nothing about..

Włóczykij wyrwał mi w nocy poduszkę spod głowy. ZNOWU. A akurat chwilowo spałam i miałam sen. Nie trzeba było mi jej wyrywać bo śniła mi się krowa. Nieduża, czarna w malutkie łatki. Ładnie pachniała i była czyściutka. Dbałam o nią, czesałam ją i ubierałam w czerwoną derkę. Leżała z nami na kanapie, zaraz obok Effie i Tary.  Przez to zabranie poduszki straciłam pozycję negocjacyjną, bo właśnie starałam się przekonać Włóczykija, że skoro z krową tak dobrze się żyje to świnka nie zrobi nam już różnicy.

Tak to jest z tymi związkami, na początku to "Kochanie, czy masz coś przeciwko temu, abym cię ponosił na rekach przez jakieś 45 minut, aby zobrazować to uczucie które mną targa?" a teraz to wyrywa się spod pyska poduszkę bez słowa. 

O i odnośnie snu jeszcze przypomniało mi się  (nie wiem czy już wspominałam), że przez długie lata wierzyłam, że sarna to kobieta jelenia. Ciężko było mi zaakceptować fakt, że sarna i jeleń nigdy nie będą razem. On ma żonę - jelenia, a ona męża - sarnę. Pocieszono mnie w pracy, gdy koleżanka powiedziała, że dość długo myślała, że koń może być mężem krowy.

 Z innych kwestii to niech mnie jakaś dobra duszyczka oświeci o co chodzi z tymi metkami!? Dlaczego nawet w zwykłych bawełnianych majtkach mam do czynienia z 30-to stronnicową metką. No chyba że to petycja uciskanych pracowników, którą trzeba wyciąć, podpisać i przesłać do wskazanej ambasady. Rzucę okiem wobec tego. 



give me a breake

Śniło mi się, że jestem w Niemczech, potem musiałam przyjechać z powrotem do Polski, żeby się spakować i na stałe wyjechać na Zachód. Przesiedlenie, no REWELACJA. Nie wiem już w jakim kraju byłam, ale wylądowałam w młodzieżowym hostelu. Ja nigdy nie byłam w hostelu. Spotkałam tam też kolegę z podstawówki - strasznie irytująca persona. Miał doła i wszystkich za to obwiniał. Piotrek! Twoja chandra to WYŁĄCZNIE TWOJA SPRAWA, więc nie zawracaj mi głowy. Poza tym, jeśli myślisz, że nie pamiętam jak wolałeś chodzić na randki z Patrycją, zamiast moją przyjaciółką Alą, to się grubo kolego mylisz.

Ponadto.
Mówili, że przyjdzie w tym tygodniu wiosna.
Śmiem twierdzić, że jej nie będzie na razie, bo nie widziałam mrówek. Mrówki zawsze robią jakiś wiosenny przemarsz.

W dodatku zastanawiałam się nad bukszpanem. W sklepie widziałam takie bukszpanowe sadzonki. Bardzo lubię kwiaty. Za każdym razem, gdy takowe widzę to mam ochotę zabrać je do domu i otoczyć miłością.To samo tyczy się kotków, piesków, zajączków, świnek każdego gatunku, koników, krówek, kózek. W ogóle flory i fauny. Ważne, że dopełzałam do końca tygodnia.











quiz


Gramy z Włóczykijem w quizy ze znajomymi tylko, że to Włóczykijowi łeb bym ukręciła. Bo ON jak gra to słowem się odezwać nie można, ale odpowiedzi pomocowej to oczekuje. Szczególnie jak wracaliśmy z Krakowa, gdzie zatopić się chciałam w wir myśli a moja świadomość bujała hen hen daleko. A tu masz kobieto w trzy sekundy wiedzieć, jakim np. gatunkiem zwierzęcia jest skakun. 

A teraz czas na zajawkę książki "Uwikłanie" Miłoszewskiego, która idealnie wcelowuje się w atmosferę panującą w urzędzie. 





.

