friday

Śniło mi się, że jednak miałam córkę. Skubana od urodzenia głównie mówiła "NIE". Później, że kupiłam ser - OCZYWIŚCIE niewegański i zdziwiona byłam jego składem, który postanowiłam przetłumaczyć T. po niemiecku. Na koniec sąsiad zaprowadził mnie na pole kapusty i kazał tupać nogą - dopóki nie pojawiła się armia myszy z serowymi dzidami, chcące bronić swego terenu. Ciekawa jestem co na to Freud by powiedział, bo ja osobiście doszłam ostatnio do wniosku, że kobiety w ostatnim stadium ciąży zamieniają się mózgiem z kilogramem gwoździ. I nie ma co się tutaj obrażać - wiem po sobie. Takie życie. Chowam brudne kubki do lodówki, zapominam podstawowe słowa, przez co artykułowanie potrzeb przychodzi z ogromnym trudem. Co rusz się o coś uderzam i tracę rachubę gdzie i po co chciałam iść. Najlepiej gdybym jak ameba hodowała swój odwłok na kanapie, aż do rozwiązania, licząc, że po urodzeniu coś mi się tam odblokuje. 

Dzisiaj z rana chyba cztery razy uderzyłam się o naszą jakże piękną, nową lampę z IKEA, którą nie tak łatwo było skręcić i przez tydzień wisiała przymocowana odwrotnie. Przypomniałam sobie (sic!) wypowiedź jednej z Kulczykowych (nie rozróżniam ich), że zanim poznała Jana to miała ciężkie życie i cierpiała na ubóstwo, bo w domu miała meble z IKEA. No the horror, the horror!! Mam nadzieję, że tej Pani już nic podobnie potwornego nie grozi i otaczają ją same Ludwiki czternaste i kilka siedemnastych.


the kind mama

Wegańska ciąża, ekologiczne macierzyństwo, pełne wiary w kobiecą intuicję. Na tej kanwie można napisać przewodnik. Ja osobiście będę usatysfakcjonowana.

The Kind Mama: A Simple Guide to Supercharged Fertility, a Radiant Pregnancy, a Sweeter Birth, and a Healthier, More Beautiful Beginning



projekt matka

Oczekiwałam radości, zaskoczenia, strachu i bezwarunkowej miłości. Momentów krytycznych. Dostałam permanentne zmęczenie i obraz matki polki pracującej - trochę zbyt chłodnej i chaotycznej. 


Minimalism: A Documentary About the Important Things

Z jakiegoś powodu łatwiej radzić sobie z codziennymi dramatami, kiedy ma się mniej rzeczy do ogarnięcia w domu i jednocześnie więcej pieniędzy na koncie. Co ciekawe minimalistami najczęściej zostają weganie. Nie wiem czy jest to kwestia wysnuwania wniosków czy moda ale któreś z tych dwóch musi uratować świat. 



w dolinie muminków

Syndrom męczennicy dostępny dla każdej kobiety. Co najmniej jakby nam go na starcie wdrukowywali. A walczę z tym codziennie i nie zawsze wygrywam. Zmęczone, głodne po pracy ale jeśli wiemy, że skończyły się czyste gacie to i tak MY je prać będziemy. Jak nie my to kto? 

A komu to potrzebne? Nikt nie da na msze w naszej intencji, więc chyba warto zakończyć w końcu ten traktat pt. jestem samicą domową. 


Wyspa wyłaniała się z morza dzika i kusząca, uwieńczona spienionymi falami, w koronie zielonych drzew - jak gdyby w świątecznym stroju.- Ląd na godzinie drugiej przed nami! - krzyknął Muminek.Wszyscy wychylili się przez burtę, Żeby popatrzeć. - Tam jest piaszczysty brzeg! - zawołała Panna Migotka ucieszona. - I pięknych osiem skał! - dodał Tatuś Muminka sterując zręcznie między skałami, by dobić do brzegu. Łódź miękko wsunęła się na piasek. Muminek chwycił cztery liny i wyskoczył na ląd. Wkrótce na brzegu wyspy aż kipiało od gorączkowej pracy. Mama Muminka naznosiła kamieni i nazbierała chrustu, by odgrzać naleśniki. Potem rozłożyła na piasku obrus, który na każdym rogu przycisnęła kamieniem, żeby go wiatr nie zdmuchnął. Poustawiała rzędem filiżanki i włożyła maselniczkę do dołka, który wykopała w mokrym piasku w cieniu dużego kamienia. W końcu postawiła bukiet lilii wodnych na środku nakrytego stołu.- Czy możemy ci w czymś pomóc? - spytał Muminek, gdy wszystko już było gotowe.- Zbadajcie wyspę - powiedziała Mama Muminka (która wiedziała, że jest to coś, czego bardzo pragną).- To ważna rzecz wiedzieć, gdzieśmy wylądowali. Może tu jest niebezpiecznie, prawda? Ale wróćcie do godziny szóstej.* 

