(no) words

Sprawozdanie z placu boju: zamówiłyśmy sobie dzisiaj w pracy Pana, co to miał nam zamki ponaprawiać i nie do końca wiem, czy oto nam chodziło, bowiem podczas jakże uczynnych aktywności oczom mym ukazały się w pełnej krasie tak zwane plecy hydraulika,  a raczej ich wiadome zakończenie. To tak w gratisie na początek weekendu.

No nic. Jak doszłam do siebie, to postanowiłam poszukać szybciutko przepis na mule, co to je szykuje na obiad. Nieco mnie zniechęcono "zeskrobać narośle i oberwać bisiory, wyglądające jak broda". Matko jedyna, ja nie chce niczego obrywać niczym z American Horror Story, tylko zjeść porządny, śródziemnomorski obiad!To trochę nie na moje nerwy, chociaż - UWAGA - wyszło przed chwilą słońce, dzięki czemu nawet nie mam ochoty wpełznąć pod kanapę i się pod nią zmumifikować, pokrywając stosem pajęczyn. Wykluła się nawet myśl, no może coś na jej kształt (nie wiem, jak to nazwać, żeby jej nie spłoszyć), ale ... żeby tak nie spać cały czas? Tylko...aktywnie ...posprzątać? No dobra, mogę też iść na długi spacer. Hm..

A, i żeby była jasność. Ostatnio płacę w domu za błędy językowe, bo jak się spieszę to ograniczam się do minimum i nie odmieniam wyrazów. W OGÓLE. Wymyśliłam przy kawie strategię obronną, chroniącą mnie przez ewentualnym bankructwem. To nie są błędy, ja się tylko wpasowuje w trendy dyskusji odnośnie odmiany poszczególnych słów w języku polskim i ich roli w życiu jednostki i wpływu na losy tejże (sic?!). No i jak? Przejdzie?




















some(day)

Dziś Dzień Spania w Miejscach Publicznych oraz Dzień Dinozaura - jakkolwiek idzie to w parze, to wszystkim zainteresowanym życzę wszystkiego najlepszego. 

Wspominałam już może, że karmienie ptaszków to mało ekonomiczny interes? Te małe bestie pochłaniają takie ilości słonecznika, że przestałam wątpić, że pochodzą od w/w dinozaurów. Śmiem twierdzić, że pozostawiły sobie ich żołądki na pamiątki. Ile by się nie wysypało, tyle zeżrą. A w dodatku rozbijają się po całym balkonie, siadają na parapetach, krzesłach i zaglądają do chałupy. Gorzej jak lądują całą watahą, człowiek zaczyna się obawiać, czy przypadkiem jest szansa przeżycia tego starcia. Już, ja widzę to niecne spojrzenie "masz jeszcze coś fajnego do żarcia? Pokaż lodówkę!". Gdzieś kiedyś słyszałam, że zimą, dzięcioły lubią masełko i można im drzewka nim posmarować. Tylko, ja drzew nie mam, nie mówiąc, że chyba o dzięcioły ciężko w mej okolicy. Zostanę więc przy tygrysich i znerwicowanych sikorkach oraz wróblach.

Strasznie nie mogę się pozbierać od rana. Od poniedziałku, dla jasności.   

- Co to jest – wisi pod sufitem i grozi?
- Żarówka firmy OSRAM.











daily

Ja tu planuje zagładę ludzkości, a z Waszej strony zero odzewu. Najwidoczniej to nie jest temat zbyt nośny. Dobrze, postaram się zahaczyć o inne tematy. Challenge accepted.

Ostatnio, jak wchodzimy do Biedronki to wpadamy trans. Wszystko za sprawą rzeczy z Portugalii. Flaw kawowy jest po prostu genialny i godny konsumpcji całodniowej i nieprzerwanej. Sardynki w puszkach, kozie sery, mule i całe ośmiornice elegancko zamrożone na tackach. Włóczykij oczywiście dostał oczopląsu i zaczął wszystkiego brać po jednej sztuce. Pan stojący w kolejce przed nami chyba lekko się skrzywił na widok naszych zapasów. W każdym razie..Pan się nie boi, wszystko się zje.

