story

Jej historia, opowiadana w pracy:
Wybrałam się na imprezę z koleżankami. Mężowi powiedziałam, że będę około północy.
Obiecuję, że nie będę później (wiedziałam, że na drugi dzień czeka nas obiad u teściów). Poszłam. Impreza była boska. Drinki, tańce, drinki, tańce no i jeszcze więcej drinków. Zapomniałam o godzinie.
Jak wracałam była 3 w nocy. Jak tylko przekroczyłam próg mieszkania, usłyszałam cholerną kukułkę w zegarze, która kukała trzy razy. Pomyślałam, że mąż na pewno się obudzi i zorientuje, że jeszcze mnie nie ma, więc dokukałam kolejne 9 razy. Muszę powiedzieć, że byłam z siebie bardzo dumna. Czemu? Bo mimo, iż byłam pijana w trzy d*** to zrodził mi się tak dobry pomysł. Jak nic, uniknęłam awantury od męża. Położyłam się do łóżka, obok męża i krążącą myślą o swej inteligencji.
Mąż na drugi dzień, zapytał o której wróciłam. Potwierdziłam, że tak jak obiecałam była północ. Istny kopciuszek ze mnie. Poczułam jednocześnie ulgę. Za to po chwili mąż dość poważnie stwierdził, że musimy wymienić zegar w końcu, bo już stary i się psuje. Taaaaaaak? Czemuż to kochanie, przecież to od babci!

On jej:
Najpierw zakukała trzy razy, potem nie wiem jakim cudem ale krzyknęła "o ku***", zakukała 4 razy, pobiegła zwymiotować do łazienki, wychodząc z niej zakukała jeszcze ze 3 razy i padła ze śmiechu na podłogę. Kuknęła chyba jeszcze z raz, nadepnęła psu na ogon i zrzuciła książki. Dasz wiarę, że miała jeszcze siłę, powalić się na łóżko, tuż obok mnie, puścić bąka i zacząć chrapać?

Oczywiście wszelkie podobieństwo do rzeczywistych osób jest przypadkowe. Dodam, że nie posiadam zegara z kukułką.

Miłego piątku:)







one true thing

 Lekko stereotypowy "wyciskacz łez", ale to wcale nie jest mało.


share

Póki jest słońce to człowiek jeszcze wierzy w niemożliwe. Oczywiście życie rzuca kłody pod nogi i zsyła katar i ból głowy. A zatem drogi pamiętniczku, wszystkiego mi się odechciało. Chciałam sobie podrasować humor i oglądałam dzisiaj program o fetyszach. Było o upijaniu się herbatą, a raczej narkotyzowaniu takową. Ponoć to sprawdzony sposób w więzieniach. Herbata musi być bardzo mocno zaparzona tzw. esencja. Stąd też określenie "niezły hernabatnik". Wiedział ktoś coś o tym? Ja pamiętam, że babcia czasami robiła taką esencję, aby potem zrobić z niej herbatę właściwą. Pomyśleć, że człowiek za młodu miał środki odurzające na wyciągnięcie ręki..

Była też kobieta która lubi wdychać zapach gumowych rękawiczek. Trochę nie wyobrażam sobie dyskusji w tym temacie na spotkaniu anonimowych gumoholików: witam, nazywam się Kaśka. Jara mnie zapach lateksowych rękawiczek z Lidla. Hm..

No i dobrze. Ja też mam jeden. Lubię zdjęcia butów i stóp. Nie wiem o co chodzi. Skupiam się na oprawie artystycznej tego faktu. 

Czy Wy też macie swoje przodujące i powtarzające się motywy w zdjęciach? 





wadjda

Pierwszy pełnometrażowy film fabularny reżyserki i scenarzystki Haifaa’y Al-Mansour. Jednocześnie pierwszy film w Arabii Saudyjskiej nakręcony w całości przez kobietę. Zdolność do śmiechu, żarty, sprawność fizyczna, rozwój duchowy oraz wolność od oczekiwań innych osób są niezależne od kultury i stanowią receptę na szczęśliwe życie.

Jeden z moich ulubionych.





 

oh

Człowiek, który przyszedł na świat w dniu 9 czerwca, charakteryzuje się przede wszystkim stałym, wielkim pędem do wiedzy (zdecydowanie przydałby się jakiś duży samochód z napędem na cztery koła). 

Jest wielkim oryginałem, miewa niezliczone, niezwykłe pomysły i niebanalne idee. Ceni sobie sztukę oraz piękno we wszelkich jego przejawach oraz nieraz sam wykazuje jakiś talent artystyczny, jednak mimo to rzadko zdarza się, by czynił z niego użytek na gruncie zawodowym (przyznam, że znawcą kubistów czy surrealistów nie jestem, podobają mi się ekspozycje w otoczeniu gablot z książkami. Słyszałam także, że ten cały Picasso, Dali czy Miro naprawdę są tak dobrzy, jak mówią na mieście. Jazda zaczyna się na przykład z poezją (chyba) konkretną. Nie ukrywam, że czytając ją myślę zazwyczaj, że jest to zapis z domu wariatów)  Posiada również nieprzeciętne zdolności intelektualne i ich na pewno nigdy nie zaprzepaści, ponieważ potrafi robić z nich doskonały użytek (w mych wyobrażeniach o sobie bardzo lubię być bohema intelektualną).

