friday

Pozostając w temacie ożenku to chciałam kupić ostatnio krem do rąk i skorzystałam z pierwszego, mijanego sklepu do pracy. Na moje nieszczęście nie był to samoobsługowy. Jedna kobitka przede mną. Nieźle. Wyciągnęłam portfel, upatrzyłam sobie ZIAJE z kaszmirem, odegrałam w głowie cały dialog ze sprzedawczynią - wersja luzacka, nonszalacka, uprzejma. przemyślałam co zrobić na obiad i jakie e-maile wysłać po włączeniu komputera, wróciłam do rzeczywistości a przede mną dalej ta sama kobiecina. Co można tyle czasu robić? Wybierać krem do twarzy. I żeby było jasne, to był zwykły krem do 10 złotych w zwykłym sklepie. Pani obwąchiwała, czytała nalepki, rozważała. To był mały słoiczek, który zapewno posłuzby jej przez dwa tygodnie, a wybierała je drugie tyle. Po piątym słoiczku, doznałam objawienia. Ona nie zamierza, go używać tylko się z nim ożenić, więc musi świadomie podjąć decyzje na resztę swojego życia. Och!
Skruszona schowałam portfel i poszłam wysyłać te e-maile.  
Protestujemy wszystkie wraz z prosiakiem!



1 komentarz :

  1. Mam awersję do takich ludzi. Myślą, że są jedyni na ziemi, że świat kręci się wokół nich a reszta ludzkości ma im służyć. Nikt z nas nie żyje na bezludnej wyspie, miejmy trochę szacunku dla innych.
    W sumie to ekspedientka mogła obsłużyć Ciebie, jak tamta baba sobie wybierała męża ;)

    OdpowiedzUsuń

Po usłyszeniu sygnału..