* Ładnie się ta kobiecina zakręciła z tą torebusią na łokciu. Naznosiła, nazbierała i jeszcze sobie obrusik przytrzasnęła kamieniami i przyozdobiła kwiatkami. Aż, by się chciało dać jej kuksańca, że taka urobiona po pachy idiotka, niewyemancypowana. Epicki ten nowy program lektur. Doprawdy. 


what the health

Zamiast snuć konspiracyjne teorie, zwraca się z pytaniami do źródeł i dotyka tego, co ludziom najbliższe. Komu nie zależy na tym, by być zdrowym, w dobrej formie i aby dożyć w dobrostanie dorosłości swoich dzieci czy wnuków ? 







Frantz

Nie ma tu nic sztampowego, taniego. Nie ma szantażu emocjonalnego. Jest za to jakaś uniwersalna prawda o ludzkiej naturze i ta staroświecka powściągliwość w okazywaniu uczuć.


baby

Czy ja już mówiłam, że nie znoszę tych wszystkich złotych rad sianych wokół ciężarnych i młodych mam? A na okoliczność „zobaczysz, jak będziesz miała dziecko to wszystko się zmieni” dostaje gęsiej skórki. Czy naprawdę wraz z zajściem w ciąże, kobiety przechodzą transformację i stają się matką-mamałygą, która z mety zaczyna zawodzić ciuciu, ciuciu, lulu, lulu? Chociaż od niemal dziewięciu miesięcy przechodzę wycieczkę w głąb swojego DNA, żeby za chwilę nowe DNA zamieszkało w moim mieszkaniu to badania terenowe wykazują, że można zachować zdrowy rozsądek. POWAŻNIE. Pomimo tych wszystkich nowych rzeczy i tematów, które mają na celu zmodyfikować rozumnego człowieka płci żeńskiej – kaftaniki, śpioszki, łóżeczko, pieluszki, smoczki, koszulki, krzesełka, śliniaczki. Terra incognita, doprawdy. A mi się po prostu marzy, przeczytać Trupią farmę Billa Bassa. Tak zwyczajnie. I nie odpowiadać na pytania czy zamierzam rodzic naturalnie, karmić cycem i czy me dziecko będzie również na diecie bezmięsnej. I TAK, mój Gumiś nie będzie jeść mięsa, będzie wychowywać się z dwoma psami, nie będę kazać nikomu zakładać maseczki, żeby się z nim zobaczył, zamierzam wychodzić z nim z domu wszędzie gdzie się da, a czapeczkę ubiorę, jak będzie chłodno. I NIE, nie uważam, że muszę posiadać wszystkie rodzicielskie gadżety, nie jestem fanką smoczków, nie musi mieć dużo zabawek zwłaszcza tych plastikowych i nie będę porównywać kto pierwszy usiadł i zaczął raczkować – mój Gumiś czy Gumiś sąsiada. 

Tak, czekamy. Wszyscy.


another sunny day

Upał w mieście w trzecim trymestrze to aż nieprzyzwoite. I coś mnie tak trzepie w środeczku, że chciałabym jednak na plaże i do wody. A moim jedynym dylematem byłoby jaką letnią sukienkę z koralikami ubrać i gdzie dostanę wegańskiego gofra. A tak to rozważam "w co by się tutaj dzisiaj zmieścić" i jak tu przetrwać kolejny dzień, rozpływając się na kanapie. Powiedziałabym też, że pod ścianą leży stado kolorowych japonek i się na mnie cynicznie gapi ale ostatnie zostały zjedzone przez Tarę a pozostała para spakowana jest do szpitala. No masz Ci los jaka rozrywkowa ostatnio jestem! Naprawdę nie wiem gdzie się podział cały lipiec i czerwiec. Psychicznie dalej jestem w pierwszej połowie kwietnia. 