Ludzie nawet nie wiedzą, jak zręcznie nimi manipuluje, na szczęście zawsze tylko w dobrej wierze, głównie po to, by nie utrudniali mu wcielania w życie jego ideałów, które przeważnie są bardzo szlachetne, ale zwykle okazuje się to dopiero po jakimś czasie (Proszę, jakie rzeczy można w internecie znaleźć, nawet gdzieś widziałam przepis na domek z sera i herbatników)

Chętnie działa on bowiem na rzecz społeczności, w jakiej żyje i poświęca znaczną część swojego czasu na pomaganie innym. Świadczy to o jego wielkim nastawieniu społecznym i humanitarnym, ponieważ każdemu chciałby pomóc i ulżyć w jego niedoli, nie zważając na swój własny los, który też przecież czasem jest daleki od ideału (nie, no – panie, panowie i niezdecydowani: to już przestaje być śmieszne, żadna ze mnie Matka Teresa, wręcz przeciwnie średnio odpowiadam na żywotne potrzeby społeczeństwa dotyczy to zwłaszcza pijaków i nudziarzy, a także chamideł, furiatów, pieniaczy i awanturników)

Pracowitość oraz skromność to bez wątpienia dwie najważniejsze cechy tego człowieka (osobą niezwykle skromną i wrażliwą. Mówiąc to narażam zatem swoje zdrowie i życie, i chcę żebyście mieli tego świadomość).  Wydaje się przy tym, że nigdy nie czuje się zmęczony ani – tym bardziej – zniechęcony tym, co robi, nawet jeśli rezultaty podejmowanych przez niego wysiłków nie są takie spektakularne, jak tego oczekiwał (zmęczona jestem od około półtora roku, a zniechęcona od sześciu miesięcy, ale staram się jeszcze maskować).

Sporą wadę człowieka urodzonego 9 czerwca stanowi jego zmienność (jest to naprawdę CIEMNA STRONA mojej osobowości, więc proszę położyć dzieci spać i odwrócić pluszaki tyłem do monitora). Mimo iż jest pracowity i na pewno nigdy nie można mu tego zaprzeczyć, to jednak po jakimś czasie monotonnej pracy czuje się nieco mniej zmotywowany, ponieważ dość szybko się nudzi i wymaga stałych urozmaiceń (może się przekwalifikuję, kupię sobie torbę i klucz francuski, kufajkę, beretkę oraz spodnie obowiązkowo odsłaniające w przykucu połowę dupy i rozpocznę nowe życie?). Z tego też powodu chętnie i często podróżuje, a jeśli nie może tego robić na przykład ze względów finansowych, znosi to bardzo źle i nie może sobie znaleźć miejsca (boleśnie prawdziwe). Miewa również skłonność do zmiany zawodu, a to na pewno nie ułatwia mu robienia kariery, na czym w gruncie rzeczy bardzo mu zależy (obecnie jestem na etapie chęci pozostania ogrodnikiem, psim psychologiem, pustelnikiem, pisarzem, właścicielką kawiarni w San Francisco). Często również zmienia swoje poglądy bez powodu, więc na szczęście nie można mu zarzucić oportunizmu.

szczęśliwe zwierzę : kormoran (...hę?!)
roślina : chaber



bilans

Mam dziś od rana lekko przedwczesną depresję urodzinową. 
Może dlatego, że wlokłam się dzisiaj niezbyt wyspana do pracy i lało. Niektórzy pląsali wiosennie, ja jednak szamotałam się z jedną torbą i drugą oraz parasolem z którego woda lała mi się za kołnierz. But po drodze przemókł, a ja tylko próbowałam sobie wewnętrznie odpowiedzieć na pytanie na ile lat się czuje i dlaczego mam już tyle.Przewinął się też wątek w którym zdałam sobie sprawę, że za dwa lata trzydziestka a ja wciąż nie wiem kim chce być jak dorosnę.

Tak więc bilans z długiego weekendu jest taki, że chociaż urodziny mam dopiero we wtorek to Włóczykij już zawczasu pomyślał o party niespodziance z kwiatami i śpiewami współtowarzyszy. Akcja działa się na opustoszałym dworcu i nieużywanym do celów PKP peronie w sobotę.* Okropnie się opiłam trunków drogi pamiętniczku i najadłam przy okazji. Niejako przy okazji wszystkim głęboko dziękuję za życzenia i proszę aby zamiast stu lat, życzyć cztery razy po dwadzieścia pięć. Ewentualnie niech będzie moja sprawa i trzy razy po 33 i 1/3. Przemyśle to jeszcze i dam znać.

Muszę też przyznać, że organizacja wspomnianego wydarzenia była zabójcza i w porównaniu z Włóczykijem to ja w konspiracji jestem cienka jak dupa węża. Jeśli ktoś zamierza komuś wyprawić urodzinową niespodziankę to polecam mego W.

Idę zrobić sobie herbaty i zobaczę co dalej.

PS. A jutro to nie wiem jeszcze co będę robić. Może zapędzę się do garów, czekając na odwiedziny, albo wyjdę na spacer z tortem, dając jakiś performens w postaci cygańskich utworów, zakłócając tym samym rodzinne stosunki. Kto wie. 


* Dworce to według Włóczykija piękna sprawa, wciąż opowiada o Dworcu Gdańskim, który mu się któregoś dnia przyśnił (nie mylić z tym w Trójmieście). Ów dworzec jest wart zwiedzenia, a niedaleko jest port. Znajduje się niedaleko Dworca Nadodrze we Wrocławiu. Szkoda tylko, że nie istnieje na mapach.

wild

Mały hołd oddany ciszy i kontemplacji nad własnymi losami. 
Stawianie czoła wspomnieniom, bólowi, wstydowi, aby na koniec móc odnaleźć siebie.