T.

Już w poniedziałek wszechświat dał mi do zrozumienia, że to nie będzie MÓJ TYDZIEŃ. Nie będę wdawać się w szczegóły dotyczące ciemnoty jaka spowija niektórych w moim zakładzie pracy. Nie będę też oryginalna pisząc, że faceci bywają szalenie denerwujący. Nie dostrzegam tego wyłącznie w "te dni". Jak próbuje odciągnąć T. od jakiegoś zamierzonego działania to czuje się, jakbym próbowała skręcić Titanikiem. 

T. ma takie stanowisko, uwaga bo to będzie dobre, że wszystko można robić razem, łącznie z zakupami (nie istotne czy do domu czy ciuchowe). Czujecie? Jako stu procentowa jedynaczka potrzebowałam czasu, aby to przetrawić. Aż tu nagle, od miesiąca mój domowy manager ds. uzgodnień postanowił zmienić zasady i znosi rzeczy bez wstępnego ich anonsowania. Nie ważne, że chciałam mieć w domu malutką, cieniutką wagę kuchenną, a dostałam kolosa zajmującego 1/4 miejsca na półce. Po dwumiesięcznych analizach i weryfikacji najlepszego robota kuchennego, dostałam robota niespodziankę tzn. - inna firma, inne funkcje, inny kolor. Bardzo to miło z jego strony. No, doprawdy. 

Jakiś czas temu odbyliśmy też rozmowę o roli telewizora w naszym życiu. T. przeszedł fazę miesięcznego detoksu od seansów telewizyjnych i znoszenia gazet z programem, tak aby oglądać tylko to co wybierze się wcześniej. Aż tu przy weekendzie wnosi telewizor wielkości połowy salonu, oznajmiając z uśmiechem, że stanie na miejscu naszego małego, nikomu nie wadzącego telewizora. Już po 30 sekundach myślałam, że mnie rozniesie horyzontalnie i wertykalnie, a on się pewnie jeszcze zdziwił nie widząc entuzjazmu u swej partnerki, która przecież niejednokrotnie powtarzała, że takowego gigantycznego ekranu nie chce. Kilka razy w życiu miałam ochotę już go zamordować i to był właśnie jeden z tych momentów.

Mechanizm u T. jest taki, że wiele rzeczy dzieje się dość przypadkowo. Impulsywnie znosi przedmioty do domu i umawia nas ze znajomymi. Nie wiem, dlaczego nie raczył mnie uprzedzić o nowym mebelku w domu. Bał się? Czego? Przecież nie opierdzieliłabym go za to jakoś spektakularnie. Kota jakoś upchnęliśmy. Więc, nie wiem na co on liczył nie mówiąc mi o tym..że nie zauważę jak to postawi?

Ciekawe, czym jeszcze postanowi mnie zaskoczyć. 


2 komentarze :

  1. Życzę Ci siły, żeby to przetrwać i znaleźć wspólny język. :) Uroczy psiak, też mam kundelka. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. oj tak, facetów czasem zrozumieć i nie skończyć się przy tym to wyższa szkoła jazdy, ale damy rady (ha, ha), u mnie telewizor już prawie w ogóle milczy wygaszony, i co najważniejsze mnie z tym bosko, nawet Mój zaczyna dostrzegać te plusy dodatnie :)

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..