PS. Śniła mi się też surykatka. Niestety w sennikach nie ma nic o nich.





the girl on the train

Thriller psychologiczny, jednak mało w nim refleksji. Pochłania, ale tylko na początku. Może, gdyby nie ten szum medialny to nie miałabym wygórowanych oczekiwań, wszak poleca ją sam Stephen King. 







easy like sunday morning

Ostatnio natknęłam się w TV na "Znaki" - film o UFO z czasów, kiedy Mel Gibson jeszcze kompletnie nie zwariował. I tak, uważam, że to całkiem fajny film o UFO POMIMO tego, że UFO bojące się wody lądują na planecie, której powierzchnia to ponad 70 procent woda. A do tego paradują z gołym tyłkiem, zamiast przyodziać się czymś, po czym ta mordercza woda by spłynęła - bo to po prostu nie ma znaczenia i co innego jest ważne. Reasumując, to dobrze, jeśli na Ziemie przylatuje krwiożercze UFO, wyjątkowo głupsze od nas. 

A poza tym to na działkach i poza miastem nic szczególnego się nie dzieje. T. ma nowe hobby i próbuje skończyć książkę ale jakoś tak chaotycznie mu idzie. 






la la land

Jestem zauroczona. Nie uważam jednak jego za arcydzieło. Lubię i szanuje musicale, zwłaszcza te w których odnaleźć można nutkę starego, dobrego świata z odrobiną magii. A jednocześnie bez sielankowej, papierowej miłości. 


małe eksperymenty ze szczęściem

Sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 83 i 1/4. Kalendarz jest jednak bezwzględny, dlatego nie każda strona tej książki przynosi uśmiech i radość ale takie jest życie, czyż nie?

"W tym roku nie będę lubił staruszków. To dreptanie z balkonikami, zniecierpliwienie bez powodu, wieczne narzekania, ciasteczka do herbaty, całe to wzdychanie i stękanie. (...) Jesteście zdania, że życie staruszków wystarczy trochę uatrakcyjnić, a na pewno zaczną dostrzegać w nim sens. Bardzo ciekawa teza, muszę przyznać. Zapraszamy do naszego ośrodka na poletko doświadczalne. Przychodźcie i uatrakcyjniajcie!"



new day

Dark times, dark times - jak mówił Eryk Cartman. O właśnie, trzeba pooglądać jeszcze kilka rzeczy, póki mamy w Polsce internet. Człowiek wyjedzie na trzy dni, a tu kraj się sypie, jak zupa z torebki. Obym zdążyła jeszcze dokończyć żonę idealną ale zaprawdę powiadam Wam - Netflix jest gorszy niż kokaina. 

Czytam teraz "Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość" - jakby mi mało było syfu w naszym kraju, to czytam sobie jeszcze o rasizmie, bo w sumie co człowiekowi pozostaje w takiej sytuacji. Skończyłam też "Złe matki są najlepsze". Bardzo pouczające doświadczenie. Idę parzyć hektolitry melisy.





Bringing Up Bebe

Czyli o tym jak nie przekraczać granic, nie być rodzicem helikopterem i nie tworzyć dzieciokracji. Francuskie matki jawią się jako spełnione i zadbane kobiety, które odnajdują równowagę pomiędzy totalnym oddaniu się macierzyństwu a rozwijaniem samych siebie. Viva la France. 


sunday morning

Dzisiaj od rana coś wiercą, więc czuje wszystkie zęby oraz mam nieodparte wrażenie, że czasy bez zaawansowanych urządzeń elektromagnetycznych były lepsze. Tęsknie też za winem. Białym. Schłodzonym.

Niedawno zaczęłam oglądać od początku "Żonę idealną". Mam niezły refleks ale i więcej czasu a dostęp do wszystkich sezonów nieograniczony. Uwielbiam Eli Golda. Za to ostatnio sezon zaczął się zastąpieniem Kalindy - Dennym Duquette. Poważanie? No może się chłopak wykaże (tylko czemu on się tak cały czas uśmiecha? Ma jakiś przykurcz za uszami?)

