here

Czy ja już wspominałam, że bardzo mi smakuje kasza jaglana? Tak naprawdę to zupełnie niedawno ją odkryłam, bo w rodzinnym domu się jadło raczej gryczaną i jęczmienną, ale jakoś się kupiła i ugotowała w garnuszku najpierw do wege kotletów, potem do warzyw w czystej postaci. Trochę mi przypomina polentę, ale jest lepsza, bo nie lubię zbytnio kukurydzy. Tymczasem (WTEM!) się okazuje, że kasza jaglana to jest sztandarowe pożywienie całej wege ludności (późno przyszło mi badać ten grunt) i ludności leczącej raka cieciorką pod kolanem.
Coś mnie plecy też bolą, więc chodzę krzywa i lekko wkurzona. A jak po weekendzie do pracy wróciłam to okazało się, że szanowne koleżanki zmieniły mi hasło do komputera i czekałam pół godziny, aż mnie łaskawie o ów zmianie poinformują. Wybuchnę nuklearnie i zrobię grzybek. Wypatrujcie grzybka (purchawki).


Poza tym to skończyłam niedawno Londyn NW. Nie wiem czy polecić. Chyba, że kogoś interesuje głęboki realizm. W telegraficznym skrócie jest to portret osób z problemami, którzy próbują się pogodzić ze zmianami w ich życiu. Mi to też czasem z bólem serca to przychodzi, nie powiem. Zwłaszcza w sytuacji problematycznej walki z niedopinającymi się spodniami. Nikt nie ma perfekcyjnego życia.

1 komentarz :

  1. A ja się nie mogę przekonać do jaglanej, na samą myśl już mnie mdli... Chyba jestem niemodna ;)

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..