changes

Muszę się przyznać, że ostatni okres jest taki, że najchętniej spędzałabym czas tylko z moimi psami, niż ludźmi. W pracy jeszcze chwilę, a zaczną egzorcyzmy, aby mi Panią Bozię do serduszka wprowadzić, ale nic z tego! Jestem w takim momencie życia swego, że równie dobrze mogłabym być jakiś glonem, albo porostem. Obojętnie. Istnieć sobie w jednym miejscu. O dajmy na to takim chrobotkiem reniferowym. Większość podejmowanych działań wydaje mi się całkowicie bezsensu. Nawet mech zdaje się być zbyt ekstrawagancki i zbyt aktywny. 

A tak poza tym, to nastąpiła redystrybucja majątku, a co za tym idzie nastąpiły zmiany wnętrzarskie. 

Teraz jest tak


A z tymi krzesłami to w ogóle dłuższa  historia. Plan był prosty miały być różnorodne i ekologiczne - czyli używane. Oczywiście Włóczykij postrzega to pojęcie w wersji rozszerzonej, czyli można było je też znaleźć -  na śmietniku dajmy na to. Trochę mi czaszka eksplodowała na myśl o tym i ledwo sobie przypomniałam jak się nazywam, ale jeszcze nie wiedziałam co mnie tak naprawdę czeka.

Dwa krzesła zostały odkupione - jedno z plajtującej restauracji, drugie przez 80 lat kwitło na czyimś strychu. Znajduje się na nim autorska dedykacja do kogo wcześniej należało i przy jakiej "Strasse" ów "Frau" mieszkała. Mam nadzieję, ze nie wiąże się z tym krzesłem, żadna mroczna opowiastka. Liczę też po cichu, że wstając w nocy nie zastanę na nim siedzącej staruszki, z czerwonymi oczyma, krzyczącej do mnie po niemiecku, że ją okradłam. Trzecie krzesło stało samotnie na środku chodnika. Właściciela brak, a Włóczykij żarliwie walczył abyśmy je przygarnęli. Na nic zdały się moje zapewnienia, że na pewno jakiś pijak będzie go szukał. Ba! Tęsknić będzie, a my nie możemy im tego zrobić. Toż to porwanie. Nie, nie udało się. Odkąd żyję nie pamiętam, abym tak marudziła pod nosem, gdy wlokłam się za pląsającym Włóczykijem - dumnym ze swojego znaleziska.To musi być miłość - nie wiem jeszcze tylko, która jest silniejsza: Włóczykija do krzesła, czy moja do Włóczykija.

Krzesła zostały umyte, wyczyszczone, przemalowane, a tapicerki wraz z siedziskami całkowicie wymienione. Egzorcyzmy też odprawiłam, żeby nie było. Miejmy, więc nadzieje, że okażą się wystarczające.




  
Wracając do tematu...
Regał został zamówiony na wymiar, po czym partyzancko wymalowany


Jak widać, mój kącik nieco się zmienił, bo wcześniej było tak








1 komentarz :

  1. Białe krzesełko z czarnym siedziskiem wygląda genialnie :) Przynajmniej nie zostały porąbane tylko dostały drugie życie :)

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..