morning

Jestem wybita z rytmu, miałam stresujący sen i ciężko jest pozbierać myśli. Uprasza się zatem o cierpliwość i wyrozumiałość na tle czytelniczym.

Było tak: zostałam wezwana na rozmowę do Sarkozego, który nie chciał mi wierzyć, że ja nie gawędzę po francusku. Ja tylko filmy francuskie mówię, ale nie wiele zapamiętuje z ich rodzimego języka. Niestety był tak upierdliwy w tym swoim niedowierzaniu, że obiecałam nauczyć się po francusku. Miałam gdzieś w rejony Prowansji jechać. Zdenerwowałam się, bo jak się dogadam, skoro znam tylko "bonjour" i "merci"?

Co poza tym?

Powinnam iść do fryzjera ściąć ten pszenny łan włosów mych. Obecnie wyglądam jak ukraińska niewiasta, wyczekująca powrotu brata z wojny rosyjsko-japońskiej. Po prawdzie to nie lubię jednak chodzić do kosmetyczki, fryzjera i masażystki. Nie dają kontemplować w spokoju tylko cały czas trajkotają. Nie trzeba. Na prawdę!

Inna kwestia to lubię wstawać z samego rana np. o piątej, a w weekend o szóstej. Sama z siebie. Może byłam w poprzednim życiu mleczarzem. Włóczykij za to mógłby spać do oporu. Pewnie musi być w życiu jakaś równowaga. Gdyby każdy wstawał o takiej piątej to Ziemia by się przewróciła. Włóczykij czasami usilnie stara się towarzyszyć mi w tych weekendowych porankach. Obserwuje wtedy spod koca, jak popierniczam jak diabeł tasmański po domu, a za mną Tara. Czasami przy nim przysiądę, nie powiem. Jednak nosi mnie i podryguje. Też tak macie? Jak spędzacie weekendowe poranki?







2 komentarze :

  1. wstaję w weekend o 8:00 ale nie narzekam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W tygodniu wstawanie o 6 to mus, a w weekend - przyjemność z własnej woli. ;)

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..