slow

Zatrzasnęłam się dziś w pracy w windzie. A mimo to wciąż nikt nie widzi potrzeby jej naprawy. Trwało to tylko pół godziny i nie byłam sama, więc nie było co wpadać w panikę. Przy okazji wymieniłam się z M., znajomością aplikacji na androida, co dało mi do myślenia:
M.: a masz taką gre 2048?
J.: nie
M.: a taką żabkę, którą można karmić i ona rośnie?
J.: nie
M.: a uciekające galaretki?
J.: nie
M.: to po co Ci w ogóle telefon?

No ja właśnie sama nie wiem.

Ponadto, doszłam do wewnętrznego wniosku, że to nie jest tak, że ja nie lubię poniedziałków. One po prostu blado wypadają przy piątku. Piątki wieczór to najbardziej uroczy czas z całego tygodnia. Matko, one są takie kochane. Małe i puchate. Bo w sobotę to już człowieka dopada taka lekka nerwówka "Boże, sobota, trzeba coś zrobić! Jak ja mało zrobiłam". W niedziele góruje myśl "Boże, już niedziela, co ja z weekendem zrobiłam?! Jutro do pracy! O noooł". A w piątek? W piątku zawarte jest morze możliwości. To czas na plany, marzenia, białe wino, migdały, maseczkę, film lub lekturę a od biedy mogą być też znajomi, pizza i taboo. Już jutro.










6 komentarzy :

  1. :D
    oj tak, piątek jest najlepszy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piątek jest jak wisienka na torcie. Albo najlepsza czekoladka w bombonierce ;)

    A jeśli ja mam nokię na przyciski to liczę się jeszcze w społeczeństwie czy już nie?
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdzieś czytałam, że we Francji jest taki najnowszy trend powracania do "starych" modeli telefonów. Wiesz, co czynisz:)

      Usuń

Po usłyszeniu sygnału..