dżast lajk dat

Można wysadzić samochód w powietrze, spoliczkować sąsiadkę surową rybą - bo jest się w ciąży. Mówią, że wszystko wtedy wolno, bo po prostu MA się hormony. A przecież hormony mam od zawsze. A norma społeczna stanowi, że nie powinnam płakać na reklamie Danone i nie wolno mi bić ludzi po głowach parasolką, wykrzykując, żeby zeszli mi z drogi. I śmiem twierdzić, że w 80% przypadków nie wiem dlaczego czasem postępuję, jak postępuje. Ba! Nader często zdarzały mi się sytuacje w których miałam problem w odpowiedzeniu T. na proste pytanie "dlaczego płaczesz? co się stało? w którym momencie pojawił się kryzys?". 

No chyba, że to nie hormony, tylko jakaś choroba psychiczna. W bliższej rodzinie nie odnotowano jednak takich przypadków. Nie miałam nigdy żadnej ciotki, która komunikowałaby się z zaświatami poprzez żaluzje okienne i nie zapraszała na śledzika biskupa, który od dawna zameldowany był na miejskim cmentarzu. Tak, że obserwując wyczyny poniektórych ciężarnych, stwierdzam, że wykorzystujcie te hormony teraz na maksa. Później ciężko będzie Wam wyjaśnić, dlaczego zjadłyście cały słoik ogórków naraz, albo czemu płakałyście na filmie o nastoletnim chłopcu, który nie ma przyjaciół w college'u.

Dla poparcia powyższego dwie scenki rodzajowe:

#1
Do zatłoczonego tramwaju wchodzi ciężarna. Tłum ludzi zmierza rano do pracy. Ciężarna staje przy krześle zajmowanym przez licealistę. Ten pomimo zwrócenia uwagi na nią i jej przedni dobytek - odwraca się. Ciężarna wyjmuje z torebki gumowy młotek, uderza go w głowę i wychodzi na następnym przystanku.

#2
Typowa sieciówka. Ciężarna leci do sprzedawczyni z legginsami w ręce i wykrzykuje:
- Tylko czarne? Jak w ciąży, to nie muszę ładnie wyglądać?!
- Akurat teraz dostępny jest tylko ten kolor.
- Ale nawet pani dokładnie nie poszukała.
- To są jedyne dostępne, wiem co mamy w sklepie.
- Jasne, ciężarną najlepiej spławić!
- Mamy też szare legginsy na dziale damskim, może pani również będą odpowiadać.
- A szary to jest kolor dla pani, tak?! 

- To może spodnie jakieś w kolorze, mamy takie z miękkiego materiału dla kobiet w ciąży.
- A w jakiej są cenie?
- 69.90.
- Zapłaciłaby pani za nie tyle?!?!? 


Jak nic, tam w środku jest dziewczynka i ma przedwczesny PMS.

Dzień dobry :-)



Nieracjonalny mężczyzna

Ironia i sarkazm Allena. I ta nieznośna tendencja do cytowania samego siebie. 
Aczkolwiek to dalej Woody Allen. Jemu wybaczę. 


single

Piękny wschód słońca był w sobotę, dzisiaj zresztą też. Mam porównanie, bo albo budzik T., albo pieska brzuch dzwonią na długo przed świtem, dzięki czemu zazwyczaj oglądam różanopalcą Jutrzenkę, czy tego chcę, czy nie.

Poza tym to mam od jakiegoś czasu rybika cukrowego w łazience. Ponoć nie groźne, a na pewno jakieś niemrawe, bo skoro cukrowe to po jakiego grzyba koczują w łazience? Powiedzmy sobie jednak szczerze, że w przeciwieństwie do innych paskudztw to te są całkiem miłe. Nie narzucają się, ale są bardzo towarzyskie. Zwykle o poranku wychodzi mi taki jeden na spotkanie. Zamiast uciekać, stoi i czeka. No bardzo sympatyczne. Nie hałasuje. No i któregoś razu w nocy wchodzę a tam dwa rybiki. No niby fajnie, że ma towarzystwo i z kim pogadać, ale DWA? Jeden skręca, drugi też. Idealnie w tym samym momencie. Jakby ćwiczyły ruski balet. Historia kończy się tak, że jak zamrugałam oczami i lekko się pochyliłam to rybik nadal był jeden. A mi trzeba wybaczyć, bo nie miałam soczewek.

To nie są te dwa rybiki - żeby jasność była.




s.

