dinner

Ugotuje obiad a Ty sobie usiądź i odpocznij. Od tych słów robi mi się słabo.
Właściwie mogłabym się położyć ale grad pytań:
"myślisz, że bardziej podsmażyć te warzywa?",
"zobacz wrzucać już ta kaszę, czy za chwilę?",
"a czym można to przyprawić?",
"mogłabyś dać mi liść laurowy?",
"a co to jest? wiesz, że mamy dwie paczki?"
"ile tego wrzucić? wszystko?"
"myślisz, że zmieści się?"
"gdzie jest pokrywka od garnka?"

Nie stanowi to problemu. Problemem jest moja wizualizacja blatu i tego, jak będzie wyglądał po tym, jak mój ukochany dokona kulinarnego przełomu jednogarnkowego dania. Wolałabym aby T. pichcił jak nie ma mnie w domu, bo ja widzę jego kulinarny zapał to mam ochotę wyjechać. Najlepiej na miesiąc. 

ale pęczotto buraczane, pycha. Nie ma się do czego doczepić.


4 komentarze :

  1. Jakbym słyszała R... On gotuje, ale milion pytań skutecznie mnie odstrasza. ;) Dobrze, że chociaż kuchnię po sobie ogarnia sam... ;) Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  2. ale i tak trzeba docenić Jego zapał, a jak smakuje człowiekowi takie danko, plusów znacznie więcej niż minusów :)

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..