrostu. Dostanie łyżwy. 

Prawdę powiedziawszy, od niemal dwóch lat moda damska w ogóle mnie nie porywa. W szczególności sukienki. Często nawet te wiszące na manekinach odznaczają im brzuch. MANEKINOM, rozumiecie? Tym bardziej, nie wiem jak to miałby dobrze wyglądać na ludzkiej istocie. I o co chodzi, że coraz więcej ubrań ma sobie poliester?! Człowiek wygląda w tym jak Sophie w "Dwóch spłukanych dziewczynach". Zdecydowanie wole zwisające wszędzie oversize.

Z innych spostrzeżeń to urlop w grudniu szykuje mi się pod znakiem pieczenia pierników, sprzątania przedświątecznego i pochłaniania książek. Dni do urlopu: cztery. Zakupione książki:10. Gdyby ktoś z Was też planował poczytać to polecam akcję rozdawania ebooków o TU.

Tyle w temacie.


hm

Z prezentami dla mnie nie jest łatwo - jak wiadomo - jestem zodiakalnym Bliźniakiem i miewam przez to rozdwojenie jaźni. Zapewne dlatego na Mikołaja dostałam wegańskie książki kucharskie i mięso.

Aż się muszę pozbierać do kupy po tym wszystkim.
Siedzę od rana taka natchniona, dłubię w danych i rozmyślam.
Hm.


Już po śniadaniu.
Jarmuż, kiwi, sok jabłkowy.




monday

Miałam napisać coś wzniosłego ideologicznie, ale od rana jest mi zimno i drapie mnie w gardle. Nie wiem czy mnie zawiało, no bo gdzie skoro przez ostatnie dwa dni głównie w domu siedziałam. I w ogóle jestem taka dziś niezdecydowana w kwestii nastroju. Nie wiem, czy bardziej wolałabym się rozpłakać, czy komuś dać w gębę. Nie wiem, zastanawiam się jeszcze. Dlaczego człowiek nie może zapaść w sen zimowy i obudzić się na początku marca? Najlepiej szczupły i z pięknymi mięśniami?






all I want for christmas

Bieganina przedświąteczna jest nie dla mnie. Stresuje mnie. W tym roku wszystko zostało zorganizowane wcześniej. Tylko liczba pokoi zarezerwowanych na sylwestra wynosi ZERO.

Wprawdzie nie biegam po sklepach za majonezem kieleckim i nie wycinam z "Tiny" przepisów na kluski z makiem ale pewnie przedsięwzięcia zostały poczynione. Choinka też już prawie gotowa. Z patyków i gałęzi. Pobiega się tylko za jakimiś pachnącymi i kolorowymi pierdółkami.

Sprzątanie też w toku. Mam chwile, kiedy uważam, że jedna izba dla całej rodziny, klepisko i piec pośrodku chałupy to nie było takie głupie rozwiązanie. A staropolski przepis na przedświąteczne porządki? Wino, bacik i sześć dziewek służebnych. Jaka szkoda, że tak nie dam rady. 

Czas na przeszukiwanie wegańskich przepisów na święta. Jakieś pomysły?




café de flore

Ponadczasowa miłość. Braterstwo dusz. Obietnice, ideały i przyrzeczenia. Melancholijne, francuskie brzmienia Sophie Hunger. Rytmiczna, kołysząca Elisapie Isaac oraz Pink Floyd. Muzyka cudownie spojona z fabułą.  






december

Jeśli chodzi o Boże Narodzenie to w zasadzie jestem prezentowo zaspokojona. W ostatnim czasie dostaje mnóstwo paczek, że zaczynam się z kurierami pojednawczo pozdrawiać. Co prawda sama je zamówiłam i opłaciłam, więc wykluczony zostaje element zaskoczenia (dodatkowo zawartość przeznaczona jest dla kogoś innego) ale i tak przyjemnym uczuciem jest fakt otrzymania paczki. Może powinnam pracować w zaopatrzeniu? To jaki kolejny punkt przygotowań?



  








introducing

Melduje posłusznie, że rodzinka mi się powiększyła. 
Kejsi.

