finally friday

Przyatakowało lato. Śmiesznie, nie? Wczoraj do 15.35 była zima, a o 15.36 już lato. Dzisiaj od nowa. No cóż (westch). Pomału sobie żyję. Marazm. Pogoda nie pomaga. Jem sucharki, wiatr wyje.

"Pijani jechali furmanką przez miasto. Wieźli kradzione drewno” – to się porządni ludzie. Żeby tak ukraść drewno, musieli się najpierw upić, bo na trzeźwo mieli opory. Poza tym, koń był trzeźwy, to chyba wszystko w porządku. 

Zbieram się do poczytania kryminału. Normalnie takowych nie czytam, bo nie mogę, po prostu nie mogę, naprawdę. Zastanawiałam się nad wiktoriańskim kryminałem, jak już mam nie sypiać to chociaż z godnym ku temu powodem, ale mało takich dzieł jest przetłumaczonych, a diabli wiedzą, jak u mnie z wiktoriańską angielszczyzną.



1 komentarz :

Po usłyszeniu sygnału..