Wczoraj też pięknie lało. Uwielbiam taki letni deszcz, tylko Effie mocno nieszczęśliwa. No ale chyba każdy taki by był, jakby musiał się wysikać, gdy mu się leje woda na kark. Rozważam wychodzenie z nią jak lokaj, trzymając parasolkę (z Cherbourga).


30!

Prawie w ogóle nie sypiam w nocy. A to mi gorąco, a to nie wygodnie. Okoliczne koty szerzą bójki akurat w porze nocnej. A jeszcze jak T. wyjdzie na piwo to jeszcze dochodzą dźwięki, sugerujące oczywiście próby włamania. Tylko moje pieseły śpią jak kłody. Chociaż nie - kłody nie puszczają bąków o aromacie skoncentrowanego iperytu. W każdym razie o czwartej nocy dobudziło mnie dziecko, kopiąc mój brzuch na wszystkie strony i tańcząc radośnie "mama, szybko siusiu i najlepiej to śniadanie" i nie miałam wyjścia. 

Dwie godziny później prewencyjnie zrobiłam T. histerię, że jestem brzydka i stara. Bo nie dadzą człowiekowi zapomnieć, że się zestrzał. Od rana SMS-y, życzenia, szampan i dziwki (tzn. na chwilę obecną, jak mówią politycy, zamiast szampana i dziwek występuje gościnnie twarożek ze słonecznika, ale nie uprzedzajmy faktów).

W dodatku z całonocnych przemyśleń wyszło mi, że jestem gruba i cofam się w rozwoju osobistym. Zamiast wytyczać sobie ambitne życiowe cele, to przeglądam rankingi wózków, aspiratorów do nosa, żłopię sok pomarańczowy, oglądam seriale czytam książki o domu starców i ogólnie gniję intelektualnie.

Aha – jeszcze jedno przemyślenie – dlaczego w fast foodach typu KFC nie robi się warzyw w tej swojej czarodziejskiej panierce? Przecież jakby miało brokuły albo cukinię, to by więcej osób to jadło codziennie. Codziennie! Czyli w sumie może i dobrze, że nie robią, bo po miesiącu nie zmieściliby się nie tylko w dżinsy, ale i w drzwi.

I tym optymistycznym akcentem oddalam się egzystować z trzydziestką na karku i brzuchem z przodu. Buziaczki...



Tallulah

To jedna z tych produkcji, która sprawia wrażenie czegoś starszego i skromniejszego niż jest w rzeczywistości. Film o różnych odcieniach macierzyństwa ale jest coś w nim urzekającego i jednocześnie niepokojącego. 


(nie) mąż

Małgorzata Halber, znana niektórym z programu „5-10-15”, potem MTV i wreszcie książki „Najgorszy człowiek na świecie”, napisała swego czasu na Facebooku:
Chciałabym mieć męża. 11 lat spędziłam u boku mężczyzn niegotowych. Zastanawiających się. Spędzających ze mną miło czas, ale opowiadających mi o priorytecie wolności w swoim życiu, nie chcących nawet poruszać innych tematów. A ja miałam 23 lata i wydawało mi się, że to trochę nieważne czego ja chcę, że prawdziwa fajna laska powinna być wyluzowana, nie chcieć stałego związku, zgadzać się na wszystko co zaproponuje jej partner w łóżku, chodzić na striptiz i umieć nie narzekać, czyli zająć się sobą, kiedy on mówi "w życiu mężczyzny jest taki moment, kiedy należy wyruszyć w samodzielny rejs.
Później było o tym, że dobrze jest mieć kogoś, kto będzie chciał być tylko z Tobą, kto nawet na terapię wybuli jak trzeba będzie, bo będzie wiedział, że jak ją przejdziecie, to będzie dobrze. Choćby tona kryzysów Was dopadła, to on będzie chciał je pokonać. I mąż wcale nie oznacza kogoś, z kim trzeba w białej sukni iść do ołtarza, zadłużać się na pierdyliard pieniędzy, żeby zrobić wesele na trzysta osób. Bo przecież mąż to nie ktoś kto nagle się zmienia i chce aby mu rodzić dorodne bobasy, krochmalić pościel i codziennie gotować zupę. Niech on będzie tak samo durnowaty, z tą różnicą, że tylko Ty i nikt inny. Przestał szukać, uciekać, a jak przyjdzie pomalować mieszkanie lub zrobić remont to on to zrobi, chociaż nie lubi tego, jak ty poezji.  

