eat healthy

Ponieważ, teoretycznie każdy dzień jest pierwszym dniem reszty naszego życia, to rozpoczęłam w poniedziałek resztę swojego życia bardzo zdrowo. Bardzo. Zdrowo. Szklaneczką bardzo zdrowej mielonej, trawy z młodego jęczmienia, bo to zdrowe. Na żołądek, jelita i ogólnorozwojowo. Bardzo.

Tak oto rozpoczęłam tydzień - dobrowolnie pijąc zieleninę z różowej filiżanki. Wstałam też z rana, umyłam się, umalowałam, wypiłam trawę i uznałam, że założę kooperatywę spożywczą. Korzysta ktoś z takowych? Pomysł ten zrodził się przede wszystkim dlatego, że gotuje wspaniale. A gotuje wspaniale, bowiem odbiorca mego jedzenia jest na tyle głodny i serce ma tak szeroko otwarte wobec jedzenia, że jest gotów zjeść niemal wszystko co mu podam. Nieustannie się zastanawiam co mój T. ma większe - serce czy głód i dlatego uczę się gotować nim ucieknie najeść się gdzie indziej.

Gdybym mogła w pełni realizować swe szalone pomysły w kuchni to zajęłabym się głównie opanowywaniem tajników rdzennych indonezyjsko-hinduskich potraw czyli przykładowo naleśnika z bananem. Naleśniki są smaczne i proste. Banan też niczego sobie. 

Inna sprawa to jabłko. Ja rozumiem zdrowy tryb życia, naturalny błonnik itp. ale w najlepszym przypadku, kupowane jabłka w sklepie są bezsmakowe. Skoro ma być jednak kooperatywa, bez konserwantów i wytwornego glutaminianu sodu to i z jabłkami spróbowałam i śmiem twierdzić, że było to jabłko o smaku jabłka, tak jak marchewka o smaku marchewki - bez nawozów wywołujących jakąś enyloketonurię czy inne.


Normalnie nie lubię też soków jabłkowych, bo są za kwaśne dla mojego organizmu (uwielbiającego czekoladę) i bohaterstwem kulinarnym było dla mnie, gdy T. duszkiem wypijał go na czczo. I nie jest to wpis sponsorowany, jednak my beloved podświadomość ocenia, że to co ekologiczne to ekologiczne i autorem kulinarnego bestsellera są soczki tłoczone bez dodatków niemożliwych do wypowiedzenia. Inna sprawa, że takowe zdrowe życie nie jest tanie.
 
 
Czekam na pomysły innych kulinarnych tematów, bo bardzo fajnie mi się tutaj dywaguje. A póki co to tyle jeśli chodzi o rolnictwo. Idę się uczyć jakie bakterie powstają w wyniku kwaszenia i jak się tłoczy soki. Lektura dostępna u lokalnego rolnika.

6 komentarzy :

  1. No no, zaszalałaś! :) Bardzo podoba mi się zdanie "Nieustannie się zastanawiam co mój T. ma większe - serce czy głód i dlatego uczę się gotować nim ucieknie najeść się gdzie indziej." :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiedzenie przez żołądek do serca w tym wypadku sprawdza się stu procentowo. Śmiem twierdzić, że gdyby nie pierogi babci to bym go nie uwiodła;)

      Usuń
  2. Oj, Kochana, moje klimaty, też specjalizuję się w takich okołotrawiastych daniach i napitokach, jedyny problem, że robię to od zrywu do zrywu , całuski :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zabawnie, a to przecież poważny temat! ;) Jęczmienia nie przełknę....
    pozdrawiam
    marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po dwóch tygodniach powoli przyzwyczajam kubki smakowe ale mam ciarki na samą myśl o tym..

      Pozdrawiam cieplutko

      Usuń

Po usłyszeniu sygnału..