Wraz z rodzeństwem odebrano ją interwencyjnie. Jest maleńka i strasznie żarta. Miskę jedzenia połyka na jednym wdechu. Strasznie mnie plecy bolą, gdy się nią zajmuję. Wszak śpiący nam na brzuchu szczeniak to ogromna odpowiedzialność i powinno się siedzieć w całkowitym bezruchu. I w ogóle to dziękuję TOZ-towi, że nam Kejsi zwiastowali.




walk

Nie wiem, jak u Was ale u mnie niedziela minęła pod znakiem flaneli, skarpetek, herbaty i książek. 
Spacer z psami był, a i owszem. Zmarzłyśmy. Zwłaszcza ja i Effie. Na drugi raz, gdy ktoś zaproponuje mi spacer w zimie, po ciemku i w deszczu to siorbnę herbatę, poprawie dresy i opowiem to Effie. Też się uśmieje dziewczyna. 

Ustaliłam z nią wieczorową porą, że na spacer wybierzemy się w okolicach czerwca. 



dinner

Ugotuje obiad a Ty sobie usiądź i odpocznij. Od tych słów robi mi się słabo.
Właściwie mogłabym się położyć ale grad pytań:
"myślisz, że bardziej podsmażyć te warzywa?",
"zobacz wrzucać już ta kaszę, czy za chwilę?",
"a czym można to przyprawić?",
"mogłabyś dać mi liść laurowy?",
"a co to jest? wiesz, że mamy dwie paczki?"
"ile tego wrzucić? wszystko?"
"myślisz, że zmieści się?"
"gdzie jest pokrywka od garnka?"

Nie stanowi to problemu. Problemem jest moja wizualizacja blatu i tego, jak będzie wyglądał po tym, jak mój ukochany dokona kulinarnego przełomu jednogarnkowego dania. Wolałabym aby T. pichcił jak nie ma mnie w domu, bo ja widzę jego kulinarny zapał to mam ochotę wyjechać. Najlepiej na miesiąc. 

ale pęczotto buraczane, pycha. Nie ma się do czego doczepić.


night

Nie lubię jak T. wychodzi na pół nocy, a już tym bardziej jak gdzieś wyjeżdża. W ciągu dnia jest spokojnie, nikt nie robi bałaganu, nie muszę gotować ale śpi się fatalnie. I tak na przykład w przyszłym tygodniu T. wybiera się na koncert i męski wieczór, a już wiem, że mam noc z głowy. Zawsze, ale to zawsze budzę się wtedy o 2 nocy z jakiegoś przerażającego snu. A gdy słyszę nocne mlaskanie i siorbanie dobiegające z kuchni to nie pomyślę, że to Effie czy Tara zechciały dokończyć obiad. To chyba oczywiste, że głodne zombie włamały mi się do domu i najpierw wyjedzą psią karmę po czym ruszą do sypialni po mnie i psy. 



jeden dzień

Czasami naprawdę chciałam odłożyć tą książkę - tak bardzo denerwowali mnie główni bohaterowie. A jednak pochłonęła mnie świetnymi dialogami i sarkastycznym poczuciem humoru.



monday

Wczoraj przytrafiła mi się klasyczna poniedziałkowa dziura. Niby nic a cały dzień przerąbany. 

Przede wszystkim od tej pogody moja głowa przypomina elektrownie w Fukushimie. Raz jest w miarę ciepło i chce mi się spać, a za chwile z zimna widzę fioletowe plamy. Kiedy wiać przestanie? 

No więc, NAJPIERW nie mogłam się dodzwonić do przychodni przez niemal czterdzieści minut, a gdy już udało mi się zarejestrować to obsuwa u lekarza oscylowała między półtora a dwoma godzinami. Nim człowiek wejdzie do lekarza to zdąży się z kimś zaprzyjaźnić. A w dodatku lekarka okazała się być nieprzystosowana do zawodu, bowiem każde pytanie kwitowała, że jest tylko internistą i nie jest mną, więc nie wie czy dalej powinnam przyjmować wskazane leki. Niech ich  tam wszystkich larwy chruścika zeżrą. Następnie okazało się, że po jednym, jedynym spotkaniu zaplanowanym na ten dzień pora iść spać i nie zrobiłam nic konstruktywnego oprócz kolacji. 

Wzięłam i skończyłam książkę z tych nerwów. Dobrze, że zapas gazet mam, bo wtorek może nie być lepszy. 



breakfast

Miałam w ostatnim czasie do przetestowania płatki śniadaniowe Nestle Cherios Oats. Zbiegło się to z moim wewnętrznym przeświadczeniem, że na śniadanie jem ciągle to samo. Tylko, że nawet jeśli wybór jest skromniejszy, to niech mi ktoś powie, ile różnych śniadań jada w miesiącu? Tak, żeby się za często nie powtarzało. Ja osobiście pasuje (w koszu na śmieci można znaleźć puste pudełko po serku wiejskim, trzecie w przeciągu 5 dni). 