I choć z T. jesteśmy dopiero w fazie przygotowań to ślubuję tu uroczyście, że po ślubie to nie będzie już tylko "Klan", kanapa i obiady u rodziców!


Jestem żoną szejka

Nie przekonują mnie takie książki. Przypomina dawną literaturę haremową. Czuje się tu potężne przekłamanie, przemieszane z kwiecistą ornamentyką słowną. 


#dumnabo

Dzisiaj nie tak lekko, bo o rozstępach. Po fali zdjęć porodowych na instagramie, przyszedł czas na rozstępy. Najczęściej te pociążowe. Nie wiem, jak Wy ale dla mnie rozstępy to zmora a nie powod do bycia dumnym. Zastanawiam się czasem, czemu musimy wyglądać jak tygrys, czemu nie pomaga mycie, sport, peeling z kawy i zdrowe żarcie. Nie mówiąc o tonie mazideł. Wiem, bo sprawdzałam.

Tymczasem ostatnio w biblii frustratów (czyt. pudelek, kozaczek i inne) pojawiła się informacja o modzie na pokazywanie rozstępów z hasztagiem mamrozstepyijestemztegodumna (sic!). Rozumiem dumę, że się pomalowało lewą ręką paznokcie u prawej bez wychodzenia poza płytkę, zdało egzamin, znalazło się super pracę, poszło się na siłownię. Absolutnie rozumiem dumę z powrotu do wagi sprzed ciąży, ale matko z córką..duma z rozstępów?! Osobiście uważam, że większość heteroseksualnych facetów nawet ich nie dostrzega, a dla połowy kobiet są wspomnieniem ciąży, dojrzewania lub okresu w którym gastro nie miało sobie równych. Czekam na kolejne edycje dumy z biologii i genów np. ślady po trądziku #dumnabodojrzała albo grzybica na nogach #dumnabochodzenabasen.


Powodem do dumy niech będzie wychowanie dziecka na dobrego, tolerancyjnego i szczęśliwego człowieka. Za to można chwalić matki, nie za rozstępy i poród. Taka moja skromna opinia.

The life of David Gale

Zmuszając do głębokich przemyśleń, wstrząsając przedstawioną niebanalną historią - pozostawił po sobie wiele pytań. 


day off

Przymierzam się do obejrzenia "The Crown". Ponoć na dwóch pierwszych odcinkach można się popłakać. A jest to niewątpliwa zmiana, bowiem ostatnio raczyłam się głównie sezonami RePaul's Drag Race czyli taki Top Model dla transwestytów. W programie wyłania się spośród kilkunastu uczestniczek najciekawszej i najbardziej utalentowanej draq queen, która otrzymuje tytuł America's Next Drag Superstar. No nie mówcie, że nie brzmi to dobrze? Masy rzeczy się o nich dowiedziałam i poszerzyłam przy tym zakres słownictwa. Podziwiam transwestytów i podziwiam ich, są sto razy bardziej kobietami niż jakaś wąsata Pani Minister z jajem z blond włosow po jednej stronie głowy. Są piękni, barwni i pozytywni, a Raja, Pandora lub Yara Sofia rządzą. 

Swobody obywatelskie to jednak cudowny wynalazek. W naszym zielonym kraju ten program by nie miał racji bytu. Od razu byłyby protesty urządzane przez setki plujących nienawiścią, świeżo zaprogramowanych wiadomymi falami radiowymi obywatelek w okrągłych, puszystych nakryciach głowy ze zdjęciami w dowodach sprzed wojny. 

Z drugiej jednakowoż strony uważam, że nadmiar swobód obywatelskich może szkodzić ludziom. Dochodzi do granic absurdu np. w USA, gdzie trzeba pisać na mikrofalówkach, że nie wolno wkładać do nich kotów, bo inaczej producentowi drobnego AGD grożą setki procesów właścicieli. U nas swobody mają się całkiem nieźle. I nie chodzi o to, że to mi się nie podoba ale jak dziecku nadaje się na imię SAWANA OGÓREK, albo WIRGINIA JAMNIK, bo przecież wolno to klękajcie narody. 