Powiem Wam również, że w pracy u mnie nie wesoło. Od kiedy dokonano setnej reorganizacji i zmian osobowościowych, mam ochotę stworzyć konkurs na najgłupszy wątek w Departamencie. Najlepiej żeby był śmieszny, bo smutna głupota jest przygnębiająca. I tak na przykład z serii urban legends: 
- niektórzy mnie tak denerwują, że nagrałam ciszę i jak dzwonią to przynajmniej nie słyszę 
- czy z tych telefonów można dzwonić, bo w sumie to nie wiedziałam do czego mają nam służyć
- proszę nie pisać już pism i nie dawać nam pracy, bo tylko dyrektorzy się denerwują

I tak non stop.
Dzięki czemu, uważam, że warto mieć pod ręką coś ostrego. Siekierę na przykład. Idzie uwierzyć w taki rodzaj technik negocjacji. Zbliża stanowiska jak żaden inny. A tak to człowiek po powrocie z pracy może co najwyżej napić się czegoś mocniejszego. A i tu jest problem, bo według kolegi starej daty, który nawiedza nas w firmie, kobiety nie powinny pić alkoholu! W OGÓLE! Kobiety powinny:
- kochać bezgranicznie swoich mężczyzn
- gotować im obiady
- rodzić dzieci
- zaprzyjaźnić się z kochankami swoich mężów i pisać im na karteczce "slipy rozmiar M, koszula 40, nie lubi kalafiora, whisky tylko z czterema kostkami lodu. PS. Kochana, czy to u Ciebie zostawił ten krawat w niebieskie kwadraty? Jak tak, to niech zabierze ze sobą w delegację".
Natomiast jeśli kobieta jest z serii tych wyrachowanych, zimnych !@#$% to jej zadaniem jest realizować się zawodowo, piąć po drabinie korporacji i uwodzić mężów, tych spracowanych kobiet.

I niech mi ten ów człek powie, jak ja mam życie postrzegać jako sprawiedliwe i niezbyt skomplikowane?
















sth about the judge and judging

O czym to ja miałam? 
A, o przekłamywaniu rzeczywistości. Ostatnio obserwują prawidłowość, że jak człowiek jest o czymś przekonany na kamień, tak na sto procent, to tak zwane szeroko rozumiane "życie" to zweryfikuje. Jest też taki typ człowieka, co to przekonany jest, że jak czegoś się nie mówi, to tego nie ma. Mniemam, że są to dwie zasady, które mimo wyparcia stosuje co druga osoba. I jaki wniosek? A taki, że obecnie marzy mi się, aby do drzwi zapukała schludnie ubrana ekipa i poprosiła o chwile rozmowy. Powiedzieliby grzecznie "Dzień dobry, reprezentujemy stowarzyszenie Zagłada i chcielibyśmy przez chwilę porozmawiać o eksterminacji ludności". Można dywagować nad wadami i zaletami co poniektórych jednostek, ale powiedzmy sobie szczerze, że są momenty, kiedy najchętniej wystrzeliłoby się niektórych w kosmos. A niech lecą i badają przestrzeń tudzież żywotność rosyjskiej sondy kosmicznej. WHATEVER.

A propos, to słyszałam plotę, że w przestrzeni kosmicznej jest sporo luźnego alkoholu. Jest to chyba jedna z tych teorii co płaczące figurki, czy kosmici pośród nas, ale gdyby jednak była to prawda to dążenia człowieka do zawładnięcia galaktyką nabierają sensu. 

A tak w ogóle to widziałam "Sędziego". Nie bardzo tylko wiem, jakby tu opowiedzieć o czym dokładnie jest, bo chyba był o wszystkim. Nie jest to jakiś "court drama", dlatego jeśli nie będziecie mieć większych planów, to do obiadu w niedzielne popołudnie, można spokojnie spojrzeć na ten dwugodzinny obraz Carnville.


so

W sobotę Włóczykij idzie na kawalerski, więc sens byłoby zaprosić jakieś baby i zrobić sobie radosną lesbijską komunę. Tylko czy mi się chcę? Wolałabym chyba w ciszy i skupieni stukać w laptopik nanosząc na stworzone dokumenty poprawki, zasugerowane przez mądrych i światłych ludzi z branży. Mocząc jednocześnie stopy. Moczenie stóp, nie przeszkadza.

Poza tym, to co u mnie?
Słonko świeci, termin kwili - może byśmy się napili?

Skoro już jesteśmy w tematyce terminów, to do stolicy pora mi się jakoś szykować. Mam w ostatnim czasie sporo przemyśleń wobec niej. Przykładowo, to właśnie w stoli wiedzą jak hucznie obchodzić walentynki. Inni mogą się schować ze swoimi płonącymi naleśnikami czy drinkami, gdyż stolica wystawiła w konkursie płonący most. Potrafią się bawić, nie powiem. Na pewno było widowiskowo, ale na dłuższą metę chyba mało to cieszy, bo korki będą musiały się przenieść nieco dalej i nieco zwiększyć oczywiście. Ciekawe jest również samo parkowanie w centrum. Nie uiszczając opłaty grozi standardowy mandat w wysokości 500 złotych. Chyba, że ktoś z Was ma traktor. Traktor, bowiem można parkować w poprzek drogi gratisowo, korzystając z prawa do wolności zgromadzeń i demonstracji własnych poglądów. Pięknie. Jak zacznę myśleć o samochodzie to przypomnijcie mi proszę, że opłaca się bardziej kupić traktor pokoju.