Nie lubię zimowej diety śniadaniowej. Tęsknie za kanapką z pomidorem malinowym, zerwanym prosto z krzaka i jeszcze ciepłym od słońca i pachnącą łodygą. Informują również naokoło, że sezon na płatki także się skończył i choć w dzieciństwie nie lubiłam kaszki i owsianki to musiałam dokarmiać się całymi jej talerzami. Teraz, gdy serwuje mi ktoś płatki owsiane z rodzynkami i owocami - jak się nie zakochać? 
























life is life

Ostatnio miałam mieszane uczucia co do swej roli w związku. Z jednej strony słomiana wdowa a z drugiej główna bohaterka w "Innych". I tak wiem, T. ostatnio dużo pracował i niczym wojownik wracał po ciężkim dniu a ja mu dupę trułam jakąś babską paplaniną i durnymi pytaniami. Tylko ten równoległy byt w którym T. egzystuje czasem niebezpiecznie się przeciąga - owszem mieszka ze mną i chyba nawet wyczuwa moją obecność. A przynajmniej zdaje sobie sprawę z tego, że COŚ krąży i gada. Niestety nie reaguje szybko i nie nawiązuje kontaktu, a przynajmniej dzieje się to dość rzadko. Wieczorami gadałam w zasadzie tylko ja, chyba, że spałam. A na dwadzieścia zadanych pytań, dostaje góra trzy odpowiedzi. 

Możecie oczywiście powiedzieć, że to typowe dla kobiet, że cały czas brzęczą jak zepsuta jarzeniówka i dwa miesiące nauczyły mnie aby nie zadawać pytań otwartych pod tytułem "no i co Ty o tym myślisz?". Tylko jak już raz od wielkiego dzwonu zapytam "czy chce herbatę?" to czekam na tą ledwo wykrztuszoną monosylabę dobre 5 minut z czajnikiem w ręku i nerwem na twarzy. Oczywiście są dni gdy mam więcej chęci czekać i się dopytywać to korzystam z social mediów. Nie ma to jak dobry messenger. Reakcja gwarantowana. Wirtualna of kors. Przez chwilę rozważałam kupienie tablicy Ouija, bo może szybciej pójdzie w ogólnym rozrachunku. Człowiek nawet gdyby nago przeszedł to pozostałoby to bez odzewu. Duchem jestem? Wydaje mi się, że inni ludzie mnie słyszą, ale może ich sobie wymyśliłam. Sama nie wiem. 






now

Chora jestem i gardło mnie boli. To wszystko przez to, że wyszłam w zeszłym tygodniu z domu do ludzi. Niestety, najwidoczniej wytworzyła mi się dość cienka granica spotykania maksymalnie czterech żywych ludzi na tydzień (wliczając subiektów w sklepie). W przeciwnym wypadku mój organizm się ewidentnie buntuje. Wieść o większej liczbie osób make me sick. Co zrobisz? Nic nie zrobisz. 


rosół też może być wege

argo

Lubie takie historie. Chociaż to tylko jedna strona medalu. 


autumn

Astronomiczna jesień to jedno, a to co za oknem to drugie. Nie mnie jednak w urzędzie zaczęli grzać. W Biedronce pojawiły się znicze i sztuczne kwiaty. W Lidlu pobili się ponoć o kurtki..ach te współczesne atrybuty jesieni. 

Kiedyś spotkałam się z opinią, że jak psy i koty dużą jesienią zaczynają jeść i szukają ciepłego to będzie zapewne ostra zima. Otóż informuje, że moje psy szukają ciepłego, zwłaszcza Ruda zaczęła pochrapywać pod kołdrą, bo Effie to rozpłaszcza się na dywanach na wszystkie strony świata. Co do jedzenia to niezmiennie żrą jak stonki ziemniaczki, przy czym mają już figurę wypukłego borsuka. Nie podoba mi się to, bo nie akceptuje mrozów. Wolę mieć zimę taką jak poprzednia, nawet kosztem szarzyzny, chlapy i braku śniegu.






