monday

Wczoraj przytrafiła mi się klasyczna poniedziałkowa dziura. Niby nic a cały dzień przerąbany. 

Przede wszystkim od tej pogody moja głowa przypomina elektrownie w Fukushimie. Raz jest w miarę ciepło i chce mi się spać, a za chwile z zimna widzę fioletowe plamy. Kiedy wiać przestanie? 

No więc, NAJPIERW nie mogłam się dodzwonić do przychodni przez niemal czterdzieści minut, a gdy już udało mi się zarejestrować to obsuwa u lekarza oscylowała między półtora a dwoma godzinami. Nim człowiek wejdzie do lekarza to zdąży się z kimś zaprzyjaźnić. A w dodatku lekarka okazała się być nieprzystosowana do zawodu, bowiem każde pytanie kwitowała, że jest tylko internistą i nie jest mną, więc nie wie czy dalej powinnam przyjmować wskazane leki. Niech ich  tam wszystkich larwy chruścika zeżrą. Następnie okazało się, że po jednym, jedynym spotkaniu zaplanowanym na ten dzień pora iść spać i nie zrobiłam nic konstruktywnego oprócz kolacji. 

Wzięłam i skończyłam książkę z tych nerwów. Dobrze, że zapas gazet mam, bo wtorek może nie być lepszy. 



2 komentarze :

  1. No i takie dni niestety bywają...
    Zdrówka! Ja tez przeziębiona i maluch jeden już z katarem :/

    OdpowiedzUsuń
  2. No niestety taka pora roku że wszyscy chorują! Zdrowia życzę :) Obyś szybko wyzdrowiała!
    A gazetki również czytam, wszystkie fajne...i do tego kubek z ciepłą herbatą z cytryną i miodem ;)
    Pozdrawiam i zapraszam Cię również do mnie:
    www.homemade-stories.blogspot.be

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..