Kolejnym wspaniałym objawem manifestowania swobód obywatelskich jest budownictwo jednorodzinne. Po co budować na leśnej działce skromny domek z poddaszem użytkowym, kiedy można pierdolnąć gargamela z wieżą i czterema lwami na froncie. Bo wolno. 

I to wszystko przy pierwszej prima sort kawie! 


Maria Skłodowska-Curie

Niczego mi tutaj nie brakowało. Ludzka, niepozbawiona słabości ale jednocześnie z ogromną siłą charakteru. Tym, co wywiera największe wrażenie jest nieprzerwana walka z zasadami i schematami. Sugestywne. 


dżast lajk dat

Można wysadzić samochód w powietrze, spoliczkować sąsiadkę surową rybą - bo jest się w ciąży. Mówią, że wszystko wtedy wolno, bo po prostu MA się hormony. A przecież hormony mam od zawsze. A norma społeczna stanowi, że nie powinnam płakać na reklamie Danone i nie wolno mi bić ludzi po głowach parasolką, wykrzykując, żeby zeszli mi z drogi. I śmiem twierdzić, że w 80% przypadków nie wiem dlaczego czasem postępuję, jak postępuje. Ba! Nader często zdarzały mi się sytuacje w których miałam problem w odpowiedzeniu T. na proste pytanie "dlaczego płaczesz? co się stało? w którym momencie pojawił się kryzys?". 

No chyba, że to nie hormony, tylko jakaś choroba psychiczna. W bliższej rodzinie nie odnotowano jednak takich przypadków. Nie miałam nigdy żadnej ciotki, która komunikowałaby się z zaświatami poprzez żaluzje okienne i nie zapraszała na śledzika biskupa, który od dawna zameldowany był na miejskim cmentarzu. Tak, że obserwując wyczyny poniektórych ciężarnych, stwierdzam, że wykorzystujcie te hormony teraz na maksa. Później ciężko będzie Wam wyjaśnić, dlaczego zjadłyście cały słoik ogórków naraz, albo czemu płakałyście na filmie o nastoletnim chłopcu, który nie ma przyjaciół w college'u.

Dla poparcia powyższego dwie scenki rodzajowe:

#1
Do zatłoczonego tramwaju wchodzi ciężarna. Tłum ludzi zmierza rano do pracy. Ciężarna staje przy krześle zajmowanym przez licealistę. Ten pomimo zwrócenia uwagi na nią i jej przedni dobytek - odwraca się. Ciężarna wyjmuje z torebki gumowy młotek, uderza go w głowę i wychodzi na następnym przystanku.

#2
Typowa sieciówka. Ciężarna leci do sprzedawczyni z legginsami w ręce i wykrzykuje:
- Tylko czarne? Jak w ciąży, to nie muszę ładnie wyglądać?!
- Akurat teraz dostępny jest tylko ten kolor.
- Ale nawet pani dokładnie nie poszukała.
- To są jedyne dostępne, wiem co mamy w sklepie.
- Jasne, ciężarną najlepiej spławić!
- Mamy też szare legginsy na dziale damskim, może pani również będą odpowiadać.
- A szary to jest kolor dla pani, tak?! 

- To może spodnie jakieś w kolorze, mamy takie z miękkiego materiału dla kobiet w ciąży.
- A w jakiej są cenie?
- 69.90.
- Zapłaciłaby pani za nie tyle?!?!? 


Jak nic, tam w środku jest dziewczynka i ma przedwczesny PMS.

Dzień dobry :-)



Nieracjonalny mężczyzna

Ironia i sarkazm Allena. I ta nieznośna tendencja do cytowania samego siebie. 
Aczkolwiek to dalej Woody Allen. Jemu wybaczę. 


single

Piękny wschód słońca był w sobotę, dzisiaj zresztą też. Mam porównanie, bo albo budzik T., albo pieska brzuch dzwonią na długo przed świtem, dzięki czemu zazwyczaj oglądam różanopalcą Jutrzenkę, czy tego chcę, czy nie.