step by step

Chyba już kiedyś wspominałam, że nie czuje się na swój wiek. Tylko, że ostatnio mam problem z określeniem na ile to ja się czuje. Jak mnie plecy rypią to mam poczucie, że jestem nad wyraz stara ale na przykład nie na tyle aby rzucić w cholerę ten etat. Nie dojrzałam jeszcze, żeby stwierdzić, że na takim etacie jak moim to się netto traci, a nie zyskuje. Powoli jednak dociera, że traci się przez to to co w życiu najważniejsze. Czyli czas na głupoty. Kiedy on będzie? Nie miałam takiego okresu, gdy byłam nastolatką, a jeśli tak to trwał niezmiernie krótko. A ja chciałabym mieć czas, który można super fajnie wykorzystać w inny sposób. Choćbym miała siedzieć na tarasie tawerny w Boliwii, machać nóżką i pić kawkę..pisać maile do przyjaciółek, robić wege wymyślne kolacje, pasać owce, zacząć czytać kryminały...

Tymczasem, zakończenie doktoratu wiązało się z utratą przywilejów ulgowych. I tak po raz pierwszy w życiu, w wieku 28 lat kupiłam normalny bilet na komunikację miejską. Czy muszę też kupić dorosłą piżamę, bez kotków w okularach i psich łapek na spodniach?










szczęśliwe dni

Nasze życie jest tylko i wyłącznie naszym życiem. To my decydujemy, jak ono wygląda i do nas należy decyzja, którą drogą podążyć, gdy znajdziemy się na ich rozstajach. 

* Przez całe moje życie powoli umierałem * 


long time

Trochę czasu minęło. Pomyślmy co u mnie. Chyba doprawdy nic spektakularnego. Żadnych skandali, rozwodów. Na wakacjach byłam, długich. Przerwę w pracy miałam jeszcze dłużą, bowiem zaraz po urlopie mój organizm postanowił mnie przeczołgać zapaleniem wirusowym. O wakacjach już niemal zapomniałam.  Tak szybko mijają. Zdałam sobie przez ten okres, że wegetarianizm jest zjawiskiem abstrakcyjnym i wnoszącym popłoch. Trzy tygodniowa podróż po wschodzie Polski, Mazurach i Mierzei to dużo, aby w to uwierzyć.

 
 


 

Mieszkając w dużym mieście i otaczając się ludźmi dietetycznie mi pokrewnymi nie nabrałam na podróż zapasów. Założenie było proste – próbować kuchni regionalnej, wszak potrawa bezmięsna na pewno się znajdzie. I tu pojawiły się schody - kręte i długie. Ciężko się nacieszyć wyjazdem jeśli przez większość czasu szuka się pożywienia. Przesadzam? Jak długo jesteście w stanie jeść pierogi ruskie i pizze, przekąszając kluskami śląskimi ale bez sosiku, bowiem mięsny lub na mięsie? No to może makaron, chociaż? Prawda jest taka, że makarony jest to jakaś moja mała miłość, zwłaszcza, że Sophia Loren deklaruje, że swoją figurę zawdzięcza makaronom. Audrey Hepburn codziennie jadła makaron, więc może każdy winien wyciągnąć jakieś wnioski… Ale umówmy się trzy posiłki dziennie przez trzy tygodnie to dostatecznie długo aby zniechęcić się do dań mącznych. Lato było! Chciałam wymyślnych sałatek, czegoś lekkiego, finezyjnego!




Brak wydzielonych sekcji dań wegetariańskich w menu restauracji było pierwszym sygnałem, że będzie konflikt interesów. Wertowanie listy dań stało się wyzwaniem (posiłki bezmięsne znajdywały się w sekcji „dodatki” no to przecież logiczne, że mogę jeść ryż), tak samo jak przepytywanie kelnerów. Dzięki temu człowiek wiele dowiaduje się o sobie. Nie jestem hejterką, wbrew temu co ktoś może pomyśleć. Chciałam po prostu zjeść coś zdrowego, bogatego w sezonowe warzywa, owoce. O tofu, ciecierzycy przestałam już nawet marzyć. O zgrozo pojawiały się miejsca, które pomimo określenia „wegetariańskie” takowymi nie były, bowiem elementy potrawy smażone były na gęsim tłuszczu. W trzecim tygodniu podróży pojawił się dodatkowy element, który wpływał na wybór lokalu. Dołączyła do nas Tara. Wegetarianka w podróży z psem – powinno to być nazwą kursu surwiwalowego. Pamiętam miejsce, które podczas Mazurskiej podróży reklamowało się, jakie przyjazne zwierzętom. Ku naszemu zaskoczeniu ściany tego miejsca były obwieszone głowami dzików, saren i innych leśnych zwierzyn. W menu była jedna pozycja wegańska, która nie była serwowana przez kuchnię, a kelnerka szukając pomysłu na danie bezmięsne (inne jak pierogi ruskie) zapytała czy szynka też musi zostać wykluczona. Po powrocie do domu rzuciłam się na rukole i ciecierzyce jak wyposzczona emigrantka i postanowiłam zabierać ze sobą duże zapasy i koc aby móc zjeść na świeżym powietrzu – nawet jeśli miałabym przegryzać surową marchewkę.
