PS. Jako, że twarożek z rzodkiewką jest dla mnie wciąż śniadaniowym hitem to postanowiłam sobie (wbrew zasadom frutanizmu) wyhodować własną rzodkiew. W najbliższej perspektywie rozważam też pietruszkę i cebulę. Wniosek z tego taki, że zjadłabym pierogi ze szpinakiem.





god never blinks

Nie występuje tu teologiczny i moralizatorski wywód, aczkolwiek Bóg występuje często. Sceptycyzm wobec książki był zbyteczny, czyta się lekko pomimo wielu trudnych wątków. Nie stanie się moim osobistym poradnikiem motywacyjnym, ale ślad refleksji pozostał.

Nieważne, jak się czujesz: wstań, ubierz się i przyjdź, gdzie trzeba, ale ogranicz życie do podstaw. 
Tego dnia nie rób nic, co nie jest absolutnie niezbędne. Odwołaj wszystko, co się da.  Nie podejmuj żadnych kluczowych decyzji w kwestii swojego małżeństwa, kariery, diety i samooceny. Ten dzień źle na ciebie wpływa. Niczego nie analizuj. Trzymaj myśli na wodzy. Nie wiadomo, gdzie mogłyby cię zaprowadzić. Nie przesadzaj. Świat się nie kończy. To tylko turbulencje. Samolot jest bezpieczny. Ma dobrego pilota. Siedzisz na właściwym miejscu. Trafiłeś po prostu na powietrzny wir. Poczekaj. To minie. Wstań: staw życiu czoła w pozycji pionowej, zamiast poddawać mu się na leżąco. Ubierz się:
wyszykuj się od stóp do głów. To daje nadzieję.


week

Tak, zima jak zawsze zaskoczyła drogowców. Najwyraźniej opady śniegu w lutym to coś totalnie niesamowitego. Nikt, nie był w stanie tego przewidzieć. A już na pewno nie Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, którą w poniedziałek zapewne bardzo serdecznie pozdrawiali drogowcy.

No.
A w tym tygodniu, było piękne święto, a mianowicie Międzynarodowy Dzień Pizzy. Pyszne, doprawdy. Bardzo proszę, aby występowało w kalendarzu nieco częściej i oferowano przy okazji pielgrzymkę do Verony. 



Za to dzisiaj Światowy Dzień Chorego i Dokarmiania Zwierzyny Leśnej. Też piękne. Z tej okazji biorę Cerutin, a koleżance w pracy oferowałam dziesięć jaj ze wsi od wesołych kurek. Taka, to ma kultura w czasach zarazy.

Poza tym to czytam chyba z sześć książek jednocześnie, przez co sny mam podszyte sensacją. Ostatnio śniło mi się, że nasz Wszechwładny wysłał wszystkich pracowników instytucji na koncert kwartetu smyczkowego. Połowa ludzi była srodze zaniepokojona, ale ja nie rozumiałam, jaką krzywdę niby możemy doznać słuchając ów kwartetu. Potem miałam jechać do Kielc spotkać się z Nigellą. Tak, tą Nigellą Lawson. Bardzo miła osoba i szczodra. Uczyła mnie tłoczyć oliwę. No super. Na koniec dała mi maskotkę do kluczy z postacią odciętej czyjeś dłoni. Chciałam jakoś uniknąć nadmiaru tej sympatii z jej strony i jakoś odmówić przyjęcia prezentu, ale powiedziała "a weeeeeź ją sobie, ja mam takim mnóstwo". Pomyślałam, że dam Włóczykijowi, bo on lubi takie dziwne znaleziska.

Głębszych refleksji nie będzie na razie, bo mi coś w zatokach bulgocze.

PS. Bardzo podobała mi ostatnio gdzieś wzmianka o ciekawości krów. Jak podejdzie się do całego stada, krzyknie donośnie i położy od razu na ziemi to wszystkie krówki przyjdą nas powąchać i obejrzeć z każdej strony. Chciałabym to wypróbować, tylko muszę znaleźć jakieś stadko i niech tylko się ociepli.






 







 

about time

Nic nie zachęcało mnie do obejrzenia. A obejrzałam go dwukrotnie. 
Banalna wymowa filmu jest również tłem dla wielu wartości. Ciekawy.