Poza tym to mam od jakiegoś czasu rybika cukrowego w łazience. Ponoć nie groźne, a na pewno jakieś niemrawe, bo skoro cukrowe to po jakiego grzyba koczują w łazience? Powiedzmy sobie jednak szczerze, że w przeciwieństwie do innych paskudztw to te są całkiem miłe. Nie narzucają się, ale są bardzo towarzyskie. Zwykle o poranku wychodzi mi taki jeden na spotkanie. Zamiast uciekać, stoi i czeka. No bardzo sympatyczne. Nie hałasuje. No i któregoś razu w nocy wchodzę a tam dwa rybiki. No niby fajnie, że ma towarzystwo i z kim pogadać, ale DWA? Jeden skręca, drugi też. Idealnie w tym samym momencie. Jakby ćwiczyły ruski balet. Historia kończy się tak, że jak zamrugałam oczami i lekko się pochyliłam to rybik nadal był jeden. A mi trzeba wybaczyć, bo nie miałam soczewek.

To nie są te dwa rybiki - żeby jasność była.




s.

Nie ukrywajmy, że trochę w ostatnim czasie zniknęłam z życia i całej reszty, bo dostałam konto na Netflixie, a że mają sporo seriali BBC, to wiadomo. Teraz to już całkiem skamienieję w pozycji siedząco – wyłupiastej albo tyłek mi pęknie. Do poduszki czytam "Dzieci w Paryżu nie grymaszą" oraz "Druzdowie z Belgradu", więc intelektualnie zadbałam o siebie. Do tego opycham się ostatnio ciastkami i ciasteczkami (żeby nie było - wegańskie), więc czekam aż cellulit wyśle mi pocztówkę z pozdrowieniami. 

Za to przedwczoraj była jakaś masakra. Burza na Słońcu czy jakieś inne kosmiczne interferencje, albo zupełnie ziemska, nasza lokalna z grzmotami, piorunami i całym zestawem obowiązkowym. Ale chyba jak burza, to już wiosna, nie? 

A słońce owszem, nawet wychodzi, ale głównie po to, żeby mi pokazać JAKIE MAM BRUDNE OKNA. Zaiste, są brudne, ale chwilowo nie mam im nic do zaproponowania.



Matka Polka

Czytuje sobie od jakiegoś czasu komentarze na blogach parentingowych, albo pod matczynymi postami na różnych grupach facebookowych i dochodzę do wniosku, że strach byłby o cokolwiek zapytać, a te empatyczne i urocze mamuśki, to tak na prawdę wcielone zło. 

Moja przygoda z tym zjawiskiem zaczęła się od postu matki wegetarianki, która postanowiła zapytać inne towarzyszki doli, czy nie znają przedszkola z wegetariańskim i/lub wegańskim cateringiem. Nie wiem czemu sądziłam (zresztą tak samo, jak autorka), że uzyska rzetelną i pokrzepiającą odpowiedź. Dostała pouczenie, że jako wyrodna matka mogłaby poczytać o żywieniu dziecka a nie epatować swoimi fanaberiami w internetach. Dalej to już było tylko o zagłodzeniu i odebraniu praw rodzicielskich. Doprawdy typów tych matek jest wiele ale łączy je niedopita, zimna kawa. Te, które nie wyrabiają się z nią przed 22:00 piszą, że zazdroszczą pozostałym, bo one ostatni raz skończyły pić coś wcześniej chyba w czterdziestym czwartym. Brawurowym pomysłem byłoby zaniechać pisania w mediach społecznościowych na rzecz ciepłej kawy.

Najbardziej mi się podoba, jak pojawiają się zapytania o ulubione filmy, seriale czy książki. Wtedy matki polki od kawy po 22:00 wzdychają, że z ich dzieckiem zobaczenie jakiegokolwiek serialu jest wielce niemożliwe, ale pozostałym zazdroszczą, że mają na to czas. A hybryda na paznokciach? Od razu pojawia się druga, która z uśmiechem na twarzy i arsenałem szpilek stwierdza: no takiej to dobrze. Ja ostatnio miałam kolorowe paznokcie, jak mój jakże utalentowany, acz zajmujący i wymagający syn, malował farbami. Całe mieszkanie było przy okazji brudne ale stosujemy teraz nową amerykańską metodę Pędzluj Gdzie Popadnie. Udowodniono, że ułatwia ona dzieciom w późniejszych latach rozmowy z Paniami w dziekanacie.