Czas w tym roku niepostrzeżenie szybko leci. Wielkanoc za dwa tygodnie, ale przecież dopiero co był Sylwester. Oczywiście jestem święcie przekonana, że święta są wtedy, kiedy są czyste okna. W przeciwnym wypadku rozmijam się z kalendarzem. Pędzę w ostatnim czasie dość nieobciążony obowiązkami żywot ostrygi czyt. opierdzielam się koncertowo, kiedy mogę.

A Effie jest taka słodka, śliczna i kochana, że gdyby Włóczykij szedł z koszyczkiem na święta to może ją usadowić w środku w roli baranka wielkanocnego*. Problem tylko, z tymi kiełbasami na około. Po święceniu można byłoby usłyszeć "Przepraszam, bardzo, ale Pana piesek wpierniczył moją kiełbasę z koszyczka", "I  mojego też", "I mojego".

Założę się, że również, że Włóczykij odpowiedziałby coś w stylu "mama nadzieje, że nie była z czosnkiem, bo ona ma po nich strasznie wzdęcia".

Całe życie kłody.


* osobiście nie święcę koszyczka i odchodzę od tradycji wielkanocnej, dzięki czemu jestem o wiele spokojniejsza.

today

Sprawa z frontu ma się tak, że:

1/ wracając z pracy nastawiam pranie. Ten moment przeglądania t-shirtów Włóczykija, kiedy zastanawiasz się dlaczego ów biały materiał ma tyle licznych zagadkowych plam w różnych kolorach i odcieniach - bezcenne. Nawet nie muszę go już pytać co to takiego. I tak otrzymałabym odpowiedź " napiękniejsze chwile mojego życia".

2/ pozostając w tematyce gastronomicznej - popełniłam taki vege gulasz z kasza jaglaną, że powinnam chyba napisać jakąś pieść dziadowską, żeby pamięć o tym nie minęła. Moja zasługa jest w tym żadna, a przynajmniej bardzo nędzna, bo po prostu użyłam wina, pomidorów i przede wszystkim przyprawy, którą rodziciele przywieźli z wakacji, a której skład jest mi nie do końca znany.

3/ codzienny powrót Włóczykija, a nie daj Bóg z delegacji, nasuwa pewne wnioski. Jako, że wita go partnerka i dwie suki to zgadnijcie: kogo dłużej całuje i tuli oraz kogo nosi na rękach, a kogo w ogóle?
Nie pocieszajcie mnie, ja to rozumiem. Są młodsze, mają mniejsze tyłki i osiem cycków, a druga nawet jedenaście. No i ja nie sikam na jego widok. Może to w tym tkwi sekret.

Co robiłyście spektakularnego podczas zaćmienia Słońca? Bo ja stałam w kolejce w żabce po ibuprom i płaciłam rachunki telefoniczne.



 Próbowałam zrobić zdjęcie zaćmienia. Widzicie ten mały czerwony punk na czarnej dyskietce? 
To jest właśnie zaćmienie.


 

A to jest podobno nasz klimatyzator.




(will) come

No więc.

Matko, azaliż to wiosna czy co? Czy u Was też tak słońce świeci? Oczywiście, jak to mówią - jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale to już może tak na poważnie. Jeszcze tylko jakaś tradycyjna śnieżyca w Wielkanoc, jak wszyscy będą sobie zasuwać z koszyczkami i voila.

W ostatnim, niedawnym okresie oglądałam trochę filmów Woody Allena i chętnie czynić to będę dalej, jednak mam dziwną refleksje w tej materii. Kiedyś uważałam, że są to strasznie nadęte i przeintelektualizowane filmy. A w gruncie rzeczy to są strasznie, strasznie śmieszne komedie. Nie wiem, czy się zgadzacie.





