message

Przez dwa miesiące nie piłam kawy i znowu do niej wróciłam. Nie wiem czemu. Chyba zima przyszła. A może Wszechświat chciał mi coś przekazać. Jakąś wiadomość. Na przykład: „Czy zastanawiałaś się nad stanem swojego serca lub żołądka? Nie? To idź wejrzy w głąb siebie i następnie zastanów się nad sobą i ilością spożywanej kofeiny, w dowolnej kolejności. Na przykład najpierw nad sobą, a później nad kofeiną. Albo na odwrót. Pomyśl jeszcze o słodyczach. Ważne, żebyś wyciągnęła wnioski. Buzi w nosek. Podpisano – Wszechświat”.



there

Jak to dobrze, że za chwilę w sumie jedziemy. Nie będzie zasięgu, więc jest szansa, że T. odklei się od telefonu. Czasami można zapomnieć, jak to jest posiadać partnera z dwojgiem uszu. Ja się za to odkleję od tej jesienno-zimowej aury, która w mieście wygląda jak coraz gorszy film science fiction - reżyserowany przez kogoś nieposiadającej elementarnej wyobraźni. 

Jak nie zabieramy psów na wyjazd to zawsze mówię o tym ze ściszonym głosem, chociaż ONE i tak wiedzą! I obawiam się, że gdybym miała schody to by mnie zepchnęły z nich razem z walizkami. Przyznac jednak trzeba, że równowaga w przyrodzie zostaje zachowana, bo zostanie z dziadkami wiąże się z gastrycznym zadowoleniem, wszak nie ma zwrotu mówiący, że jest "za wcześnie na jedzenie".

Tak, że JADĘ. Siedzę w dżinsach i nie mogę doczekać się fajrantu. Trapery wzięte, książki wzięte, T. wzięty, hummus wzięty a bar się weźmie na miejscu.

Zachowywać mi się tutaj!  





sleeping

Znacie to uczucie, gdy budzicie się w nocy ze świadomością, że ktoś obcy jest w domu? No, ja tak miałam. Obudziło mnie głębokie chrapanie jakiegoś obcego faceta. Wydawało mi się, że był tuż za mną. Nie wiem czy umiałabym sporządzić portret pamięciowy na podstawie tych dźwięków ale możliwe, że byłby to facet w stylu hydraulika, alkoholika w podartym podkoszulku i bokserkach w serduszka. Przerażona, zerwałam się i ujrzałam, że to przecież chrapie moje śliczna, rozkoszna Tarunia. Chrapie niczym starym przepity Bosman.

Jakby było mało, dorzuciłam sobie do puli seriali "Stranger Things" - gdzie z kolei pojawia się równoległy wymiar, przepełniony cieniem i śmiercią. Podoba mi się ten ironiczny obraz, bo to trochę tak jakby oglądało się kryminalną wersję Alfa. Nie płacę za to na szczęście koszmarami sennymi. 





z cyklu życia nie oszukasz

Drogi Pamiętniczku, ja się niezwykle cieszę z tej pięknej pogody za oknem, tylko czemu od razu musi mnie boleć głowa? Chodzę pełna niestabilnego izotopu, obijając się o meble od dwóch dni. Pogodynka uspokajała wczoraj, że te wahania temperatur to efekt skumulowania masy ciepłego powietrza. No i pięknie, ja się bardzo ciesze, że nas objęły ale niech do cholery ciśnienie się jeszcze zdecyduje!

Podczas konsultacji w pracy z ekspertami od migren, bólów głowy i stawów okazało się, że na liście przebojów pysznych proszków wysuwa się po solpadeinie, pyralgina sprint rozpuszczalna o smaku pomarańczy. Podobno po jednej jest całkiem nieźle, a po dwóch ma się na twarzy banana ottont dotont.

Natomiast. 

Napisała do mnie wczoraj koleżanka, że myśli o mnie często, dlatego kupiła mi worek jutowy na ziemniaki. Poza tym to wszystko po staremu.



really

Proszę mi podpowiedzieć jakieś tricki i sposoby, bo chociaż w teorii wszystkie znam to i tak wisi nade mną Klątwa Marchewki. A mianowicie przestała mi smakować rok temu i do dzisiaj nie potrafi mi się objawić w sposób apetyczny. Piekę na różne sposoby, gotuje na parze, ścieram. Za nic w świecie nie umiem przyrządzić jej tak aby była dla mnie zjadliwa. Akceptuje tylko wersję surową w ilości jednej sztuki na dwa tygodnie. W zeszłą środę udało mi się zrobić curry z czerwonej soczewicy z powtykaną pod nią startą marchewką. Godzinę na talerzu to trzymałam, a i tak zjadłam tylko to co nie było marchewką. Dodam, że mój horror osobisty to teraz gotowana marchewka. Miękka, blada i lekko słodkawa. Niniejszym chciałabym zrezygnować ale przecież to MARCHEWKA! A kiedyś spotkałam się z książką, gdzie sądząc po okładce zdrowe i długie życie polega na zjedzeniu codziennie dużej miski ryżu w towarzystwie jednej marchewki. Właściwie...to co teraz?


zapominanie Eleny

Enigmatyczna ale stylistycznie przepiękna. Wszystkie zdarzenia rozgrywają się niemal za grubą warstwą mgły. A świat nabiera zagadkowego, rozmytego wyrazu. Ta proza ma w sobie pewien blask, kusi żeby poznać finał, ale tak samo szybko potrafi zmęczyć. Nie przypominam sobie drugiej takiej książki. Jedno trzeba przyznać, styl pisania White'a jest nonszalancki.


friday

Pozostając w temacie ożenku to chciałam kupić ostatnio krem do rąk i skorzystałam z pierwszego, mijanego sklepu do pracy. Na moje nieszczęście nie był to samoobsługowy. Jedna kobitka przede mną. Nieźle. Wyciągnęłam portfel, upatrzyłam sobie ZIAJE z kaszmirem, odegrałam w głowie cały dialog ze sprzedawczynią - wersja luzacka, nonszalacka, uprzejma. przemyślałam co zrobić na obiad i jakie e-maile wysłać po włączeniu komputera, wróciłam do rzeczywistości a przede mną dalej ta sama kobiecina. Co można tyle czasu robić? Wybierać krem do twarzy. I żeby było jasne, to był zwykły krem do 10 złotych w zwykłym sklepie. Pani obwąchiwała, czytała nalepki, rozważała. To był mały słoiczek, który zapewno posłuzby jej przez dwa tygodnie, a wybierała je drugie tyle. Po piątym słoiczku, doznałam objawienia. Ona nie zamierza, go używać tylko się z nim ożenić, więc musi świadomie podjąć decyzje na resztę swojego życia. Och!
Skruszona schowałam portfel i poszłam wysyłać te e-maile.  
Protestujemy wszystkie wraz z prosiakiem!



back

Ciężko wrócić, po tak długiej nieobecności. Dopiero co były wakacje a pora pytać o plany na Sylwestra. Moje są w powijakach.

A tak w ogóle to widziałam dzisiaj reklamę śledzia na każdą okazję. Pominę kwestię, że nie jem ryb ale, żeby od razu na każdą okazję? Śledź na wesele? Śledź dobry na zaręczyny? Śledziem świętować narodziny pierwszego potomka? Śledź z okazji pracy doktorskiej? Chyba wolałabym jednak diament.
A taki zdaje się posiadam od niedawna.