time

Zmęczona jestem jak pies. Porządny urlop zaczyna się od soboty.
I co z tego się pytam, skoro świergocząca, czarna małpa z sekretariatu Wszechwładnego oznajmia radosnym tonem "w razie czego będziemy dzwonić" (wiwaty, konfetti i czapeczki w gwiazdeczki).

NO NIEEE! Myśląc o przygodzie wakacyjnej nie miałam na myśli, buszowania po górkach z dyrektorem na linii. Staram się, naprawdę się staram być tolerancyjna i dużo zrozumieć. Inaczej człowieka zjadają jakieś stresory zewnętrzne. ALE! Ale...nie mogę stracić czujności rewolucyjnej. Osobiście, okresowo wysłałabym całe te moje towarzystwo na skoszarowanie. Takie zarządzanie bym wprowadziła. Napływ nowych kompetencji korzystniej wpłynie na wizerunek niewiast w administracji publicznie, aniżeli plotkowanie w korytarzu.

A skoro już przy rozwoju wyobraźni jesteśmy to miałam w ostatnim czasie sporo zastrzyków kultury. Wielorakiej. Z różnym skutkiem.

Popatrzyłam sobie i było przyjemnie. Kolejek do galerii nie było. Szkoda. Kolejki pozwalają mieć nadzieję, że nie wszystko na tym świecie jest stracone. Wystawa na parterze w kilku małych salkach. Zacna.

























dog day

Z okazji Dnia Psa, głos oddaje samym zainteresowanym:


Dzień Psa powiadasz, to gdzie w takim razie jest dokładka śniadania?

story

Jej historia, opowiadana w pracy:
Wybrałam się na imprezę z koleżankami. Mężowi powiedziałam, że będę około północy.
Obiecuję, że nie będę później (wiedziałam, że na drugi dzień czeka nas obiad u teściów). Poszłam. Impreza była boska. Drinki, tańce, drinki, tańce no i jeszcze więcej drinków. Zapomniałam o godzinie.
Jak wracałam była 3 w nocy. Jak tylko przekroczyłam próg mieszkania, usłyszałam cholerną kukułkę w zegarze, która kukała trzy razy. Pomyślałam, że mąż na pewno się obudzi i zorientuje, że jeszcze mnie nie ma, więc dokukałam kolejne 9 razy. Muszę powiedzieć, że byłam z siebie bardzo dumna. Czemu? Bo mimo, iż byłam pijana w trzy d*** to zrodził mi się tak dobry pomysł. Jak nic, uniknęłam awantury od męża. Położyłam się do łóżka, obok męża i krążącą myślą o swej inteligencji.
Mąż na drugi dzień, zapytał o której wróciłam. Potwierdziłam, że tak jak obiecałam była północ. Istny kopciuszek ze mnie. Poczułam jednocześnie ulgę. Za to po chwili mąż dość poważnie stwierdził, że musimy wymienić zegar w końcu, bo już stary i się psuje. Taaaaaaak? Czemuż to kochanie, przecież to od babci!

On jej:
Najpierw zakukała trzy razy, potem nie wiem jakim cudem ale krzyknęła "o ku***", zakukała 4 razy, pobiegła zwymiotować do łazienki, wychodząc z niej zakukała jeszcze ze 3 razy i padła ze śmiechu na podłogę. Kuknęła chyba jeszcze z raz, nadepnęła psu na ogon i zrzuciła książki. Dasz wiarę, że miała jeszcze siłę, powalić się na łóżko, tuż obok mnie, puścić bąka i zacząć chrapać?

