monday

No wiec: od rana bardzo śmiesznie. Na spotkaniach panie z dużymi biustami i ja. Biusty dodaja im dostojeństwa oraz, z uwagi na zagarniecie sporego kawałka przestrzeni, poczucie opanowania większego terytorium. Takie publiczno-administracyjne Falklandy. Mi za to klimatyzator dmucha w plecy, nerki sobie przeziębię jak nic. Dla rozładowania atmosfery Wszechwładny rozpoczął spotkanie, drobnym żarcikiem:

Rozmawiają dwie żaby:
- Tyyy, widziałaś, jak ten Francuz się gapił na moje nogi?

Falklandy rechotały jak oszalałe, a mnie po 15 minutach wizualizowania sobie mojej osoby z książką na hamaku ogarnęła SENNOŚĆ. Cierpię na permanentny stan niewyspania. W domu chodzę spać o ... nie przyznam się. Powiem tylko, że wiadomość od znajomej wysłana po 21:46 wyrywa mnie ze snu. Jest to taki pierwszy etap drzemki, ale zawsze.

W pracy czeka nas sprzątanie lodówki. Jak sięgałam po zapomniany jogurt to pomidor szefowej przemówił do mnie ludzkim głosem. Obiecał, że jak go wywalę to spełni moje trzy życzenia.

Na razie tylko jedno przychodzi mi do głowy. Chcemy kupić samochód, tylko nikomu nie chce się go szukać. Mógłby znaleźć się sam. Obiecuje dbać o niego, dać mu imię i wyprowadzać go na spacer. Obawiam się nawet, że zacznę wychodzić wtedy z domu w systemie psa Szarika czyli "do wozu" i "z wozu". 


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Po usłyszeniu sygnału..