here

Czy ja już wspominałam, że bardzo mi smakuje kasza jaglana? Tak naprawdę to zupełnie niedawno ją odkryłam, bo w rodzinnym domu się jadło raczej gryczaną i jęczmienną, ale jakoś się kupiła i ugotowała w garnuszku najpierw do wege kotletów, potem do warzyw w czystej postaci. Trochę mi przypomina polentę, ale jest lepsza, bo nie lubię zbytnio kukurydzy. Tymczasem (WTEM!) się okazuje, że kasza jaglana to jest sztandarowe pożywienie całej wege ludności (późno przyszło mi badać ten grunt) i ludności leczącej raka cieciorką pod kolanem.
Coś mnie plecy też bolą, więc chodzę krzywa i lekko wkurzona. A jak po weekendzie do pracy wróciłam to okazało się, że szanowne koleżanki zmieniły mi hasło do komputera i czekałam pół godziny, aż mnie łaskawie o ów zmianie poinformują. Wybuchnę nuklearnie i zrobię grzybek. Wypatrujcie grzybka (purchawki).


Poza tym to skończyłam niedawno Londyn NW. Nie wiem czy polecić. Chyba, że kogoś interesuje głęboki realizm. W telegraficznym skrócie jest to portret osób z problemami, którzy próbują się pogodzić ze zmianami w ich życiu. Mi to też czasem z bólem serca to przychodzi, nie powiem. Zwłaszcza w sytuacji problematycznej walki z niedopinającymi się spodniami. Nikt nie ma perfekcyjnego życia.

men

Złe recenzje, a jednak historia intryguje. Jest subtelna w swej prostocie. 
Odnalazłam się w tej historii. Samotność. Skomplikowane ludzkie relacje. 
P********** współczesnego świata.


sleep (away)

Dopadła mnie miesiąc temu jakaś zdechlizna. A może nawet i z dwa miesiące temu. Tracę już rachubę. Mam ochotę spać 23 godziny na dobę, a to i tak mało. We łbie mnie co rano kręci, a światło zwiastujące nastanie nowego dnia to istne zło. 

Z innej beczki to:

1. Włóczykij wyjechał w kilkudniową delegację zostawiając mnie z duchem. Tak, to nie jest śmieszne. On się uaktywnia w nocy. Na drugi raz jak będzie sobie wyjeżdżać to ma mnie zabierać ze sobą. Albo niech chociaż nasze dziewczynki zabiera do torby, a mi zagwarantuje jakąś kawalerkę w mieście. Nade mną ma być rodzina z siedmiorgiem dzieci, pode mnie wielbiciel nocnych prac remontowych, po jednej stronie może być fan meczów, a z drugiej jakaś parka, co to się kłóci non stop. Głośno. Mi to przeszkadzać nie będzie. Słuchowisko może być nawet ciekawą formą rozrywki. Będę siedzieć w fotelu i popijać herbatkę. 

2. Rozprawiałam już chyba kiedyś o tym, jak to w tym kraju wydaje się już chyba wszystko i o wszystkim. W księgarni trzeba się przebić niemal młotem pneumatycznym przez książki celebrytów - trzeźwiejących, po rozwodach, skandalach z seks taśmą, wyginających się pod udawanym seksapilem. Następnie mamy wachlarz pań, które upiekły szarlotkę z przepisu babci, a potem przeniosły się do domku nad jeziorem i odkryły objawienia o sposobach na życie lub orgazmach wielokrotnych. Nic więc dziwnego, że istnieje zjawisko takie jak self publishing. Przykre, że taki autorzyna nie inwestuje kilku złotych w korektę czy redakcję, bo potem człowiek zastanawia się czy zgłupiał do reszty czy rzeczywiście "fajny" stał się już standardowym przymiotnikiem. Rozumiem, że w przedwojennych publikacjach można było spotkać "nakładem własnym autora" i powiedzmy sobie szczerze, było to najczęściej jakieś niespełnione dzieło literackie hrabiego grafomana, ale teraz? Może to też jakieś hrabiny. SPOKO. Nikt nikogo nie zmusza do kupna, tylko tych drzew szkoda. 

Mule po marynarsku może i byłyby super, ale biedronkowe są jakieś wyjątkowo wychudzone.