Oczywiście wszelkie podobieństwo do rzeczywistych osób jest przypadkowe. Dodam, że nie posiadam zegara z kukułką.

Miłego piątku:)







one true thing

 Lekko stereotypowy "wyciskacz łez", ale to wcale nie jest mało.


share

Póki jest słońce to człowiek jeszcze wierzy w niemożliwe. Oczywiście życie rzuca kłody pod nogi i zsyła katar i ból głowy. A zatem drogi pamiętniczku, wszystkiego mi się odechciało. Chciałam sobie podrasować humor i oglądałam dzisiaj program o fetyszach. Było o upijaniu się herbatą, a raczej narkotyzowaniu takową. Ponoć to sprawdzony sposób w więzieniach. Herbata musi być bardzo mocno zaparzona tzw. esencja. Stąd też określenie "niezły hernabatnik". Wiedział ktoś coś o tym? Ja pamiętam, że babcia czasami robiła taką esencję, aby potem zrobić z niej herbatę właściwą. Pomyśleć, że człowiek za młodu miał środki odurzające na wyciągnięcie ręki..

Była też kobieta która lubi wdychać zapach gumowych rękawiczek. Trochę nie wyobrażam sobie dyskusji w tym temacie na spotkaniu anonimowych gumoholików: witam, nazywam się Kaśka. Jara mnie zapach lateksowych rękawiczek z Lidla. Hm..

No i dobrze. Ja też mam jeden. Lubię zdjęcia butów i stóp. Nie wiem o co chodzi. Skupiam się na oprawie artystycznej tego faktu. 

Czy Wy też macie swoje przodujące i powtarzające się motywy w zdjęciach? 





wadjda

Pierwszy pełnometrażowy film fabularny reżyserki i scenarzystki Haifaa’y Al-Mansour. Jednocześnie pierwszy film w Arabii Saudyjskiej nakręcony w całości przez kobietę. Zdolność do śmiechu, żarty, sprawność fizyczna, rozwój duchowy oraz wolność od oczekiwań innych osób są niezależne od kultury i stanowią receptę na szczęśliwe życie.

Jeden z moich ulubionych.





 

oh

Człowiek, który przyszedł na świat w dniu 9 czerwca, charakteryzuje się przede wszystkim stałym, wielkim pędem do wiedzy (zdecydowanie przydałby się jakiś duży samochód z napędem na cztery koła). 

Jest wielkim oryginałem, miewa niezliczone, niezwykłe pomysły i niebanalne idee. Ceni sobie sztukę oraz piękno we wszelkich jego przejawach oraz nieraz sam wykazuje jakiś talent artystyczny, jednak mimo to rzadko zdarza się, by czynił z niego użytek na gruncie zawodowym (przyznam, że znawcą kubistów czy surrealistów nie jestem, podobają mi się ekspozycje w otoczeniu gablot z książkami. Słyszałam także, że ten cały Picasso, Dali czy Miro naprawdę są tak dobrzy, jak mówią na mieście. Jazda zaczyna się na przykład z poezją (chyba) konkretną. Nie ukrywam, że czytając ją myślę zazwyczaj, że jest to zapis z domu wariatów)  Posiada również nieprzeciętne zdolności intelektualne i ich na pewno nigdy nie zaprzepaści, ponieważ potrafi robić z nich doskonały użytek (w mych wyobrażeniach o sobie bardzo lubię być bohema intelektualną).

Ludzie nawet nie wiedzą, jak zręcznie nimi manipuluje, na szczęście zawsze tylko w dobrej wierze, głównie po to, by nie utrudniali mu wcielania w życie jego ideałów, które przeważnie są bardzo szlachetne, ale zwykle okazuje się to dopiero po jakimś czasie (Proszę, jakie rzeczy można w internecie znaleźć, nawet gdzieś widziałam przepis na domek z sera i herbatników)

Chętnie działa on bowiem na rzecz społeczności, w jakiej żyje i poświęca znaczną część swojego czasu na pomaganie innym. Świadczy to o jego wielkim nastawieniu społecznym i humanitarnym, ponieważ każdemu chciałby pomóc i ulżyć w jego niedoli, nie zważając na swój własny los, który też przecież czasem jest daleki od ideału (nie, no – panie, panowie i niezdecydowani: to już przestaje być śmieszne, żadna ze mnie Matka Teresa, wręcz przeciwnie średnio odpowiadam na żywotne potrzeby społeczeństwa dotyczy to zwłaszcza pijaków i nudziarzy, a także chamideł, furiatów, pieniaczy i awanturników)