Sprawa jest stosunkowo prosta, gdy pomalowane paznokcie i film ogarnia matka jednego dziecka. Wiadomo - nuda. Prawdziwa Matka doda wtedy: zastanawiam się co ja robiłam z wolnym czasem, gdy miałam tylko jedno dziecko. Przy dwójce to nie wiem jak się nazywam i gdzie ręce włożyć. Nie waż się matko jednego dziecięcia narzekać, albowiem znajdzie się zaraz taka co to powie, że masz się cieszyć, bo masz jedno. A u niej trzecie w drodze i strach pomyśleć, co to będzie. 

Kolki, bóle brzucha, sraczki, szpitale, katar - Kochana, wiem przez co przechodzisz, miałam niemal to samo ale w sumie to w wersji turbo maks, bo u nas rzygał na zielono i kichał podwójnie i to dopiero jest przygoda. Lubię też te teksty z serii: martwię o tego Twojego brzdąca. Moja w jego wieku, to znała 326 słów, a tutaj ani be, ani me. Albo: Ciesz się, że jeszcze nie mówi, bo nasza w jej wieku to tak trajkotała, że głowa od tego bolała. Nie chodzi jeszcze? Ciesz się, mój w tym wieku biegał, jak szatan i demolował wszystko na około. Twoja też da Ci jeszcze popalić. 

Matki hejterki to zło, zwłaszcza te które udając troskę, chcą przemycić swoje narzekania lub fakt, że ich dziecko jest wybitne. Nie to co Twoje.

o barszczu i starzeniu się

Pogoda jaka jest każdy widzi, na szczęście wiosnę czuje w powietrzu i zaczęłam wynurzać się ze swojej nory. Przez ostatnie trzy miesiące zasłużyłam sobie na tytuł Naczelnej Odnogi Kanapowej. Co rusz obijały mi się o uszy opowieści o weekendowych wypadach, uprawianiu hobby i odwiedzinach towarzyskich, wypadach to teatru. A w środku tego wszystkiego JA - skamieniały trylobit. Wszechświat dąży do równowagi i ktoś ewidentnie musi być przeciwwagą dla tych wszystkich pracusiów. Padło na mnie w tym roku i dźwigałam dzielnie to posłannictwo - na leżąco.

Szukam też przepisu na wegańską wersję barszczu ukraińskiego z prawdziwym buraczanym kolorem. Do tej pory bałam się go zrobić ze względu na fasolę. Konkretniej to w ogóle nie lubię czynności związanej z moczeniem jakichkolwiek strączkowych roślin. Moje doświadczenie wskazuje na to, że nie ważne ile będę je moczyć one i tak wyjdą twarde. A kuchnia po tym zawsze wygląda jak pobojowisko. Wprawdzie był ostatnio program z Makłowiczem, który nie przerywając swoich anegdot, gotował wyżej wymienioną zupę jedną ręką - w plenerze i na rozchwianym stoliku. A fasolę wziął z puszki. Można? Można. Ale czy to nie pójście na łatwiznę? 

No i tu kolejna sprawa. Każdy ma zdanie na temat wszystkiego i wszystkich. Nie ważne czy sprawa dotyczy reformy oświaty, katastrofy lotniczej, wyborów w Stanach Zjednoczonych, wychowania dziecka czy wyboru kolejnego zwycięscy Top Chefa. Chociaż tego ostatniego też niechybnie skomentujemy. Nawet jeśli nie spróbowaliśmy tych potraw to i tak mówimy, że: on najlepiej gotował, przystawka była fenomenalna i na miarę gwiazdki Michelin, a takiej tarty to nigdy nie widzieliśmy. A to wszystko efekt gotowania żarcia w telewizji. Nie twierdzę, że specjalnie mi to przeszkadza ale wolałabym, żeby inspirowała mnie kultura a nie na przykład internet. Ten ostatni może odpalić każdy, ale nie koniecznie poczyta komentarze znawców. A przecież Ci, którzy się zupełnie nie znają mogliby wrzucać tylko zdjęcia Ryana Goslinga albo Johnnego Deppa. Nagie na przykład.


weather

Niby z Celsiuszami za oknem trochę lepiej, ale dalej kurde zimno. I dalej jak ten pies, zachwycona nie jestem. Tara z Effką też nie bardzo, jak otwieram drzwi na dwór, żeby wyszły, to patrzą na mnie z miną pod tytułem „Poczekajmy na reinkarnację, zamienimy się miejscami i wtedy pogadamy o siusianiu na zewnątrz w taką pogodę”. I ja je całkowicie rozumiem.