time

Zmęczona jestem jak pies. Porządny urlop zaczyna się od soboty.
I co z tego się pytam, skoro świergocząca, czarna małpa z sekretariatu Wszechwładnego oznajmia radosnym tonem "w razie czego będziemy dzwonić" (wiwaty, konfetti i czapeczki w gwiazdeczki).

NO NIEEE! Myśląc o przygodzie wakacyjnej nie miałam na myśli, buszowania po górkach z dyrektorem na linii. Staram się, naprawdę się staram być tolerancyjna i dużo zrozumieć. Inaczej człowieka zjadają jakieś stresory zewnętrzne. ALE! Ale...nie mogę stracić czujności rewolucyjnej. Osobiście, okresowo wysłałabym całe te moje towarzystwo na skoszarowanie. Takie zarządzanie bym wprowadziła. Napływ nowych kompetencji korzystniej wpłynie na wizerunek niewiast w administracji publicznie, aniżeli plotkowanie w korytarzu.

A skoro już przy rozwoju wyobraźni jesteśmy to miałam w ostatnim czasie sporo zastrzyków kultury. Wielorakiej. Z różnym skutkiem.

Popatrzyłam sobie i było przyjemnie. Kolejek do galerii nie było. Szkoda. Kolejki pozwalają mieć nadzieję, że nie wszystko na tym świecie jest stracone. Wystawa na parterze w kilku małych salkach. Zacna.

























1 komentarz :

Po usłyszeniu sygnału..