weekend



Po tym weekendzie to mam łeb spuchnięty. W piątek wieczorem okazało się, że T. Zostaje u rodziców, bo już za późno by wracać. I nie będę oryginalna pisząc, że nie spalam prawie cała noc z uwagi na a) nieobecność T., b) duchy, c) krówki. 

Oczywiście popieram inicjatywę nie wracania po nocach, tylko, że zostałam sama w domu. A jak już wcześniej pisałam jestem w takich sytuacjach główną bohaterką kryminałów, historii z duchami i bladymi, małymi dziewczynkami, które umarły jakieś 60 lat temu i przychodzą pokazać miejsce swego pochówki. I zawsze wtedy kiedy muszę spać sama!

Zaległam z dziewczynkami na kanapie i oglądałam program o operacjach plastycznych i klonowaniu w Korei Południowej. Usmażyłam też wielką porcję krówek i je pożarłam. Po czym wierciłam się całą noc, fenk ju. Nie wiem co gorsze, te duchy czy krówki. I co mi szybciej wysiądzie – serce czy wątroba. 

Natomiast w sobotę miałam mieć romantyczny wieczór z T. Przywiózł mi regał, poduszkę elektryczną i warzywa. W Internecie jest mnóstwo instruktaży, jak podbijać damskie serce. Nie wiem z jakiego forum korzysta T. ale należą się podziękowania dla autora. W dodatku dziewczyny dostały kukiełkę zebry, którą męczyły przez cały wieczór. 

Prawdziwa refleksja przyszła w niedziele w nocy, kiedy to zdałam sobie sprawę, że nie wiem co zrobiłam z weekendem a tu już kolejny tydzień się zaczyna.
I jeszcze ten śnieg. Ugh.

1 komentarz :

  1. haha, mam tak samo z samotnymi nocami, duchy, bandyci i wszelakie zło na mnie wtedy czyha...
    pomysł z okienkiem na ścianie cudowny, uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..