Nie ukrywajmy, że trochę w ostatnim czasie zniknęłam z życia i całej reszty, bo dostałam konto na Netflixie, a że mają sporo seriali BBC, to wiadomo. Teraz to już całkiem skamienieję w pozycji siedząco – wyłupiastej albo tyłek mi pęknie. Do poduszki czytam "Dzieci w Paryżu nie grymaszą" oraz "Druzdowie z Belgradu", więc intelektualnie zadbałam o siebie. Do tego opycham się ostatnio ciastkami i ciasteczkami (żeby nie było - wegańskie), więc czekam aż cellulit wyśle mi pocztówkę z pozdrowieniami. 

Za to przedwczoraj była jakaś masakra. Burza na Słońcu czy jakieś inne kosmiczne interferencje, albo zupełnie ziemska, nasza lokalna z grzmotami, piorunami i całym zestawem obowiązkowym. Ale chyba jak burza, to już wiosna, nie? 

A słońce owszem, nawet wychodzi, ale głównie po to, żeby mi pokazać JAKIE MAM BRUDNE OKNA. Zaiste, są brudne, ale chwilowo nie mam im nic do zaproponowania.



Matka Polka

Czytuje sobie od jakiegoś czasu komentarze na blogach parentingowych, albo pod matczynymi postami na różnych grupach facebookowych i dochodzę do wniosku, że strach byłby o cokolwiek zapytać, a te empatyczne i urocze mamuśki, to tak na prawdę wcielone zło. 

Moja przygoda z tym zjawiskiem zaczęła się od postu matki wegetarianki, która postanowiła zapytać inne towarzyszki doli, czy nie znają przedszkola z wegetariańskim i/lub wegańskim cateringiem. Nie wiem czemu sądziłam (zresztą tak samo, jak autorka), że uzyska rzetelną i pokrzepiającą odpowiedź. Dostała pouczenie, że jako wyrodna matka mogłaby poczytać o żywieniu dziecka a nie epatować swoimi fanaberiami w internetach. Dalej to już było tylko o zagłodzeniu i odebraniu praw rodzicielskich. Doprawdy typów tych matek jest wiele ale łączy je niedopita, zimna kawa. Te, które nie wyrabiają się z nią przed 22:00 piszą, że zazdroszczą pozostałym, bo one ostatni raz skończyły pić coś wcześniej chyba w czterdziestym czwartym. Brawurowym pomysłem byłoby zaniechać pisania w mediach społecznościowych na rzecz ciepłej kawy.

Najbardziej mi się podoba, jak pojawiają się zapytania o ulubione filmy, seriale czy książki. Wtedy matki polki od kawy po 22:00 wzdychają, że z ich dzieckiem zobaczenie jakiegokolwiek serialu jest wielce niemożliwe, ale pozostałym zazdroszczą, że mają na to czas. A hybryda na paznokciach? Od razu pojawia się druga, która z uśmiechem na twarzy i arsenałem szpilek stwierdza: no takiej to dobrze. Ja ostatnio miałam kolorowe paznokcie, jak mój jakże utalentowany, acz zajmujący i wymagający syn, malował farbami. Całe mieszkanie było przy okazji brudne ale stosujemy teraz nową amerykańską metodę Pędzluj Gdzie Popadnie. Udowodniono, że ułatwia ona dzieciom w późniejszych latach rozmowy z Paniami w dziekanacie.

Sprawa jest stosunkowo prosta, gdy pomalowane paznokcie i film ogarnia matka jednego dziecka. Wiadomo - nuda. Prawdziwa Matka doda wtedy: zastanawiam się co ja robiłam z wolnym czasem, gdy miałam tylko jedno dziecko. Przy dwójce to nie wiem jak się nazywam i gdzie ręce włożyć. Nie waż się matko jednego dziecięcia narzekać, albowiem znajdzie się zaraz taka co to powie, że masz się cieszyć, bo masz jedno. A u niej trzecie w drodze i strach pomyśleć, co to będzie. 

Kolki, bóle brzucha, sraczki, szpitale, katar - Kochana, wiem przez co przechodzisz, miałam niemal to samo ale w sumie to w wersji turbo maks, bo u nas rzygał na zielono i kichał podwójnie i to dopiero jest przygoda. Lubię też te teksty z serii: martwię o tego Twojego brzdąca. Moja w jego wieku, to znała 326 słów, a tutaj ani be, ani me. Albo: Ciesz się, że jeszcze nie mówi, bo nasza w jej wieku to tak trajkotała, że głowa od tego bolała. Nie chodzi jeszcze? Ciesz się, mój w tym wieku biegał, jak szatan i demolował wszystko na około. Twoja też da Ci jeszcze popalić. 

Matki hejterki to zło, zwłaszcza te które udając troskę, chcą przemycić swoje narzekania lub fakt, że ich dziecko jest wybitne. Nie to co Twoje.