Pracowitość oraz skromność to bez wątpienia dwie najważniejsze cechy tego człowieka (osobą niezwykle skromną i wrażliwą. Mówiąc to narażam zatem swoje zdrowie i życie, i chcę żebyście mieli tego świadomość).  Wydaje się przy tym, że nigdy nie czuje się zmęczony ani – tym bardziej – zniechęcony tym, co robi, nawet jeśli rezultaty podejmowanych przez niego wysiłków nie są takie spektakularne, jak tego oczekiwał (zmęczona jestem od około półtora roku, a zniechęcona od sześciu miesięcy, ale staram się jeszcze maskować).

Sporą wadę człowieka urodzonego 9 czerwca stanowi jego zmienność (jest to naprawdę CIEMNA STRONA mojej osobowości, więc proszę położyć dzieci spać i odwrócić pluszaki tyłem do monitora). Mimo iż jest pracowity i na pewno nigdy nie można mu tego zaprzeczyć, to jednak po jakimś czasie monotonnej pracy czuje się nieco mniej zmotywowany, ponieważ dość szybko się nudzi i wymaga stałych urozmaiceń (może się przekwalifikuję, kupię sobie torbę i klucz francuski, kufajkę, beretkę oraz spodnie obowiązkowo odsłaniające w przykucu połowę dupy i rozpocznę nowe życie?). Z tego też powodu chętnie i często podróżuje, a jeśli nie może tego robić na przykład ze względów finansowych, znosi to bardzo źle i nie może sobie znaleźć miejsca (boleśnie prawdziwe). Miewa również skłonność do zmiany zawodu, a to na pewno nie ułatwia mu robienia kariery, na czym w gruncie rzeczy bardzo mu zależy (obecnie jestem na etapie chęci pozostania ogrodnikiem, psim psychologiem, pustelnikiem, pisarzem, właścicielką kawiarni w San Francisco). Często również zmienia swoje poglądy bez powodu, więc na szczęście nie można mu zarzucić oportunizmu.

szczęśliwe zwierzę : kormoran (...hę?!)
roślina : chaber



bilans

Mam dziś od rana lekko przedwczesną depresję urodzinową. 
Może dlatego, że wlokłam się dzisiaj niezbyt wyspana do pracy i lało. Niektórzy pląsali wiosennie, ja jednak szamotałam się z jedną torbą i drugą oraz parasolem z którego woda lała mi się za kołnierz. But po drodze przemókł, a ja tylko próbowałam sobie wewnętrznie odpowiedzieć na pytanie na ile lat się czuje i dlaczego mam już tyle.Przewinął się też wątek w którym zdałam sobie sprawę, że za dwa lata trzydziestka a ja wciąż nie wiem kim chce być jak dorosnę.

Tak więc bilans z długiego weekendu jest taki, że chociaż urodziny mam dopiero we wtorek to Włóczykij już zawczasu pomyślał o party niespodziance z kwiatami i śpiewami współtowarzyszy. Akcja działa się na opustoszałym dworcu i nieużywanym do celów PKP peronie w sobotę.* Okropnie się opiłam trunków drogi pamiętniczku i najadłam przy okazji. Niejako przy okazji wszystkim głęboko dziękuję za życzenia i proszę aby zamiast stu lat, życzyć cztery razy po dwadzieścia pięć. Ewentualnie niech będzie moja sprawa i trzy razy po 33 i 1/3. Przemyśle to jeszcze i dam znać.

Muszę też przyznać, że organizacja wspomnianego wydarzenia była zabójcza i w porównaniu z Włóczykijem to ja w konspiracji jestem cienka jak dupa węża. Jeśli ktoś zamierza komuś wyprawić urodzinową niespodziankę to polecam mego W.

Idę zrobić sobie herbaty i zobaczę co dalej.

PS. A jutro to nie wiem jeszcze co będę robić. Może zapędzę się do garów, czekając na odwiedziny, albo wyjdę na spacer z tortem, dając jakiś performens w postaci cygańskich utworów, zakłócając tym samym rodzinne stosunki. Kto wie. 


