really

Dobrze, że luty idzie, bo styczeń mija mi pod znakiem migreny. A już najgorzej jak proszki się kończą i chodzić trzeba po pokojach zakładu pracy w poszukiwaniu ofiary, posiadającej ibuprofen czy chociaż solpadeine. I jasne, że herbatki ziołowe, spacerek są dobre ale chemia jest szybsza. Bądźmy szczerzy na wyciszanie, plasterki cytryn na skroniach czy aromaterapie trzeba mieć czas. 

I w ogóle jakaś taka bez życia jestem od kilku dni. Aż od paru dni sprawdzam dość regularnie puls. Nawet nie z ciekawość, ale informacyjne. Dla siebie samej. Opadł mi entuzjazm i jest na tym samym poziomie co te całe skamieniałe amonity. Trylobity.

Warto to pranie jeszcze robić?

A na śniadania dogadzam sobie jogurtami. Póki co śliwka wygrywa.



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Po usłyszeniu sygnału..