it

Hoduję od dwóch dni rzeżuchę (zaklinam wiosnę). Rośnie jak wściekła, ale za to ją uwielbiam. Tylko żeby jeszcze tak dużo nie piła, bo jak wracam z pracy to zdaje mi się być w lekkiej delirce. Polewam jej często, a skoro już jej leje, to i sobie też. Przecież nie będzie tak sama piła, jak dorożkarz. To by było nieuprzejme.

Włóczykij zażyczył sobie warzywne pasztety we większej częstotliwości. Przygotowuje się do tego wydarzenia na weekend. Zakasałam rękawy i będę szukać nowatorskich przepisów w otchłani mej pamięci. Przydałby się jakiś ekskluzywny przepis na pasztet z burakami, bo mam takowe w nadwyżce (i z towarzystwem orkiestry symfonicznej Polskiego Radia)

TYMCZASEM. 
W pracy mam dwudniowy STRASZNY, POTWORNY zapiernicz. Najstarsi Górale nie pamiętają, kiedy człowiek ostatni raz tak hasał - może przed wojną i to jeszcze rosyjsko-japońską. Wczoraj przez cały dzień biegałam z pismami, jak ten deszcz meteorytów -  w te i nazad. Dzisiaj z kolei sam prawniczy bełkot i gonitwa za radcami. Drażliwa dzięki temu jestem niesłychanie, że normalnie będę musiała sobie iść kupić jakieś pojemniki na organizacje miejsca w szafkach. Bardzo piękne. Nie wiem czy bez nich przeżyję. Najprawdopodobniej nie.

A skoro już o prawnikach była mowa, to wiecie czemu prawników chowa się cztery metry pod ziemią?
Podobno w głębi to oni są dobrzy.


A z pozytywnych myśli dnia:





1 komentarz :

Po usłyszeniu sygnału..