* Dworce to według Włóczykija piękna sprawa, wciąż opowiada o Dworcu Gdańskim, który mu się któregoś dnia przyśnił (nie mylić z tym w Trójmieście). Ów dworzec jest wart zwiedzenia, a niedaleko jest port. Znajduje się niedaleko Dworca Nadodrze we Wrocławiu. Szkoda tylko, że nie istnieje na mapach.

wild

Mały hołd oddany ciszy i kontemplacji nad własnymi losami. 
Stawianie czoła wspomnieniom, bólowi, wstydowi, aby na koniec móc odnaleźć siebie. 


monday

No wiec: od rana bardzo śmiesznie. Na spotkaniach panie z dużymi biustami i ja. Biusty dodaja im dostojeństwa oraz, z uwagi na zagarniecie sporego kawałka przestrzeni, poczucie opanowania większego terytorium. Takie publiczno-administracyjne Falklandy. Mi za to klimatyzator dmucha w plecy, nerki sobie przeziębię jak nic. Dla rozładowania atmosfery Wszechwładny rozpoczął spotkanie, drobnym żarcikiem:

Rozmawiają dwie żaby:
- Tyyy, widziałaś, jak ten Francuz się gapił na moje nogi?

Falklandy rechotały jak oszalałe, a mnie po 15 minutach wizualizowania sobie mojej osoby z książką na hamaku ogarnęła SENNOŚĆ. Cierpię na permanentny stan niewyspania. W domu chodzę spać o ... nie przyznam się. Powiem tylko, że wiadomość od znajomej wysłana po 21:46 wyrywa mnie ze snu. Jest to taki pierwszy etap drzemki, ale zawsze.

W pracy czeka nas sprzątanie lodówki. Jak sięgałam po zapomniany jogurt to pomidor szefowej przemówił do mnie ludzkim głosem. Obiecał, że jak go wywalę to spełni moje trzy życzenia.

Na razie tylko jedno przychodzi mi do głowy. Chcemy kupić samochód, tylko nikomu nie chce się go szukać. Mógłby znaleźć się sam. Obiecuje dbać o niego, dać mu imię i wyprowadzać go na spacer. Obawiam się nawet, że zacznę wychodzić wtedy z domu w systemie psa Szarika czyli "do wozu" i "z wozu". 


why

Dlaczego nikogo, w ogóle nie zastanawia, ani nie dziwi fakt, że MAJ rymuje się z zadumaj, skumaj, pokimaj i WYTRZYMAJ i jakie są tego konsekwencje?


Nie skończyłam jeszcze "Trafnego Wyboru" J.K. Rowling, ale zaczytałam się w "30 dniach do zmiany" E. Zając. Jestem na 7 dniu i póki co tylko sprzątam, a co!

morning

Jestem wybita z rytmu, miałam stresujący sen i ciężko jest pozbierać myśli. Uprasza się zatem o cierpliwość i wyrozumiałość na tle czytelniczym.

Było tak: zostałam wezwana na rozmowę do Sarkozego, który nie chciał mi wierzyć, że ja nie gawędzę po francusku. Ja tylko filmy francuskie mówię, ale nie wiele zapamiętuje z ich rodzimego języka. Niestety był tak upierdliwy w tym swoim niedowierzaniu, że obiecałam nauczyć się po francusku. Miałam gdzieś w rejony Prowansji jechać. Zdenerwowałam się, bo jak się dogadam, skoro znam tylko "bonjour" i "merci"?

Co poza tym?

Powinnam iść do fryzjera ściąć ten pszenny łan włosów mych. Obecnie wyglądam jak ukraińska niewiasta, wyczekująca powrotu brata z wojny rosyjsko-japońskiej. Po prawdzie to nie lubię jednak chodzić do kosmetyczki, fryzjera i masażystki. Nie dają kontemplować w spokoju tylko cały czas trajkotają. Nie trzeba. Na prawdę!

Inna kwestia to lubię wstawać z samego rana np. o piątej, a w weekend o szóstej. Sama z siebie. Może byłam w poprzednim życiu mleczarzem. Włóczykij za to mógłby spać do oporu. Pewnie musi być w życiu jakaś równowaga. Gdyby każdy wstawał o takiej piątej to Ziemia by się przewróciła. Włóczykij czasami usilnie stara się towarzyszyć mi w tych weekendowych porankach. Obserwuje wtedy spod koca, jak popierniczam jak diabeł tasmański po domu, a za mną Tara. Czasami przy nim przysiądę, nie powiem. Jednak nosi mnie i podryguje. Też tak macie? Jak spędzacie weekendowe poranki?