the girl on the train

Thriller psychologiczny, jednak mało w nim refleksji. Pochłania, ale tylko na początku. Może, gdyby nie ten szum medialny to nie miałabym wygórowanych oczekiwań, wszak poleca ją sam Stephen King. 







easy like sunday morning

Ostatnio natknęłam się w TV na "Znaki" - film o UFO z czasów, kiedy Mel Gibson jeszcze kompletnie nie zwariował. I tak, uważam, że to całkiem fajny film o UFO POMIMO tego, że UFO bojące się wody lądują na planecie, której powierzchnia to ponad 70 procent woda. A do tego paradują z gołym tyłkiem, zamiast przyodziać się czymś, po czym ta mordercza woda by spłynęła - bo to po prostu nie ma znaczenia i co innego jest ważne. Reasumując, to dobrze, jeśli na Ziemie przylatuje krwiożercze UFO, wyjątkowo głupsze od nas. 

A poza tym to na działkach i poza miastem nic szczególnego się nie dzieje. T. ma nowe hobby i próbuje skończyć książkę ale jakoś tak chaotycznie mu idzie. 






la la land

Jestem zauroczona. Nie uważam jednak jego za arcydzieło. Lubię i szanuje musicale, zwłaszcza te w których odnaleźć można nutkę starego, dobrego świata z odrobiną magii. A jednocześnie bez sielankowej, papierowej miłości. 


małe eksperymenty ze szczęściem

Sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 83 i 1/4. Kalendarz jest jednak bezwzględny, dlatego nie każda strona tej książki przynosi uśmiech i radość ale takie jest życie, czyż nie?

"W tym roku nie będę lubił staruszków. To dreptanie z balkonikami, zniecierpliwienie bez powodu, wieczne narzekania, ciasteczka do herbaty, całe to wzdychanie i stękanie. (...) Jesteście zdania, że życie staruszków wystarczy trochę uatrakcyjnić, a na pewno zaczną dostrzegać w nim sens. Bardzo ciekawa teza, muszę przyznać. Zapraszamy do naszego ośrodka na poletko doświadczalne. Przychodźcie i uatrakcyjniajcie!"



new day

Dark times, dark times - jak mówił Eryk Cartman. O właśnie, trzeba pooglądać jeszcze kilka rzeczy, póki mamy w Polsce internet. Człowiek wyjedzie na trzy dni, a tu kraj się sypie, jak zupa z torebki. Obym zdążyła jeszcze dokończyć żonę idealną ale zaprawdę powiadam Wam - Netflix jest gorszy niż kokaina. 

Czytam teraz "Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość" - jakby mi mało było syfu w naszym kraju, to czytam sobie jeszcze o rasizmie, bo w sumie co człowiekowi pozostaje w takiej sytuacji. Skończyłam też "Złe matki są najlepsze". Bardzo pouczające doświadczenie. Idę parzyć hektolitry melisy.





Bringing Up Bebe

Czyli o tym jak nie przekraczać granic, nie być rodzicem helikopterem i nie tworzyć dzieciokracji. Francuskie matki jawią się jako spełnione i zadbane kobiety, które odnajdują równowagę pomiędzy totalnym oddaniu się macierzyństwu a rozwijaniem samych siebie. Viva la France. 


sunday morning

Dzisiaj od rana coś wiercą, więc czuje wszystkie zęby oraz mam nieodparte wrażenie, że czasy bez zaawansowanych urządzeń elektromagnetycznych były lepsze. Tęsknie też za winem. Białym. Schłodzonym.

Niedawno zaczęłam oglądać od początku "Żonę idealną". Mam niezły refleks ale i więcej czasu a dostęp do wszystkich sezonów nieograniczony. Uwielbiam Eli Golda. Za to ostatnio sezon zaczął się zastąpieniem Kalindy - Dennym Duquette. Poważanie? No może się chłopak wykaże (tylko czemu on się tak cały czas uśmiecha? Ma jakiś przykurcz za uszami?)

Wczoraj też pięknie lało. Uwielbiam taki letni deszcz, tylko Effie mocno nieszczęśliwa. No ale chyba każdy taki by był, jakby musiał się wysikać, gdy mu się leje woda na kark. Rozważam wychodzenie z nią jak lokaj, trzymając parasolkę (z Cherbourga).