after

Jeśli mam wybierać pomiędzy sprzątaniem, a czytaniem to wolę poczytać. Problem w tym, że wszechświat nie popiera mej decyzji i przez weekend trzy razy coś się wysypało, zmuszając mnie do odkurzania. Czekałam już tylko, jak jakiś pająk wpadnie do chałupy galopem z rozwianym włosem. Tak więc, weekend pełen wrażeń. Wyszliśmy o 10:00 a wróciłam o 24:00. Sama. I żeby była jasność: dla mnie dwunasta w nocy to głęboka noc. Zrobiliśmy chyba z 600 kilometrów. Ubrałam balerinki sądząc, że będzie miło i przyjemnie. Nie było. Dziw, że noga mi nie odpadła. Piękna Pogoda też okazała się być większą ściemą.

Ommmm, zen, henna, ikebana, paprykarz szczeciński.

A, że była w tym czasie noc muzeów to w ramach zajęć indorowych mieliśmy:
- mężczyzn pijących piwo,
- lepienie z gliny w fatalnej kolorystyce
- był wykład o tym, jak się tapiceruje stare krzesło
- muffinki i bliny litewskie

Na zakończenie miłego wieczoru wróciłam przemarznięta taksówką do domu. Nie poszłam spać. Gotowałam  yorkowi jedzonko, który to miał akurat boleśni brzucha.




No dobrze, a teraz do pracy ze śpiewem na ustach:

Tyle słoni w całym mieście,
Nie widziałeś tego jeszcze – popatrz, o popatrz!
Spacerują ulicami,
Obejmują się trąbami – popatrz, o popatrz!…

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Po usłyszeniu sygnału..